Przedsiębiorcy w dobie koronowirusa przeżywają trudny czas. Od połowy marca restauracje, bary i kawiarnie mogą prowadzić tylko działalność na dowóz i na wynos. Wszyscy odnotowali bardzo duży spadek obrotów. Jak w tej sytuacji radzą sobie restauratorzy działający na terenie naszego powiatu? Podczas środowej konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że częściowo będą otwierane usługi gastronomiczne, ale z utrzymaniem reżimu sanitarnego.
Hotel Pod Orłem w Kartuzach zamknięto 30 marca. Od tej pory klienci mogą korzystać tylko z restauracji w formie cateringu – dania na wynos oraz na dowóz. Na szczęście, zamawiających jest coraz więcej, w tym wielu nowych klientów i to cieszy zarówno szefostwo jak i pracowników. Jeżeli chodzi o hotel, który otwarto 4 maja, jak na razie klientów jest niewiele, a dochody są zerowe.
Co się tyczy hotelu to wszystkie grupy odwołały swój pobyt nie tylko na teraz, ale nawet rezerwacje wrześniowe. Odwołano też część uroczystości komunijnych, kolejną część przeniesiono na wrzesień tego roku.
- Na to co teraz się dzieje staramy się patrzeć pozytywnie. Po otwarciu, a liczymy, że będzie to wcześniej niż później, korzystający z restauracji klienci będą musieli zachować dystans. Nie jest to komfortowe, ale liczymy, że nie potrwa to zbyt długo i będziemy mogli wrócić do normalności, jaką znaliśmy, zanim rozpętała się pandemia. Jak się wszystko ustabilizuje, to ruszymy z impetem i z nową energią! Przygotowaliśmy już nową kartę, którą niebawem wprowadzimy. A w niej dużo nowości i kulinarnych inspiracji. Staraliśmy o dofinansowanie, ale nie mamy jeszcze odpowiedzi – stwierdziła Katarzyna Rybakowska, Pod Orłem w Kartuzach przedstawicielka działu marketingu Hotelu „Pod Orłem” w Kartuzach.
W czerwcu planowano obchodzić 10-lecie istnienia Restauracji i Hotelu „Pod Orłem”, do czego się przygotowywano, ale ze względu na istniejącą sytuację, urodzin nie będzie.
Restaurację Złota Jesień w Kartuzach zamknięto 13 marca. W tej chwili jedyną do zrealizowania ofertą jest garmaż na wynos. Klienci mogą kupić jedzenie i zabrać je do domu lub skorzystać z dowozu.
Trudno porównać te same tygodnie ubiegłego roku z tegorocznymi, z tego względu, że inaczej rozłożyły się Święta Wielkanocne. W roku ubiegłym były one pod koniec kwietnia. Po świętach był jeden weekend weselny. Tegoroczna Wielkanoc była w innym terminie, bo w połowie kwietnia, kiedy Złota Jesień była już zamknięta. Klienci dużo mniej kupowali. Ponadto wypadły cztery wesela zaplanowane na kwiecień. Maj tradycyjne zajęty na komunie i wesela w całości okazał się całkowitym postojem firmy. Odnotowaliśmy więc bardzo duży spadek obrotów.
- Firma GRONO S.C. liczy 30 osób zatrudnionych na umowę o pracę oraz parę osób zatrudnionych na umowie zlecenie. Niektórzy z nich są na urlopie opiekuńczym, innym płacimy postojowe, jeszcze inni pracują w zmniejszonym wymiarze czasu pracy. Musimy utrzymać pracowników, dokonać wypłat zgodnie z listą wypłat, czyli zwolnienia lekarskie, opiekuńcze, postojowe, przepracowane godziny. Dla nas w tej chwili najważniejsze jest utrzymanie zakładu. Trzeba zapłacić media, przygotować zakład do przyjęcia gości na nowych zasadach. Zakupić środki ochrony osobistej dla załogi, środki do dezynfekcji. Dużo czasu musimy poświecić na pisanie podań, zestawień i wniosków - powiedziała Maria Gosk, szefowa Złotej Jesieni - Grono.
- Ciągle śledzimy ukazujące się przepisy i wytyczne. Tarcze to zbiór ciągle zmieniających się przepisów i zawiłości, oraz ograniczeń. Problemy mają księgowe i prawnicy, a co dopiero my pracodawcy. Obecnie z tarczy antykryzysowej dostaliśmy dofinansowanie do wynagrodzeń za miesiąc kwiecień. Czy dostaniemy dalsze dofinansowania to znak zapytania. Poniesionych strat nie da się już nadrobić. Pomimo wszystko jestem jeszcze dobrej myśli, załoga jak zawsze wspiera nas i czeka na pomyślne zakończenie pandemii. Jak mówią „ po burzy przychodzi słoneczko” a Grono zawsze się trzyma razem. Najważniejsze to abyśmy wszyscy byli zdrowi. Czego wszystkim z całego serca życzymy – dodała Maria Gosk.
- W tej chwili odwołane lub przenoszone są m. in. imprezy komunijne, wesela, imprezy integracyjne, cateringi. Przyjętą zaliczkę lub zadatek zgodnie z prawem trzeba zwrócić, pomimo, że nie jest to wina wykonawcy. Nie jest to też wina zamawiającego. Czekamy więc na otwarcie restauracji i części noclegowej, ale na chwilę obecną nie znamy obostrzeń dotyczących przyjmowania gości w restauracji jak i w części noclegowej. Imprez organizować obecnie nie możemy. Rozruch zakładu to nie tak prosta sprawa. Sprzedaż a`la karta to mała cząstka dochodu zakładu. Nawet przy pełnej sali nie jesteśmy w stanie utrzymać tak dużego obiektu bez usług typu catering, wesela, imprezy dla 100 – 200 osób. Jest obecnie trudna sytuacja, czy wyjdziemy z niej silniejsi, czy wyciągniemy jakieś wnioski nie wiem - zastanawia się nasza rozmówczyni.
W nieco innej sytuacji jest Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska” w Żukowie. Placówki takie jak masarnia, piekarnia i sieć sklepów cały czas pracują. „Odmrożono” już giełdę samochodową, a baza obrotu rolnego i targowisko ruszy 19 maja. W innej sytuacji jest Bar Bistro, który przyjmuje tylko zamówienia od klientów. Jest to sprzedaż na wynos. Tak pracuje od dwóch tygodni.
- W najbliższej przyszłości bar będzie czynny, ale zjeść będzie można tylko na zewnątrz w ogródku, który w tej chwili przygotowujemy. Jaka czeka nas przyszłość? Będziemy oszczędniej gospodarować, wydajnej pracować i to spowoduje, że straty, taką mam nadzieję, nadrobić. Chciałby jeszcze dodać, że mam pracowników, którzy potrafią, wtedy gdy jest potrzeba, zaangażować swoje siły i robią wszystko, żeby spółdzielnia jak najmniej ucierpiała na pandemii. Mam bardzo dobrą załogę – powiedział Mieczysław Wożniak, prezes Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Żukowie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze