Reklama

Śladami partyzantów z „Ptasiej Woli”

18/08/2004 11:23
17 sierpnia nastąpiło uroczyste otwarcie bunkra „Ptasia Wola” w Mirachowskim lesie. Został on odbudowany przez leśników dla upamiętnienia bohaterskiej walki Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski” z okupantem hitlerowskim.
Na uroczystości zgromadzili się przedstawiciele władz samorządowych, znane osobistości, rodzina i przyjaciele por. Dambka oraz dzieci z mirachowskiej szkoły wraz z opiekunami.


*Jak się zaczęło...
Założycielem "Gryfa Kaszubskiego" w 1939 r. oprócz por. Józefa Dambka byli: Klemens Bronk z Czarlina- miejscowy przewodniczący Stronnictwa Narodowego, Bronisław Brunka ze Stężyckiej Huty- do czasu wybuchu wojny miejscowy wójt, Józef i Jan Gierszewscy (ojciec i syn)- obaj rolnicy z Czarlina, w których gospodarstwie miało miejsce to doniosłe wydarzenie. "Gryf Kaszubski" głosi program aktywnej walki bojowej oraz propagandowej z okupantem niemieckim w celu wyzwolenia Ojczyzny i obrony Kościoła Świętego.

"Gryf Pomorski" miał być organizacją apolityczną, stawiającą sobie za cel nadrzędny wyzwolenie kraju. We wszystkich dokumentach programowych zaakcentowane zostały silnie pierwiastki chrześcijańskie i katolickie. W pracy konspiracyjnej miano kierować się zarządzeniami Rządu Emigracyjnego oraz rozkazami Naczelnego Wodza. W kraju natomiast "Gryf" zachował pełną autonomię.

Dowódcą "Gryfa" zostaje główny założyciel por. Józef Dambek, ur. w 1903 r. w Zdrojach na Pomorzu. Był on założycielem i szefem sieci dywersji pozafrontowej na powiat kościerski. Organizował jeszcze przed wojną w ramach sieci dywersji pozafrontowej kadry do działalności konspiracyjnej na wypadek zajęcia Pomorza przez Niemcy. Powołanie "Gryfa Kaszubskiego" było przełomem w scalaniu rozdrobnionej i mało efektywnej konspiracji niepodległościowej. Akces do "Gryfa " składają małe grupy ukrywające się w lasach i na wybudowaniach. Następnie jego szybki rozwój, szczególnie wtedy, kiedy Józef Dambek zaproponował księdzu Józefowi Wryczy wspólną walkę z okupantem w ramach "Gryfa". Dowódca uważał, że aby "Gryf" objął całe Kaszuby, Pomorze, wszystkie warstwy społeczne, oraz stał się znaczącą siłą w walce z okupantem hitlerowskim, na jego czele powinna stanąć osoba wybitna, znana, i o wielkim autorytecie. Wybór mógł paść tylko na Józefa Wryczę - bohatera narodowego na Pomorzu - księdza, w dodatku podpułkownika.

Por. Józef Dambek rozszerzając działalność TOW "Gryf Kaszubski" nawiązuje kontakt z księdzem Wryczą w celu zaproponowania mu, aby stanął na czele "Gryfa" i w ten sposób podniósł wiarygodność i rangę organizacji w oczach Pomorzan. To trudne zadanie nawiązania kontaktu z ks. Wryczą poleca J. Dambek braciom Leonowi i Józefowi Kulasom z Lipusza. Do spotkania doszło w okolicy Bytowa na przełomie 1940 i 1941 r. Okazało się, że ks. Józef Wrycza prowadził w tym czasie działalność konspiracyjną. W 1940 r. założył własną organizację "KORAL", którą dowodził pod pseudonimem "Rawicz". Wyraził zgodę na propozycję Józefa Dambka, by objął funkcję prezesa Tajnej Organizacji Wojskowej "Gryf Kaszubski”.

Kiedy w lutym 1944r. doszło do aresztowań pomorskich konspiratorów w Tczewie, gestapo wpadło na trop Józefa Dambka. Postanowiło go aresztować 3 marca we wsi Sikorzyno w powiecie kartuskim. Do tego zadania użyto prowokatora i konfidenta gestapo, który zdołał się wkręcić w siatkę "Gryfa" - Hansa Kassnera vel Kaszubowskiego. Wieczorem 4 marca w Sikorzynie w rejonie Gołubia Kaszubskiego Józef Dambek nie pozwolił się aresztować, lecz podczas próby wycofania się z zagrożenia został zastrzelony przez gestapowca Kaszubowskiego. Ciało jego zostało przewiezione z Sikorzyna do Gołubia nad jezioro Dąbrowskie i tutaj ugodzone dodatkowym strzałem. Krew dowódcy wsiąknęła w tę ziemię. Miejsce pochówku Józefa Dambka nie jest znane.

Jan Kaszubowski już w tym czasie był agentem NKWD, a które to NKWD umiejscowione było m.in. w obozie Stutthof. Po śmierci por. Józefa Dambka Przesem Rady Naczelnej i dowódcą "Gryfa Pomorskiego" został najbliższy jego współpracownik, por. Augustyn Westphal, który w 1941 roku przyłączył swą grupę konspiracyjną działającą w Bąckiej Hucie, Sierakowicach i Sianowie do "Gryfa". Jego sztab był zakonspirowany w Przyrowiu, u bohaterskiej rodziny Jana Bloka. Raz jeszcze należy podkreślić z całą mocą, że na Kaszubach w pobliżu Lasów Mirachowskich dowódcy "Gryfa" mogli prowadzić walkę z okupantem, bo stąd rekrutowali się najlepsi żołnierze, a miejscowa ludność udzielała im wszechstronnej pomocy i schronienia.
(źródło: http://www.gryfpomorski.friko.pl/index.php)


*Nie mogę, bo wtedy płacze”
Wśród licznie zgromadzonych byłych partyzantów miałam szczęście spotkać pana Leona Bladowskiego, jest jedynym z żyjących partyzantów, który ukrywał się w bunkrze „Ptasia Wola”.
*Czy mógłby Pan opowiedzieć o tym, jak przebywał w bunkrze „Ptasia Wola”?
„Ja nie mogę. Nie mogę, bo wtedy płaczę”.
*To niech Pan chociaż powie, ile czasu trwało ukrywanie się w bunkrze?
„5 miesięcy. Do tego czasu, jak oni go zdobyli zdążyliśmy założyć już inny bunkier w Mirachowie.”
*Co było powodem tego, że musieliście się ukrywać?
„A gdzie miałem wtedy pójść? Z organizacją miałem już kontakt przed tym jak byłem w wojsku.”
*Mieliście kontakt z innymi łącznikami np. z Kamienicą Królewską?
„A to tu obok mnie stoi” – powiedział pan Leon wskazując na kolegę obok.
*Ile osób znajdowało się w bunkrze „Ptasia Wola”?
„12 osób”.
*Jakie warunki tam panowały, skąd braliście jedzenie?
„Jedzenie nam ludzie nosili, mieszkańcy Mirachowa”
*Czy widział Pan jak teraz wygląda odbudowany bunkier?
„Ja tam chodzę co rok. Teraz, to odbudowane, jest takie samo jak dawniej.”
*Dziękuję za rozmowę, życzę dużo zdrowia.

Historię „Gryfa Pomorskiego” odczytał pan Roman Dambek, bratanek por. Alojzego Dambka.
Zaś historię bunkra - Jerzy Żurawicz, wicestarosta, którego ojciec tam przebywał i pisał o "Ptasiej Woli" w swoim pamiętniku:
„Wspaniały, masywny był ten bunkier. Kto mu nadał kryptonim „Ptasia Wola” – nie pamiętam. Wiem, że przez pewien czas mieściła się tam siedziba kwatery głównej „Gryfa Pomorskiego”(...). Długość bunkra – 4 metry, szerokość – 3 m, wysokość – 2 m. Wchodziło się do niego krytym łącznikiem, rowem strzeleckim (...)”


*Nowy bunkier?
Daniel Czapiewski, właściciel firmy Danmar podjął się budowy repliki bunkra mirachowskiego w na terenie Centrum Edukacji i Promocji Regionu.
To co odbudowali leśnicy w mirachowskim lesie jest jedynie częścią bunkra. Można to uznać za początek odkrywania dawnych śladów ludzi, dzięki którym jesteśmy dziś wolni. Jednak jest wiele tajemnic, które żołnierze zabrali ze sobą do grobu, a ci którzy żyją nie mają sił już o tym mówić. Dziękują tylko Bogu, za to, że dał im przeżyć, jak na przykład panu Władysławowi Zaborowskiemu z Sikorzyna, któremu w wieku 19 lat przyszło walczyć o swoje życie i ojczyznę.
„Jestem wdzięczny Bogu za to, że udało mi się przeżyć i za to, że mogę tu dzisiaj być” – powiedział. – „Chciałem przeżyć, żeby to wszystko opowiedzieć, żeby ludzie wiedzieli, jak wtedy było”.

Za tych, którzy odeszli można się modlić i pamiętać o nich, bo jak pisze Stanisława Fleszarowa-Muskat ”Czas omija miejsca, które wspominamy".


Ewelina Karczewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Bartosz Kitowski - niezalogowany 2005-05-12 11:39:52

    ggghj Dodano przez fgjfgj <fjfj> w 2005-02-02 14:07 z [83.25.177.96]

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości