Reklama

Robię to z potrzeby serca

22/09/2009 12:33
W ubiegłym tygodniu Gazeta Kartuska opublikowała artykuł o dwutygodniowym wyjeździe do Francji Teatrzyku Kiełek z Kiełpina. Wspomniano m. in., że właśnie ruszył pięćdziesiąty rok działalności zespołu i opieki nad nim pani Reginy Olszewskiej.

Opieka to nieodpowiednie określenie, bo od 50 (prawie) lat pani Regina jest również scenarzystką, reżyserem, choreografem, a przede wszystkim dobrą duszą teatrzyku. Należy do grona niewielu osób na terenie powiatu, które od 50 lat swój czas prywatny (społecznie!) poświęcają na rozwijanie w najmłodszych pasji aktorsko-wokalno-muzycznych.

Mało tego, do tej pracy zaangażowała całą rodzinę. Mąż Stanisław od lat wspiera małżonkę, wożąc dzieci na występy, próby itp., a teraz dołączyli do tego grona syn i synowa. Jaką trzeba mieć charyzmę, jakim trzeba być człowiekiem, by bez "bicia" rodzina w takim stopniu wspierała charytatywne pasje żony i matki?

Pani Reniu, dlaczego nie chce Pani mówić o tej okrągłej rocznicy

Bo ja to robię ot tak, z potrzeby serca. Wolałabym, żeby w prasie pisało się o sukcesach moich dzieci, o brawach, którymi ich nagradzano, o recenzjach, o ich dalszej drodze artystycznej. Ja jestem tu tylko takim małym trybikiem, który kiedyś powiedział "a". Wiele z tych osób ma dziś na koncie kolejne, o wiele większe sukcesy. Wie pani jak mnie to cieszy? Jak jestem z nich dumna? Przykro mi natomiast, że czas tak płynie… i dziś muszę przyznać, że jedna z moich pierwszych dziewczynek już nie żyje, a w teatrzyku udziela się jej wnuk. To już tyle lat minęło… Ja naprawdę nie chcę tu o moich dokonaniach mówić, ale o tych dzieciach, których już trzy pokolenia przewinęły się przez nasz teatrzyk.

Wróćmy może do ostatnich miesięcy. Jak spędziliście te dwa tygodnie we Francji?

To był już nasz szósty pobyt we Francji. Poza występami na festiwalu w Tuluzie, nasze dzieciaczki miały jeszcze sporo innych wrażeń i atrakcji. Najwięcej wzruszeń dostarczył nam pobyt w Lourdes. Nie spodziewaliśmy się, że dostąpimy tam tak wielkiego zaszczytu. Gdy przygotowywaliśmy się z tysiącami pielgrzymów do procesji, jedna z sióstr zwróciła na nas uwagę, pewnie przez niespotykane tam stroje kaszubskie, a następnie zaproponowała, żeby nasze dzieci wzięły udział w głównym nabożeństwie. Przyznam, że nigdy nawet o tym nie marzyłam. To co się stało, przerosło mnie totalnie… Słuchały nas, modliły się z nami, tysiące osób… W tym przecudnym miejscu zabrzmiał język polski i kaszubski. Krótko mówiąc, niesamowite emocje.

W Tuluzie też was witano, można powiedzieć, z honorami?

No, może nie z honorami, ale tak, przywitała nas pani mer. Tam też, podobnie jak u nas, rządzi kobieta. Okazała nam wiele ciepła i życzliwości, a budynek kapitolu to naprawdę imponujący obiekt z mnóstwem dzieł sztuki, które aż porażają swym pięknem. Również tam nasze dzieci wystąpiły z przygotowanym repertuarem, który wywołał mnóstwo pozytywnych komentarzy. Dzieci były przeszczęśliwe. Po drodze zwiedziliśmy też Sztrasburg i Paryż.

Mieliście czas na wypoczynek?

Oczywiście. Poza występami na festiwalu, dzieci miały naprawdę mnóstwo atrakcji, które mam nadzieję, będą wspominać długo. Tak bardzo bym chciała, żeby ten pobyt stanowił dla nich wspaniałe doświadczenie i pozostawił cudowne wspomnienia. Zaobserwowałam, że nasze dzieciaczki odżywały w czasie tzw. wolnym i wykorzystywały go do maksimum, czy to kąpiąc się w fontannie, czy korzystając z okazji do opalania się. Ten pobyt we Francji i występ na festiwalu, to była dla nich nagroda za całoroczną pracę, ale też wspaniałe, dwutygodniowe wakacje, z czego szczególnie się cieszę.

Jak dzieci z małego Kiełpina czuły się na tak wielkiej scenie?

To prawda, nasze dzieci przyzwyczajone są do prób w dużo skromniejszych warunkach, jednak na wielkiej scenie szybko się zaaklimatyzowały i… zdobyły ją. Bisom nie było końca. Zdobyliśmy nagrodę i wspaniałe recenzje, ale przecież tak naprawdę chodziło o to, żeby ci moi mali artyści zobaczyli kawałek świata, żeby wypoczęli po całym roku prób i występów. Czasem naprawdę mają ciężko i musimy w kilka dni opracować program na jakąś uroczystość. Tu mieli okazję zobaczyć jak robią to inne teatrzyki na świecie i… udało im się zdominować je poprzez swoją spontaniczność, żywiołowość i niewątpliwie, talent.

Jak wyglądały te pierwsze występy sprzed 50 lat? Różniły się od obecnych?

Oj, bardzo. W tamtych czasach trzeba było najpierw wysłuchać co wolno, a czego nie. Np. w okresie świąt zakazane było wystawianie przedstawień o tematyce religijnej, zresztą nie tylko w tym okresie. Takie to były czasy.

Od wielu lat teatrzyk przyjaźni się z ks. Jerzym Chorzempą, który również i tym razem gościł kaszubskich gości na swych włościach.

Tak, dzięki serdecznej przyjaźni ks. Chorzempy, którą darzy nasz teatrzyk od wielu lat, mogliśmy spędzić fantastyczny czas nad Morzem Śródziemnym, 40 km od Cannes. Tu, nad Lazurowym Wybrzeżem nasze dzieci występowały, ale mogły też korzystać z innych dobrodziejstw, zwłaszcza ze słońca i ciepłej morskiej wody. To, co robi dla nas ten kapłan, zasługuje na wielki pokłon. Otwiera dla nas nie tylko swój dom, ale przede wszystkim serce.

Oglądając zdjęcia z tego fantastycznego pobytu, widzę bardzo profesjonalne dekoracje i rekwizyty. Za każdym razem rozstawialiście te inscenizacje?

Oj, to zasługa męża i syna Marka, którzy bardzo mi pomogli. W zasadzie nie musieliśmy się martwić o inscenizację, oni się tym zajęli. Wiedziałam, że mogę im zaufać i że jak wyjdziemy na scenę, przykrych niespodzianek nie będzie.

Od jakiegoś czasu dzieci występują w pięknych strojach moro.

Te wspaniałe stroje uszyła dla teatrzyku pani Bożenka Bobkowska z Kiełpina, której aż czwórka dzieci przewinęła się przez nasz teatrzyk. Skoro występujemy podczas tak wielu uroczystości patriotycznych, trzeba by dzieci wyglądały adekwatnie, godnie do sytuacji.

Pani zdaniem, co dzieci zapamiętają z tej wyprawy?

Trudno mi powiedzieć, ale na pewno pobyt w Lourdes, festiwal oraz pobyt w La Salette, które zwiedziliśmy po drodze. To były niesamowite wrażenia, nie tylko dla tych, którzy boją się wysokości. Tam człowiek czuje, że jest bliżej Boga… Być nad chmurami, to było dla dzieci na pewno wrażenie. Poza tym jak to dzieci, wykorzystywały każdą okazję, by się dobrze bawić. Były szczęśliwe i radosne i takie wróciły. Teraz przed nami kolejny rok, kolejne wyzwania, mozolne próby i mam nadzieję, szczęśliwe występy.

I tego, dziękując za rozmowę, Pani i małym artystom życzymy.

Rozmawiała Lucyna Puzdrowska
Gazeta Kartuska
opr. M
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    radar - niezalogowany 2009-09-23 12:53:33

    Ogromne GRATULACJE !!!!!!!!!!!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości