Reklama

Przodkowo. Ponad 150 osób podarowało Oliwierowi szanse na życie

Przez osiem godzin w Szkole Podstawowej w Przodkowie trwała wielka akcja rejestracji potencjalnych dawców komórek macierzystych krwi i szpiku. W ten sposób ludzie dobrego serca podarowali sześcioletniemu Oliwierowi z Kłosowa szansę na życie. U chłopca w grudniu ubiegłego roku zdiagnozowano ostrą białaczkę limfoblastyczną. Jedynym ratunkiem dla niego może być przeszczep szpiku.

W Dniu Dawcy udział wzięła mama i siostra Oliwiera. Ciocia Klaudia Cirocka serwowała przygotowany przez rodzinę żurek. Na co dzień nie tylko wspiera najbliższa rodzina, ale też przyjaciele, sąsiedzi i znajomi. A niedzielna akcja sprawiła, że czekającego na pomoc Oliwiera wsparło jeszcze 155 osób, które zarejestrowały się jako dawcy szpiku.

– Zaczęło się od zwykłego przeziębienia. Chodziłam z synem po lekarzach. Badania nic nie wykazały. Jednak Oliwier coraz bardziej bladł. Potem pojawiła się gorączka, która trwała siedem dni. Po tygodniu przeszła. Nadal jeździłam z nim na kontrolę do lekarza. Nic nie udało się stwierdzić. Wówczas pediatra skierowała go na badanie krwi. Tego samego dnia wylądowaliśmy w szpitalu na hematologii. Było podejrzenie białaczki. Pobrano szpik i okazało się, że był on w 94 procentach zainfekowany – powiedziała Justyna Zelewska, mama Oliwiera.

Reklama

- W tym momencie się nie myśli. Czułam się tak, jakby ktoś walnął mnie czymś w głowę. Był szok i niedowierzanie. Nagle taka straszna choroba. Jego białaczka jest oporna na chemioterapię. W związku z tym będzie musiał przejść przeszczep szpiku dlatego, żeby nie wznawiała się choroba – kontynuowała nasza rozmówczyni.

Oliwier dzielnie walczy jak mały wojownik. Bez oporu łyka tabletki, bo wie, że musi. Nie sprzeciwia się.

– Mam nadzieję, że znajcie się dawca. Chciałabym, żeby funkcjonował jak zdrowe dzieci, a nie leżał w szpitalu i cierpiał – wyznała Kinga Zelewska, siostra Oliwiera.

Reklama

- Dziękujemy wszystkim, którzy są dzisiaj z nami. Przychodzą, by się zrejestrować, bo chcą Oliwierkowi pomóc i oddać kawałek siebie. Dziękuję też rodzinie, znajomym, sąsiadom, którzy nas wspierają i pomagają, za co jestem im bardzo wdzięczna – przekazała Justyna Zelewska.

Tadeusz Wysocki z Przodkowa przyszedł z córkami Laurą i Polą. W takiej akcji brał udział po raz pierwszy. Pomimo, że odwołano imprezę z okazji Dnia Kobiet z powodu zmieniającej się sytuacji epidemiologicznej i tak postanowił przyjść. Uznał, że przecież to nic nie kosztuje, a może pomóc choremu chłopcu.

Reklama

- Przyjechałam specjalnie, żeby się zarejestrować z okazji też Dnia Kobiet i w ten sposób sama zrobiłam sobie prezent. Do domu będę wracała z uśmiechem, bo zrobiłam coś dobrego dla siebie i dla innych. Nie może być nic piękniejszego. Nie wiem przecież co czeka mnie w przyszłości. Być może znajdzie się taka druga Małgosia, która mi pomoże. Warto pomagać i nie być obojętnym na problemy innych – stwierdziła Małgorzata Drawc z Kolbud.

- Jadąc do Przodkowa mieliśmy obawy jaka będzie frekwencja, biorąc pod uwagę odwołanie Dnia Kobiet. W tym kontekście jesteśmy podbudowani ilością osób, które tu przyszły. Ponadto jest wielu wolontariuszy, którzy chodzą po gminie i roznoszą ulotki. Bez ich wsparcia mieszkańcy nie wiedzieliby, że akcja nie została odwołana. Jest też część wolontariuszy, którzy rejestrują potencjalnych dawców. Do bazy potencjalnych dawców szpiku dołączyło dzisiaj podczas akcji w Przodkowie aż 155 osób – poinformowała Korniela Zdolska, koordynatorka niedzielnej akcji z fundacji DKMS.

Reklama

Dla Katarzyny Pipki z Prokowa jedną z motywacji, która skłonią ja do wzięcia udziału w akcji, było zaangażowanie jej córki Agaty jako wolontariuszki, ale przede wszystkim potrzeba niesienia pomocy bliźnim, tym bardziej, że nie ponosi się z tego powodu żadnych kosztów.

– Po raz pierwszy się rejestruje jako dawca szpiku. Mój mąż zrobił to już dużo wcześniej. Oboje jesteśmy dawcami krwi. Uznaję zasadę, że jeżeli można pomóc, to trzeba to zrobić. Warto pamiętać, że krwi i szpiku nie da się wyprodukować nawet przez najlepsze firmy farmaceutyczne, a my skoro mamy taką możliwość, to dlaczego nie pomóc innych ludziom. To jest coś, co mamy od siebie do dania – powiedziała Żaneta Zaborowska, która przyszła z mężem, dziećmi i sunią Mają.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości