Książka Aleksandra Sołżenicyna "Oddział chorych na raka" była tematem przewodnim wakacyjnego spotkania członkiń Dyskusyjnego Klubu Książki w Stężycy.
Sołżenicyn jest najbardziej znanym rosyjskim dysydentem. Na zesłaniu w Kazachstanie, w 1953 roku, wykryto u niego raka żołądka. Swoje doświadczenia z pobytu w szpitalu w Taszkiencie zawarł w omawianej książce.
Szpital w dziele Sołżenicyna jest alegorią państwa totalitarnego. To znaczy, że oprócz znaczenia dosłownego ma też znaczenie przenośne. W tym szpitalu/państwie/ pacjentom/obywatelom/ nie tłumaczy się jaką postawiono diagnozę, jakie wybrano leczenie i jaki będzie jego skutek. Pacjenci nie sprzeciwiają się stosowanym zabiegom, często nie wiedzą, że są śmiertelnie chorzy, bo lekarze wiedzą lepiej, czy taka informacja jest im potrzebna - podejmują decyzje za pacjenta i dla jego dobra. Trzeba jednak przyznać, że niektórzy lekarze pracują ofiarnie i z dużym zaangażowaniem.
Pacjenci różnią się między sobą nie tylko rodzajem raka, ale także sposobem reagowania na chorobę. Jedni nie przyjmują do wiadomości, że są chorzy, inni pokornie godzą się z losem. Są też tacy, jak Kostogłotow, którzy szukają informacji na temat choroby, chcą wiedzieć jak są leczeni i jaki będzie to miało wpływ na ich organizm, chcą sami decydować o wyborze terapii. Pacjenci oddziału to ludzie z różnych środowisk i różnych regionów ZSRR. Stanowią swoisty przekrój społeczeństwa. Wielu z nich przez swoje przekonania, wypowiadanie krytycznych uwag na temat rządzących, skazano na pobyt w łagrach, a potem na "wieczne zesłanie". Różnice poglądów ujawniają się w kłótniach o państwo i działanie systemu komunistycznego. Szczególnie między zesłańcem Olegiem Kostogłotowem, a aparatczykiem i donosicielem Pawłem Rusanowem. Emocje jednak dość szybko mijają, bo pacjenci wiedzą, że "wobec ich trwania na progu śmierci" wszelkie spory nie mają już żadnego znaczenia. Zastanawiają się, co jest w życiu najważniejsze? Co ciekawe, żaden nie mówi, że zdrowie. Mówią: zaopatrzenie, dobry zawód, ojczyzna, ideowość i dopiero z książki, z niedowierzaniem, dowiadują się, że... miłość.
Jeden z bohaterów, najbardziej zbuntowany - Kostogłotow, wychodzi ze szpitala, cieszy go otaczający świat, interesuje się jedną z lekarek - Wegą, ale wie, że nie może się z nikim wiązać, bo musi wrócić do odległego miejsca zesłania, ma też świadomość choroby, która w każdej chwili może zaatakować. Pisze do Wegi w liście: "A to, co zaczęłoby się między nami, nie miałoby nawet nazwy. Pani, ja, a między nami jakiś szary, niepozorny, lecz bezustannie rosnący stwór - to."
Powieść trudna i przygnębiająca - i na pewno nie dla każdego czytelnika. Dyskusja o niej też nie była łatwa, bo temat dotyka spraw ostatecznych, na które człowiek - mimo postępu i rozwoju medycyny - nie ma wielkiego wpływu.
nadesłane/Grażyna Wesołowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze