O szansach i zagrożeniach związanych ze sporym wzrostem liczby ludności w powiecie kartuskim w najbliższych latach dyskutowali w piątek członkowie Rady Programowej Strategii Rozwoju Powiatu Kartuskiego. Sporo uwagi poświęcono zagadnieniu związanemu z zanikiem kultury kaszubskiej, który zdaniem uczestników spotkania, grozi naszemu regionowi.
W piątek w kartuskim Inkubatorze Przedsiębiorczości odbyło się drugie już spotkanie Rady Programowej Strategii Rozwoju Powiatu Kartuskiego 2016-2040. W jego trakcie członkowie rady wyznaczali szanse i zagrożenia dla powiatu kartuskiego związane ze sporym wzrostem liczby ludności na jego terenie, które według prognoz Głównego Urzędu Statystycznego ma nastąpić w przeciągu najbliższych lat.
Dla członków rady priorytetowe okazały się zagadnienia związane z rozbudową infrastruktury, problemami związanymi z asymilacją imigrantów zza wschodniej granicy, bezrobociem, kwestiami zapewnienia bezpieczeństwa, czy też rozwojem oświaty i opieki zdrowotnej. Najwięcej wątpliwości i kontrowersji wywołał jednak temat związany z kulturą kaszubską. Zdaniem wielu zgromadzonych na spotkaniu, to właśnie spory napływ ludności z innych części kraju i świata, może spowodować zanik kultury kaszubskiej.
- Zanikanie kultury kaszubskiej jest zagrożeniem, które być może nie dotyczy migrantów, a nas samych. Do tego potrzebujemy troszkę innych narzędzi, skierowanych nie do nowych mieszkańców gminy Żukowo, tylko do mieszkańców Sierakowic czy Stężycy, którzy tam mieszkają od pokoleń. Oczywiście ona zanika także i na obrzeżach powiatu kartuskiego, na granicach z Gdańskiem. Nie czarujmy się - te osiedla domków jednorodzinnych nie są jakieś megakaszubskie - czy będą? Jeżeli chcemy postawić sobie umacnianie kultury kaszubskiej za cel, to być może powinniśmy wprowadzić język kaszubski do szkół podstawowych jako obowiązkowy na terenie całego powiatu - proponuje prof. Mariusz Czepczyński, prowadzący spotkanie.
Z kolei Eugeniusz Pryczkowski, wiceprzewodniczący rady powiatu kartuskiego, odniósł się do wypowiedzi wójta Chmielna, Jerzego Grzegorzewskiego, który stwierdził, że problemem związanym z nauką języka kaszubskiego, jest niechęć dzieci do uczęszczania na jego lekcje.
- Problem jest inny: czy my chcemy za 50 lat zachować kaszubską tożsamość, czy nie? Jeśli nie, to darujmy sobie całkowicie tę sprawę, a także i te wartości , które niesie za sobą kulturowość kaszubska, wytworzone przez 1000 lat - pyta Eugeniusz Pryczkowski.
- Ale jeśli chcemy, to naszym zadaniem w tej chwili nie jest to, czy dziecko idzie na kaszubski czy nie, tylko czy my mamy przygotowaną kadrę zwłaszcza nauczycielską i profesorską, która jest w stanie przygotować do nauki języka kaszubskiego. Na obecną chwilę oprócz tego, że absolutnie nie mamy przygotowanej kadry, to robimy minimalnie żeby tę zaległość nadrobić. Jeśli my naprawdę poważnie myślimy o tym, żeby za pół wieku kaszubszczyzna istniała, to to jest priorytetowa kwestia. Jeśli całe Kaszuby, nie tylko powiat kartuski, nie są w stanie wygenerować całego jednego rocznika na studiach filologii kaszubskiej, to w czym rzecz? Odpowiedź jest prosta: my nie chcemy żeby Kaszubszczyzna istniała za 50 lat, a jeśli ma być inna, to właśnie za trzeba się zabrać - dodaje.
Z tym stanowiskiem nie zgodziła się starosta powiatu kartuskiego, Janina Kwiecień.
- To ja mam pytanie panie Pryczkowski, czy uczelnia ma siłą pozbierać z naszego terenu tych kandydatów? Jeśli nie ma chętnych, to zapytajmy się co tkwi w naszej kaszubskiej mentalności, że się wstydzimy iść na uczelnię uczyć się kaszubskiego? Tutaj trzeba zadać sobie pytanie co zrobić od podstaw w poszczególnych gminach, żeby kaszubskość była czymś pożądanym przez samych Kaszubów? - pyta Janina Kwiecień.
Z kolei Barbara Kąkol, dyrektor Muzeum Kaszubskiego stwierdziła, że głównym powodem dla którego młodzi ludzie rezygnują z filologii kaszubskiej na rzecz innych kierunków jest brak widoków na przyszłość po takich studiach.
- Związane jest to z brakiem miejsc pracy. Nie oszukujmy się, nie potrzeba aż tylu nauczycieli języka kaszubskiego, a z samych lekcji taka osoba nie wyżyje. Tutaj nie chodzi o to, że my się wstydzimy kaszubszczyzny, ona być może kiedyś była spychana na bok, ale teraz przechodzi renesans. Uważam, że szansa tkwi w kulturowości kaszubskiej, tylko trzeba zrobić skoordynowane działania nie tylko na polu edukacyjnym i kulturalnym, ale w powiązaniu z innymi działami - tłumaczy Barbara Kąkol.
Jak uzupełniał prof. Czepczyński, Kaszuby przechodzą teraz bardzo ciężki okres, który wynika w dużej mierze z procesu urbanizacji naszego regionu.
- Kultura kaszubska jest kulturą typowo rolniczo-wiejską, obecnie coraz mniej osób żyje z ziemi. Nawet mieszkając na terenach wiejskich prowadzimy miejski tryb życia. Chodzi tutaj o dopasowanie kultury kaszubskiej do zurbanizowanego stylu życia, jeśli tego nie osiągniemy to obawiam się, że wraz z odejściem rolniczego stylu życia, kultura kaszubska odejdzie w niepamięć. Jest ona silnie związane z wyizolowanym, wiejskim stylem życia i stoi przed bardzo dużym wyzwaniem. Nie wiem czy starostwo, czy my wszyscy razem, ale jeśli stworzymy miejską kulturę kaszubską to tylko i wyłącznie wtedy ona przetrwa. Myślę, że język jest tutaj podstawą - mówi naukowiec.
Na koniec spotkania podsumowano wszystkie priorytety i uwagi do Strategii Rozwoju Powiatu Kartuskiego na lata 2016-2040. W przeciągu 14 dni jej podstawowe założenia powinny zostać opublikowane na stronie internetowej Starostwa Powiatowego w Kartuzach.
MSz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze