Reklama

Stężyca. Wakacyjne spotkanie DKK

10/08/2012 15:27
Książka Aleksandra Sołżenicyna "Oddział chorych na raka" była tematem przewodnim wakacyjnego spotkania członkiń Dyskusyjnego Klubu Książki w Stężycy.

Sołżenicyn jest najbardziej znanym rosyjskim dysydentem. Na zesłaniu w Kazachstanie, w 1953 roku, wykryto u niego raka żołądka. Swoje doświadczenia z pobytu w szpitalu w Taszkiencie zawarł w omawianej książce.

Szpital w dziele Sołżenicyna jest alegorią państwa totalitarnego. To znaczy, że oprócz znaczenia dosłownego ma też znaczenie przenośne. W tym szpitalu/państwie/ pacjentom/obywatelom/ nie tłumaczy się jaką postawiono diagnozę, jakie wybrano leczenie i jaki będzie jego skutek. Pacjenci nie sprzeciwiają się stosowanym zabiegom, często nie wiedzą, że są śmiertelnie chorzy, bo lekarze wiedzą lepiej, czy taka informacja jest im potrzebna - podejmują decyzje za pacjenta i dla jego dobra. Trzeba jednak przyznać, że niektórzy lekarze pracują ofiarnie i z dużym zaangażowaniem.

Pacjenci różnią się między sobą nie tylko rodzajem raka, ale także sposobem reagowania na chorobę. Jedni nie przyjmują do wiadomości, że są chorzy, inni pokornie godzą się z losem. Są też tacy, jak Kostogłotow, którzy szukają informacji na temat choroby, chcą wiedzieć jak są leczeni i jaki będzie to miało wpływ na ich organizm, chcą sami decydować o wyborze terapii. Pacjenci oddziału to ludzie z różnych środowisk i różnych regionów ZSRR. Stanowią swoisty przekrój społeczeństwa. Wielu z nich przez swoje przekonania, wypowiadanie krytycznych uwag na temat rządzących, skazano na pobyt w łagrach, a potem na "wieczne zesłanie". Różnice poglądów ujawniają się w kłótniach o państwo i działanie systemu komunistycznego. Szczególnie między zesłańcem Olegiem Kostogłotowem, a aparatczykiem i donosicielem Pawłem Rusanowem. Emocje jednak dość szybko mijają, bo pacjenci wiedzą, że "wobec ich trwania na progu śmierci" wszelkie spory nie mają już żadnego znaczenia. Zastanawiają się, co jest w życiu najważniejsze? Co ciekawe, żaden nie mówi, że zdrowie. Mówią: zaopatrzenie, dobry zawód, ojczyzna, ideowość i dopiero z książki, z niedowierzaniem, dowiadują się, że... miłość.

Jeden z bohaterów, najbardziej zbuntowany - Kostogłotow, wychodzi ze szpitala, cieszy go otaczający świat, interesuje się jedną z lekarek - Wegą, ale wie, że nie może się z nikim wiązać, bo musi wrócić do odległego miejsca zesłania, ma też świadomość choroby, która w każdej chwili może zaatakować. Pisze do Wegi w liście: "A to, co zaczęłoby się między nami, nie miałoby nawet nazwy. Pani, ja, a między nami jakiś szary, niepozorny, lecz bezustannie rosnący stwór - to."

Powieść trudna i przygnębiająca - i na pewno nie dla każdego czytelnika. Dyskusja o niej też nie była łatwa, bo temat dotyka spraw ostatecznych, na które człowiek - mimo postępu i rozwoju medycyny - nie ma wielkiego wpływu.

nadesłane/Grażyna Wesołowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości