Zbiórka dla trzyletniej Marcelinki z Sierakowic trwa, a serce dziewczynki bije już ostatkiem sił. Liczy się każdy dzień, godzina... Mała wojowniczka już powinna być w Bostonie, gdzie ma przejść operację, od której zależy jej życie. Aby tak się stało, potrzebna jest jeszcze spora kwota. - Marcelinka nie poddała się wyrokowi, który orzekł genetyk, nie odeszła podczas porodu. Nie odeszła podczas pierwszej operacji, ani po jej wykonaniu – nie pozwólcie, by stało się to teraz...- błaga mama Marcelinki.
Szanse na życie dla trzyletniej Marcelinki z Sierakowic gasną każdego dnia. Jej życie wyceniono na 2 mln zł! Mała mieszkanka Sierakowic potrzebuje bowiem pilnej operacji serduszka.
- Życie mojej córeczki wyceniono na ponad 2 miliony! W szpitalu powinniśmy być już! Mamy kilka dni, by zebrać całą kwotę potrzebną na operację ratującą życie, choć lekarze chcieliby operować teraz, bo za chwile może być za późno! Potrzebna jest pełna mobilizacja, bo jeśli się nie uda – stanie się najgorsze! Serduszko Marcelinki bije już ostatkiem sił! Ostatnie badania wyszły fatalnie! Jak najszybciej mamy stawić się w Klinice w Bostonie, a wciąż nie mamy pieniędzy, by zapłacić za operację! - podkreśla mama Marcelinki.
Reklama
- Moja córeczka Marcelinka nie poddała się wyrokowi, który orzekł genetyk, ginekolog, kariolodzy, kardiochirurdzy, neonatolodzy. Nie odeszła podczas porodu, czy pierwszej doby życia. Nie odeszła podczas pierwszej operacji, ani po jej wykonaniu – nie pozwólcie, by stało się to teraz... Błagam Was o pomoc, bo tylko dzięki tej operacji Marcelinka będzie mogła dalej żyć! Zdążymy ją uratować? - błaga i prosi pani Seweryna.
Wadę w serduszku Marceliny wykryto już podczas ciąży. Narodziny dziewczynki to cud, bo jeszcze gdy przebywała w łonie mamy, nie dawano jej wielkich szans. Rozpoznano u niej zespół niedorozwoju prawego serca z ubytkiem przegrody międzyprzedsionkowej i hipoplastyczną zastawkę trójdzielną.
- Usłyszałam, że dziecko ma znikome szanse na przeżycie, że bez operacji się nie obejdzie, że nawet jeśli dziecko przeżyje kilka pierwszych dób to i tak kryzys następuje później. Informowali nas, że dla naszego dobra i zdrowia psychicznego lepiej nie nastawiać się na dziecko. Od początku wszystkie informacje były złe - wspomina Seweryna, mama Marcelinki.
Wola życia i siła maleństwa zaskoczyła wszystkich. Marcelinka pojawiła się na świecie 4 lipca 2020 roku w gdańskim szpitalu na Zaspie. Jak podkreśla jej mama, dziewczynka radziła sobie bardzo dobrze. Gdy miała zaledwie dwa tygodnie została poddana pierwszej operacji. Był to banding - przewężenie tętnicy płucnej specjalną opaską.
- Wszystko przebiegło bez jakichkolwiek powikłań. Potem co miesiąc przyjmowane byłyśmy na oddział szpitalny, kardiochirurgie dziecięcą. Wierzyliśmy, że prawa komora „ruszy”, że zacznie się rozwijać prawidłowo. Po to była pierwsza operacja przecież. Taka miała być lepsza opcja dla naszej Marcelinki. Ta gorsza wersja była taka, że dziecko będzie musiało przejść dwie kolejne operacje w kierunku serca jednokomorowego - relacjonuje mama.
Mijały tygodnie, jednak prawa komora wciąż nie rosła. Szanse na ocalenie całego serca naszej maleństwa malały z dnia na dzień. Gdy miało cztery miesiące lekarze postanowili przeprowadzić zabieg, jednak rodzice po licznych konsultacjach nie zgodzili się na ten zabieg.
- Chciałam dla mojej córki tego co najlepsze. Chciałam, aby Marcelinka miała normalne życie takie jak jej rówieśnicy. Godne życie. Serce mi pękało, a to przecież Marcela miała chore serduszko. Bałam się, że pewnego dnia Marcela przyjdzie do mnie z zapytaniem: mamo, a czemu ja nie mogę z innymi dziećmi biegać? Co, jako matka ja jej odpowiem? Kochanie wybacz, ale Twoje serduszko na to nie pozwala, a ja nic nie zrobiłam, aby Cię od tego uchronić? A jeśli przyjdzie do mnie jako dorosła kobieta i będzie zalewać się we łzach na myśl o tym, że nie może mieć własnych dzieci? Co jej powiem? Wybacz córeczko, Twój organizm nie zniesie takiego obciążenia, jakim jest ciąża? Bo ja jako matka oddałam Cię w ręce lekarzy, którzy odebrali Ci szanse na serce dwukomorowe? Bez jakiejkolwiek próby? Jak będę mogła spojrzeć jej w oczy wiedząc, że nic nie zrobiłam? Nic nie zrobiłam, aby sprawdzić inne możliwości. Dlatego byliśmy u tylu specjalistów. Dlatego zapukaliśmy w każde drzwi. Musiałam mieć pewność, że nie ma innej, lepszej opcji dla mojego dziecka - akcentuje mama Marcelki.
Dziś Marcelinka ma trzylatka, a już przeszła dwie operacje serca. Od urodzenia przebywa w różnych szpitalach. Niestety, kolejne badania wciąż wydłużają listę przeraźliwych diagnoz. Z każdym dniem jej stan się pogarsza, tętnice ulegają zwężeniu, a saturacja spada.
Wesprzeć leczenie Marcelinki można za pośrednictwem platformy siepomaga.pl pod poniższym linkiem:
Na facebooku prowadzone są także licytacje, z których dochód zostanie przekazany na leczenia Marcelinki:
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze