Reklama

Rupiecie... Sklep, który jest historią

11/03/2007 16:39
Sklep. A może raczej pchli targ pod dachem. W piątek jeszcze działał. W podwórzu głównej ulicy Kartuz zamienia się w historię - razem z gratami, których nikt już nie chce.

Sprzedawca ze sklepu przy Kościuszki mógłby przed wejściem kasować za wstęp. Jak do muzeum. Przez 15 minut - trzech emerytów: oglądali, zagadali, poszli. Mama z dziewczynką, która rozdziawiała buzię do kolorowych bibelotów z porcelany, a potem dwóch nieogolonych w drelichach od wapna i cementu.

- To radio rychtyk do opla? Ale nie sidi! - majstry nie chcą radia ze zmieniarką, tylko takie zwykłe, żeby dziurę w aucie zapchać. Mówią, że gdzie indziej za pięć dych dostaną. Nowe!

Czarna szuflada zostaje na półce razem z dwudziestoma innymi. Taki znak czasu - ale z plastiku i scalaków, czyli układów scalonych made in Taiwan.

- Panie, rok temu ten towar by dwóch dni u mnie nie poleżał - mówi sprzedawca siedząc pod regałem szerokim na całą ścianę. Nad głową ma kilka pięter sprzętu, który kiedyś nazywano Hi-Fi. Teraz nikt go nie nazywa. I nie ogląda.

Pan sprzedający się nie dziwi: Kto to ma teraz brać? Wszyscy młodzi powyjeżdżali. Jeszcze czasami przychodzą po stare wzmacniacze, bo to co teraz produkują - szajs! Pół roku i do śmietnika.

Szef potwierdza, że wszystko można oglądać, dotknąć, nawet powąchać, jak się chce. W przeciwległym kącie meble. Poukładane jedne na drugich, jak do konkursu "Zgadnij czym jestem?". I przedmioty. Mnóstwo rzeczy, czas minął je w biegu i nie zauważyły, że wyszły z mody. A w Kartuzach leżą, stoją, wiszą obok siebie - w parach, trójkątach i grupach, jak w galerii. Hasior patrzy z nieba i się uśmiecha.

Jest i skarb. Metalowa szkatułka - między japońskimi aparatami fotograficznymi (cuda techniki, ale sprzed 10 lat) oraz dziecinnym kaskiem na rower. W kasetce są zegarki, wrzucone do środka luzem, jak ciastka na wagę. Widać damską Cymę i Poljota z dużym białym cyferblatem. Ktoś zamiast wyrzucić to na śmietnik wystawił na sprzedaż. Kilka ruchów pokrętła "cebuli", która uszczęśliwiała chłopców na I komunię - chodzi...

Pan sprzedający: Jeszcze niedawno trafiały się wartościowe rzeczy - jakieś antyki, zegary. Ale teraz już nie. Każdy jak ma, trzyma w domu.

Na zewnątrz towar opala się na słoneczku. Narty niecarvingowe i rowery niegórskie. Pani od dziewczynki pochyla się nad rowerkiem dla małej. "Chodź córuś, idziemy dalej".
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ja - niezalogowany 2007-03-12 13:10:03

    a to był art płatny :lol: :lol: pewnie ja tam lubie takie antykszopki :grin:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    DIC CARS - niezalogowany 2007-03-12 13:06:59

    WK masz rację... sam się przejechałem na kilku tematach... Podobne "graciarnie" z okolic Kościerzyna Bytowa... dziłające bardziej jak "lumpeksy" mają przynajmniej niskie ceny a poprzez to duży ruch w inwentarzu :grin:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mufka1 - niezalogowany 2007-03-12 13:05:15

    A mnie zmartwiła ta informacja, bo zaglądałam do rupieciarni i kupiłam tam co nieco za niewielkie pieniądze. Np świetny kosz wiklinowy na bieliznę za jedyne 25zł więc to chyba nie jest dużo. Mam na oku inne rodzyneczki ale widać nie zdążę ich już zakupić a szkoda :sad: Z panem dało się potargować i to też ma swój urok.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości