Krzysztof Rek i Michał Adamczyk w miniony weekend przekroczyli ukraińską granicę i dostarczyli do objętego wojną kraju pomoc humanitarną. Jak podkreślają, sytuacja na Ukrainie jest dramatyczna, a potrzeby ogromne. Stowarzyszenie Otwarte Kaszuby już organizuje kolejny transport.
Bus po brzegi wyładowany żywnością, środkami higienicznymi, materiałami opatrunkowymi, siatkami maskującymi i wieloma innymi darami wyruszył z Kartuz w sobotę około godz. 10.30. Z transportem humanitarnym do objętej wojną Ukrainy wyruszyli Michał Adamczyk, który tego dnia obchodził 30-te urodziny, zamiast świętować, postanowił jednak ruszyć z pomocą dotkniętym tragedią wojny sąsiadom z Ukrainy oraz Krzysztof Rek, prezes Stowarzyszenia Otwarte Kaszuby.
- Bardzo chciałem zobaczyć, jak wygląda sytuacja na miejscu. Nie tylko zawieźć pomoc, choć to najważniejsze, ale zrozumieć sytuację tych ludzi, przekonać się, jak wygląda ich życie w kraju objętym wojną. Zależało nam też na tym, by nawiązać stałą współpracę z lokalną społecznością - powiedział Krzysztof Rek.Reklama
Dary trafiły do miejscowości niedaleko Równego, 150 km od miejsca, które masakrowali Rosjanie.
- Tamtejsi mieszkańcy jeżdżą z pomocą do Buczy i Czernichowa, wysyłają też pomoc do Donbasu. Połowa darów, które zawieźliśmy trafi do armii, a druga część dla ludności na terenach zniszczonych przez Rosjan. Ukraińscy obywatele pracują bez przerwy, są ogromnie wdzięczni za pomoc. Burmistrz miejscowości, do której zawieźliśmy dary, witając nas była w pracy od 24 godzin, a dyżur miała pełnić nieprzerwanie do wtorku. Tam nikt się nie skarży, bo ich koledzy i koleżanki z terenów atakowanych bezpośrednio przez rosyjskich żołnierzy, mieli mniej szczęścia. Robią wszystko, by im pomóc - relacjonuje Krzysztof.Reklama
Jak podkreśla, obywatele Ukrainy cały swój czas poświęcają na rzecz tych, którzy walczą lub są ofiarami rosyjskiego wojska. Z transportem dotarli na miejsce w nocy z soboty na niedzielę. Nawet w niedzielę w urzędzie czekała na pomoc kolejka uchodźców ze wschodnich terenów Ukrainy.
- Dzieci nie chodzą tam do szkoły, ze względu na wojnę mają edukację zdalną/. W ciągu ludzie chodzą po ulicach, chodzą do pracy, natomiast wieczorem, po godzinie policyjnej, ulice są puste. Na drogach, w bardzo niewielkich odległościach znajdują się punkty kontrolne. Obywatele Ukrainy boją się dywersantów i próbują ich wyłapywać. Ludzie mimo wszystko starają się normalnie żyć, pracować, a po pracy pomagać. Choć trudno mówić o normalności, gdy ich bliscy walczą na froncie - zaznacza Krzysztof.Reklama
Obywatele Ukrainy są bardzo dumni ze „swoich chłopców”, jak nazywają żołnierzy walczących na froncie.
- Dla nich to bohaterowie. Przelewają krew w walce o ich ojczyznę, o ich wolność. Tego dnia, kiedy przyjechaliśmy z transportem, akurat przywieziono ciało takiego Bohatera do sąsiedniej miejscowości. Dosłownie kilka dni wcześniej mieli taką samą sytuację z chłopcem z ich własnej gminy, wcześniej na froncie zginęło dwóch 19-latków z tej miejscowości. Każda rozmowa podczas naszej wizyty, przepełniona była takimi opowieściami - opowiada.Reklama
Polaków, którzy przywieźli transport uroczyście powitano. Członkinie regionalnego zespołu wykonały dla gości kilka piosenek.
- Witała nas burmistrz miejscowości wraz z mieszkańcami. Wręczyli nam w darze wdzięczności flagę Ukrainy, którą wywiesimy u nas w Centrum Wsparcia Uchodźców. Wolontariusze, którzy rozładowywali busa, byli w szoku, że tyle się w nim zmieściło. Bardzo dziękowali. Są naprawdę ogromnie wdzięczni za tę pomoc. Zaproszono nas na kawę, a potem na krótką wycieczkę po okolicy. Odwiedziliśmy szkołę z niewielkim muzeum oraz sanktuarium św. Mikołaja. Przekazali nam stamtąd wodę, wierzą, że ona ma moc uzdrawiania - relacjonuje działacz.Reklama
Przed wyjazdem w drogę powrotną Krzysztofa i Michała zaproszono na obiad. Był barszcz i pierogi. Z punktu recepcyjnego w Chełmie, Kaszubi zabrali jeszcze dwie rodziny - dwie panie oraz cztery osoby i psa. Czwórka z psem wysiadła w Warszawie, skąd udali się w dalszą podróż do Niemiec. Panie zostały zabrane do Gdańska.
Ukraińscy sąsiedzi ogromnie potrzebują pomocy.
- Sytuacja jest tak dramatyczna, że musimy zwiększyć skalę pomocy wysyłanej bezpośrednio na Ukrainę. Potrzebne są żywność, środki higieniczne, siatki maskujące, śpiwory, ale też samochód dostawczy. Nasi ukraińscy przyjaciele bardzo proszą o pomoc w tym zakresie. Będziemy szukali sposobu, by dostarczyć im volkswagena dostawczego, będziemy próbowali zebrać na niego środki lub pozyskać darczyńców, bo jest on bardzo potrzebny, by mogli docierać z pomocą na tereny, gdzie trwają walki - podkreśla prezes Otwartych Kaszub.Reklama
Krzysztof Rek zapowiada już kolejną wyprawę na Ukrainę. Kolejny transport wyruszy w sobotę, 23 kwietnia. Potrzebna jest żywność trwała, środki opatrunkowe, higieniczne, latarki, śpiwory. Listy z zapotrzebowaniem na bieżąco Stowarzyszenie Otwarte Kaszuby publikuje na Facebooku.
Relacji z wyprawy Krzysztofa Reka wysłuchać będzie można na żywo 19 kwietnia. W siedzibie Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej o godz. 17.30 odbędzie się spotkanie "Jak jest dzisiaj w Ukrainie".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze