Reklama

Sylwester, który utkwił mi w pamięci

29/12/2010 09:21
W najnowszym numerze "Gazety Kartuskiej" zapoznać można się m.in. z noworocznymi wspomnieniami wybranych mieszkańców powiatu kartuskiego. Dziennikarze tygodnika poprosili kilka osób by sięgnęły pamięcią w przeszłość i przywołały swojego niezapomnianego sylwestra. Oto co usłyszeli.

Adam Okrój, przewodniczący Rady Miejskiej w Żukowie, solista Capelli Gedanensis
- Nie muszę się zastanawiać nad odpowiedzią. Najbardziej utkwił mi w pamięci sylwester 1997 roku, kiedy razem z zespołem wyjechaliśmy na tournee do Włoch. Sylwestra spędziliśmy w Rzymie, a w Nowy Rok wystąpiliśmy przed Ojcem Świętym. Do dzisiaj pamiętam tamtą tremę, wzruszenie, nerwy, obawę, że zważywszy okoliczności i Osobę, przed którą mam zaśpiewać, nie wydobędę z siebie głosu. Udało się, zaśpiewałem, ale nigdy nie zapomnę tamtego sylwestra, ani emocji, jakie przeżywałem.

Ryszard Leszkowski, redaktor naczelny Gazety Kartuskiej, dyrektor Spółki Wydawniczej REMUS
- Szczególnie utkwił mi w pamięci wieczór sylwestrowy 1979 roku w Sulęczynie. Wybraliśmy się z żoną do znajomych. Zanim wyszliśmy, otworzyłem w domu szampana, po czym go zakorkowałem i umieściłem w kieszeni płaszcza, żeby zabrać ze sobą. Gdy wyszliśmy, w pewnym momencie usłyszałem huk…, coś mną wstrząsnęło, upadłem i dopiero po chwili dotarło do mnie, że wystrzelił korek od tego nieszczęsnego szampana. Nigdy przedtem, ani potem, nie przydarzyła mi się podobna historia.

Edmund Kwidziński, komendant powiatowy PSP w Kartuzach
- W zasadzie wszystkie bale sylwestrowe z perspektywy minionych lat, wydają się do siebie podobne. Mimo wszystko, były dwa, które szczególnie zapamiętałem. Pierwszy, w 1981 roku. Był to okres stanu wojennego, a więc czas, gdy na dobrą sprawę, nie wiedzieliśmy, co przyniesie nam jutro. Byliśmy skoszarowani w straży, a 31 grudnia otrzymaliśmy informację, że przyznano nam przepustkę na całą sylwestrową noc. Zaskoczyła nas ta wiadomość i nie ukrywam, uradowała. Mieliśmy bardzo mało czasu, żeby coś zorganizować, ale dla chcącego, nic trudnego. Razem z żoną, spotkaliśmy się na kameralnej imprezie w gronie rodziny i przyjaciół. Bawiliśmy się, choć przez cały czas towarzyszyła nam świadomość, że skoro świt trzeba będzie zameldować się w Straży i oczekiwać nowych rozkazów i informacji o rozwoju wydarzeń. W tę sylwestrową noc każdy miał jedno marzenie, żeby sytuacja w kraju się wyklarowała, żebyśmy mogli wrócić do naszych rodzin, domów, zacząć normalnie i godnie żyć. Utkwił mi również w pamięci jeszcze jeden sylwester, z roku 2000. Media nagłaśniały aferę związaną z tzw. pluskwą milenijną. Podczas nocy sylwestrowej nie mówiło się o niczym innym, tylko o zbliżającej się z godziny na godzinę katastrofie. Każdy oczami wyobraźni widział inną wersję grożącego nam kataklizmu. Taka atmosfera zagrożenia, dyskusje z tym związane, trwały do północy. Potem już wszyscy odetchnęli. Kataklizmu nie było, orkiestra nadal grała, światło świeciło, więc można było zacząć się bawić.

Edward z Goręczyna
- Trudno tak od razu sobie przypomnieć. Dużo było takich niezapomnianych, sylwestrowych nocy. Witałem już nowy rok na balach, na prywatkach, a nawet przed telewizorem i wcale źle tego nie wspominam. Przed północą żona przyniosła szampana i razem powitaliśmy nowy rok. Dzieci są już dorosłe. Cała trójka ma ponad 20 lat i żyją własnym życiem, spędzają tę noc poza domem. Dlatego przyjemnie było tak we dwoje, w domowym zaciszu złożyć sobie życzenia.

Marian Gostkowski, wicedyrektor Gimnazjum i Liceum Katolickiego w Kartuzach
- Ostatnimi laty odpuściliśmy sobie szaleństwa wielkich sylwestrowych balów i wybieramy kameralne towarzystwo rodziny i przyjaciół. Utkwiła mi w pamięci jedna, szczególna noc sylwestrowa. Byliśmy u znajomych w Sierakowicach. Były lata siedemdziesiąte. Zabawa była przednia do tego stopnia, że nie przejmowaliśmy się coraz intensywniej sypiącym śniegiem. Około drugiej, gdy zaczęliśmy się zbierać do domu, okazało się, że śnieg zasypał wszystko. Dokoła było biało i gdzie nie spojrzeć - zaspy! Pojawiła się obawa, czy dotrzemy do domu i czy jakikolwiek pociąg zostanie podstawiony. Do dworca przebijaliśmy się przez półtorametrowe zaspy. Byliśmy przerażeni i ani nam przez myśl nie przeszło, że najpiękniejsza, najbardziej niezwykła część sylwestrowej nocy dopiero przed nami. Dotarliśmy na dworzec, a tam… dwie, grające na przemian orkiestry i tłum ludzi, oczekujących na połączenie do Kartuz. Pociąg podstawiono, a podróż, którą odbyliśmy, zaliczam do najbardziej niezwykłych, wzruszających przeżyć. Jechaliśmy do Kartuz trzy godziny, podczas których z przypadkowych pasażerów, staliśmy się jedną rodziną. Ta niecodzienna podróż, okoliczności i warunki, w jakich się odbywała, zbliżyła nas bardziej niż jakikolwiek bal. Wszyscy składali sobie życzenia, strzelały korki od szampanów, zewsząd słychać było śmiech, śpiew, wygłaszane toasty. Trudno opisać, przybliżyć atmosferę tamtej nocy. Byliśmy jak rozbitkowie, zmierzający ku swemu przeznaczeniu, choć na dobrą sprawę, nie mieliśmy pewności, czy pociąg nie stanie i czy dotrzemy do swoich domów. Niezwykłe przeżycia sprawiły, że grono nieznanych, dotąd obcych sobie ludzi, połączyła więź. Pociąg "dokulał się" do Kartuz, sylwester się skończył, ale wspomnienia tamtej nocy pozostały do dzisiaj.

Bartek z sierakowickiego bloku
- Najfajniejszy był sylwester sprzed sześciu lat, w 2004 roku. Zrobiliśmy z bratem imprezkę w domu. Rodzice pojechali po raz pierwszy w życiu powitać nowy rok w Zakopanem. To było ich marzeniem od dawna. Byli tak zaaferowani tym wyjazdem i tak szczęśliwi, że nieopatrznie zgodzili się, żebyśmy zaprosili towarzystwo do domu. Było super, ale strachu też się najedliśmy. Zbiły się dwie doniczki z kwiatami i wszędzie pełno było ziemi. Do tego koleżanka wywijając harce, zahaczyła o kabel od światełek choinkowych i poleciała choinka. Oczywiście stłukła się część bombek. Byliśmy przerażeni, że to nasza ostatnia prywatka w domu, że rodzice już więcej nie zgodzą się na "najazd" obcych. Do tego mieliśmy problem, żeby odkupić doniczki, bo jak na złość, wszędzie w sklepach noworoczne remanenty. Poratowała nas sąsiadka i zdobyła potrzebne pojemniki do kwiatów. Okazało się, że niepotrzebnie się baliśmy. Mama kiwnęła tylko ręką i stwierdziła, że skoro dom stoi, a my jesteśmy zdrowi, cali i zadowoleni z imprezy, to jest w porządku. To był najwspanialszy "sylwek". Mam rodziców debeściaków.

Jolanta z Kartuz
- Sylwestra spędzamy różnie. W ubiegłym roku byliśmy na prywatce u siostry i szwagra. Przed północą poszliśmy na kartuski Rynek i tam witaliśmy nowy rok. W tym roku siostra z mężem przychodzą do nas, a przed północą ponownie zawitamy na Rynku. Takie wspólne witanie nowego roku to niesamowite przeżycie, polecam. Obcy ludzie składają sobie życzenia, ściskają się i całują. W tę noc tworzymy jedną, wielką rodzinę. A potem każdy idzie z powrotem na swój bal, albo prywatkę, albo zwyczajnie spać, do domu.

Albin Bychowski, radny gminy Żukowo
- Zawsze woleliśmy z żoną spędzać tę noc w kameralnym gronie przyjaciół, niż na wielkich balach. Szczególnie utkwił mi w pamięci jeden wieczór sylwestrowy, podczas pamiętnej zimy stulecia. Na początku małżeństwa, mieszkaliśmy u teściów w Przyjaźni. Tamtego feralnego sylwestra, kiedy nasz kraj utonął w zaspach śnieżnych, postanowiliśmy z żoną wybrać się do moich rodziców. Uparliśmy się, że pójdziemy, mimo iż mieliśmy do pokonania cztery kilometry drogi w zamieci i zaspach. Moja mama miała poprzedniego dnia urodziny, co stanowiło dodatkową motywację do podjęcia tak heroicznego wyczynu. Nie pamiętam już, ile czasu zajęło nam pokonanie tej trasy, ale pamiętam, że szliśmy i szliśmy, chwilami tracąc orientację, gdzie jesteśmy i w którym kierunku dalej iść. Świata nie było widać, dokoła biało, zaspy i zamieć! Doszliśmy do rodziców w nocy.

Alicja z Zawór
- Każdy sylwester wydaje się danego roku wyjątkowy, wystarczy, żeby była fajna muzyka i nikt się zbytnio nie "ululał". Jednak z perspektywy lat, można powiedzieć więcej. Po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że najmilej wspominam sylwestra, którego miałam spędzić w domu, sama. Mój chłopak, dziś już mąż, był wtedy w rejsie, więc doszłam do wniosku, że nie będę imprezować, ale zostanę w domu i spędzę ten wieczór przed telewizorem. I było całkiem fajnie, nie czułam się samotna wiedząc, że tam gdzieś, mój Michaś też nie baluje, ale pełni normalną służbę. Tak było do ok. 1.00, kiedy dzwonek u drzwi, a wcześniej hałas na schodach zapowiedział gości. Okazało się, że to nasi kumple, dwie pary, postanowili mi potowarzyszyć. Zostawili swoje imprezy i przyszli do mnie. Było naprawdę sympatycznie. Jeden z tych kolegów był potem świadkiem Michasia na naszym ślubie, który odbył się ponad rok później. W tym roku prawdopodobnie też będę sama, bo mąż w morzu, ale mam małego Ksawcia i będą moi rodzice, więc jakoś przeżyję tę noc. Pewnie, że trochę smutno bez męża, ale cóż, taka już dola bycia żoną marynarza.

Wysłuchała L.P.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ewelinchen666 - niezalogowany 2010-12-29 17:41:07

    @mini_mini: CIA :D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mini_mini - niezalogowany 2010-12-29 15:39:04

    a co to jest?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    czarny_aniolek - niezalogowany 2010-12-29 14:48:32

    W Central Intelligence Agency. Tam nie ma urlopu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości