Helena i Augustyn Turzyńscy z Przyjaźni w styczniu 1947 roku zawarli małżeństwo, które trwa do dzisiaj. W zgodzie i wzajemnym szacunku przeżyli szczęśliwie 65 lat. Z te okazji we wtorek dostojnych jubilatów odwiedził burmistrz Jerzy Żurawicz. Złożył na ich ręce gratulacje, życzenia i kwiaty, a Justyna Beyer, szefowa GOPS-u przekazała nagrodę finansową.
Kilka dni przed rocznicą ślubu, 6 stycznia, cała rodzina spotkała się na uroczystej imprezie w żukowskiej restauracji. Ponad 80 osób bawiło się do trzeciej nad ranem. Jubilaci obchodzący żelazne wesele bawili się na równi z gośćmi o wiele młodszymi od siebie. Wraz ze wszystkimi wytrzymali do samego rana. Tylko pozazdrościć takiej kondycji i zdrowia.
Państwo Turzyńscy są rodzicami siedmiorga dzieci. Doczekali się 17 wnuków i 13 prawnuków. Z okazji swojego święta od najbliższej rodziny otrzymali 65 czerwonych róż, a od chrześniaczki Bernadety Willich - tyleż samo czerwonych goździków.
85-letnia dzisiaj pani Helena całe życie zajmowała się wychowywaniem dzieci i niewielkim, bo trzyhektarowym gospodarstwem. Pan Augustyn jest z zawodu elektrykiem.
- Pamiętam, jak się poznaliśmy - uśmiechając się, wspomina pani Helena. - Byliśmy u sąsiadów na jakieś uroczystości i tam spotkaliśmy się po raz pierwszy. Co trzeba robić, aby wytrwać ze sobą aż tyle lat? - zastanawia się przez chwilę moja rozmówczyni. - W małżeństwie liczy się przede wszystkim wzajemne wspieranie się w trudnych chwilach, trzeba też umieć ustąpić i dbać o to, aby w domu była zgoda. Te cechy są najważniejsze. Być może właśnie to jest receptą na udane małżeństwo z tak długim stażem.
- Nie pamiętam takiej sytuacji, aby rodzice się kiedykolwiek kłócili - jakby na potwierdzenie tych słów dorzuca córka Elżbieta Sikora. - A ja nie mogę nic złego powiedzieć na temat swoich teściów - dodaje jej mąż Stefan. - Są spokojni i bardzo wyrozumiali. Pierwsze 15 lat naszego małżeństwa mieszkaliśmy pod wspólnym dachem i nigdy nie doszło nawet do najmniejszych do scysji.
Dzieci cenią cierpliwość, wyrozumiałość i pracowitość swoich rodziców. Mamie można było powierzyć swoje problemy, ale kłopot w tym, że ona bardzo się tym przejmowała. Dlatego też z biegiem lat dzieci starały się o pewnych sprawach nie mówić, aby matki nie martwić.
- Dziadkowie są po prostu kochani - wyznała wnuczka Katarzyna Mańska . - Ich małżeństwo może być dla nas wzorem dobrego życia.- Babcia zawsze dbała o nasze podniebienie, a z codziennego menu najbardziej pamiętam zupę mleczną - uzupełnia Anna Mańska.
Obie wnuczki stwierdziły, że ich babcia jest mistrzynią w pieczeniu chleba i drożdżówki.
- Zawsze żyłam nadzieją, aby dożyć takiego jubileuszu - wyznaje na zakończenie rozmowy pani Helena. - A teraz marzę o tym, aby doczekać kolejnej rocznicy, czyli 70-lecia. Nie będzie to łatwe, ze względu na stan zdrowia, ale kto wie, może się uda.
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze