Reklama

Somonino. Nie ma recepty na długowieczność

Tak przynajmniej twierdzi Agnieszka Kreft, która 4 czerwca obchodziła swoje 101 urodziny. Jednak z jej opowieści, które uzupełnia córka Lidia i prawnuczka Daria, można wysnuć wniosek, że są takie cechy charakteru, które mogą wpływać na długie życie. Pracowitość, życzliwość i duże poczucie humoru. A do tego jeszcze bardzo, bardzo dużo ruchu.

Pani Agnieszka przyszła na świat w Somoninie, później przeprowadziła się do Kiełpina, by po latach wrócić do miejsca swojego urodzenia. Tam mieszka od 1974 roku u swojej córki Lidii Treder.

- Prababcia słabo słyszy, ale to zupełnie nie przeszkadza nam się z nią komunikować - stwierdziła Daria Treder. - Po prostu mówimy do niej głośniej. Z prababcią jestem od dziecka i wiem, że dużo jej zawdzięczam. Pomagała w moim wychowaniu i siostry bliźniaczki Anety. Zawsze się o nas troszczyła, udzielała cennych rad i uczulała na grożące niebezpieczeństwa. Jest osobą bardzo opiekuńczą. Gdy wracałyśmy z siostrą ze szkoły, ona wyczekiwała w oknie. I tak jest do dzisiaj. Jednak z wszystkich dobrych cech najbardziej ceni u prababci poczucie humoru.

Tę samą troskę o bezpieczeństwo zaznała również córka Lidia i jej rodzeństwo. Mama Agnieszka upominała, by byli ostrożni w drodze do domu, gdyż z jednej strony była Radunia, z drugiej tory kolejowe. Kiedy się bawiły i "zapominały" po zachodzie słońca wrócić do domy, szukała je w okolicy. Jednak nigdy nie były za to karcone.

- Mama przez całe życie była dla mnie podporą - wyznała pani Lidia. - Chociaż nieraz były kłopoty, nam ze sobą zawsze było wesoło.

Rodzice pani Lidii utrzymywali się z dwuhektarowego gospodarstwa. Gdy ojciec szedł do pracy, matka zajmowała się zwierzętami. Pod jej pieczą była krowa, drób, świnie i pszczoły. Czasami mieli nawet do 30 uli. - Nasz tata dorabiał, chodząc po weselach i zabawach, gdzie grywał na bandonii - wspomina córka. - Ale na to, by mama podjęła pracę, nigdy by się nie zgodził.

Jubilatka bardzo kocha zwierzęta. Chociaż minęły dziesiątki lat, z dużym sentymentem wspomina psa Muszkę, swojego nieodłącznego towarzysza. Ze smutkiem w głosie opowiada o śmierci czworonoga, który w pogoni za kotem wleciał do Raduni. Zachłysnął się wodą i nie zdołała go uratować. Jest z nim nawet na zdjęciu, a w tamtych czasach nie tak często robiło się fotki.

Na pytanie, czy ma receptę na długowieczność, pani Agnieszka odpowiada zdecydowanym "nie". - Niedobrze tak długo żyć - skarży się nasza rozmówczyni. - Dlaczego? Bo już nic nie można robić, a trudno siedzieć i nie pracować. Czas się bardzo dłuży. Lubiłam szyć, którego nauczyłam się sama. A teraz jest to już niemożliwe. Mówię różaniec każdego wieczora. Czasami nawet kilka, bo muszę czymś wypełnić czas.

Pani Agnieszka wspomina też długie piesze "spacery". W czasach jej młodości wszędzie chodziło się per pedes. Jej marszruty to m. in. trasa od Kiełpina do Wyczechowa, Somonina, a nawet do Kartuz. Do miłych epizodów zalicza improwizowane zabawy. Jej mąż siadał na schodach i grał wieczorami na bandonii. Rozchodząca się muzyka sprawiała, że ludzie szybko się zjawiali i w mig zaczynała się potańcówka na podwórzu. Dużo wówczas śpiewano, a pani Agnieszka przyznaje, że bardzo lubiła tańczyć.

- Mama niewiele w życiu chorowała - stwierdziła pani Lidia. - Kłopoty zaczęły się, gdy dwa lata temu złamała prawą nogę.

- Mając 99 lat wszystko jeszcze w domu robiła - dodała Daria. - Obierała ziemniaki, sama się ubierała i łóżko ścieliła. Teraz nie może pogodzić się z tym, że jest niesprawna. A dla babci najważniejszy w życiu był ruch i praca.

Agnieszka Kreft wychowała troje dzieci - dwie córki oraz syna. Doczekała 15 wnucząt, 39 prawnucząt oraz 19 praprawnucząt.

Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości