Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Nie mam nic przeciwko sprywatyzowaniu szpitala kartuskiego, zwłaszcza że jego obecne funkcjowanie wogóle mi nie odpowiada. Nie rozumiem jednak dlaczego akurat wybiera się taka formę jego prywatyzacji, tj bardzo bezpieczną dla przyszłego właściciela a zabójczą dla powiatu. Dlaczego tworzymy przejściowo spółkę prawa handlowego, której właścicielem jest powiat. To oznacza , że nie tylko przejmujemy stare długi 15mln, ale pokryjemy koszty jego reorganizacji, czyli kolejne 5mln. Dopiero jak szpital bedzie dawał sobie radę oddamy go grupie ludzi zarządzajacych szpitalem, czyli naszym kosztem, wyrzeczeniem się inwestycji w najbliższym dwudziestoleciu nabijemy kabzę grupie układowcom i manipulatorom. Jezeli chcemy go sprywatyzować, ogłośmy przetarg na szpital z obecnym zadłużeniem, sprzedamy go oczywiście za dopłata z naszej strony, ale z całą pewnością nie za dopłatą w wysokości 20mln. Nie ma przecież znaczenia jaki podmiot prywatny będzie nim zarządzał, nie jest to przedsiębiorstwo o znaczeniu strategicznym, wokół są szpitale państwowe, oczywiście istnieje niebezpieczeństwo upadku szpitala, ale ono istnieje w każdych warunkach, ale najważniejsze błedy kierownistwa nie będą nas obciążały. Na dzisiaj to wygląda tak - dogadała się grupa zarządzająca powiatem z grupą zarządzającą szpitalem, nie było to trudne z uwagi na oczywiste bespośrednie związki tych osób. Na początku tworzymy spółkę prawa handlowego z właścicielem - Starostwo, miejscami w zarządzie i radzie nadzorczej dzielimy się między soba, oszczędności oczywiście zrobimy na srednim i niższym personelu (niech wiedzą gdzie ich miejsce i od kogo zależą), natomiast my wyraźnie dorobimy (właśnie zastąpiliśmy społeczną radę szpitala radą nadzorczą płatną jak najbardziej, zastapimy dyrektora zarządem, a co, po co jednemu duża wypłata jak może wziąc czterech podobną. Dzięki temu my sporo dorobimy, a szpital i tak będzie robił straty, zatem za dwa, trzy lata juz łatwo przekonamy społeczeństwo, że dla ich dobra my ten kiepski, mnożący straty przybytek weźmiemy w swoje ręce, troche nam dołoży powiat, trochę organizacja zbierająca pieniązki na nasz rozwój i będzie ok. Po tej przemianie szpital będzie dochodowy, choćby miały w nim pracować pielęgniarki z Wietnamu.
Zdefiniujcie "koszyk gwarantowanych świadczeń leczniczych" i sprywatyzujcie wszystkie placówki medyczne !!! Może w końcu zginie tzw. "korupcja", "płacenie pod stołem" czy "przekierowywanie z prywatnego gabinetu na zabiegi dla uprzewilejowanych w szpitalu". Nie ma co żyć w zakłamaniu - tak naprawdę nie ma bezpłatnej słuzby zdrowia! Efektem będą wyższe pensje lekarzy oraz krótszy ich czas pracy. http://www.tvn24.pl/-1,1525352,wiadomosc.html za tvn.24: Nie ma jak w prywatnym szpitalu!!! NIEPUBLICZNE ZOZ-Y TEŻ LECZĄ ZA DARMO !!!! Prywatne ZOZ-y nastawione są przede wszystkim na efektywność TVN24Politycy w kampanii jak ognia wystrzegają się słów "prywatyzacja służby zdrowia". Eksperci mówią, że problem jest trudny, ale zmiana systemu jest nieunikniona. Tymczasem w Polsce wiele szpitali działa na zasadzie spółek prawa handlowego. I leczy za darmo - zauważa "Gazeta Prawna". Oprócz 700 publicznych szpitali działa w Polsce 170 prywatnych. Do tego dochodzi jeszcze ponad 50 niepublicznych szpitali samorządowych, które również przekształciły się w spółki prawa handlowego. Różnica między nimi polega na tym, że w tych pierwszych udziały należą wyłącznie do prywatnych inwestorów, natomiast w szpitalach samorządowych najczęściej udziałowcem większościowym jest podmiot publiczny, czyli np. powiat. Wszystkie mają kontrakty z NFZ. Oznacza to, że pacjenci są tam leczeni bezpłatnie. Biznes z głową W 2007 roku wartości kontraktów prywatnych szpitali z funduszem ma przekroczyć 600 mln zł. Jednak kontrakt z NFZ nie oznacza dla nich jedynego źródła finansowania. Mogą bowiem wykonywać na rzecz pacjentów ubezpieczonych w NFZ także świadczenia odpłatnie, czego nie mogą robić szpitale działające w formie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej. Prywatne placówki nie mają długów, prowadzą przejrzystą politykę finansową, a zarządzający nimi ponoszą pełną odpowiedzialność za sytuację w swoich zakładach. Zgodnie z danymi resortu zdrowia, szpitale niepubliczne stanowią 21 proc. liczby szpitali. Posiadają ponad 8 tys. łóżek. W prywatnych szpitalach jest zdecydowanie krótszy okres hospitalizacji pacjentów. Pacjent przebywa tam średnio 5,5 dnia, a w zakładzie publicznym - 6,6 dnia. Koszty są więc niższe. Zdaniem zarządzających prywatnymi zakładami ochrony zdrowia świadczy to o tym, że lepiej i efektywniej wykorzystują one swoje zasoby. - Funkcjonowanie szpitala niepublicznego jest tańsze średnio o około 30 proc. w porównaniu z publicznymi zakładami opieki zdrowotnej - podkreśla Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenie Szpitali Niepublicznych. Szpitale niepubliczne, których udziałowcami się prywatni inwestorzy, podkreślają, że nie mogą sobie pozwolić na nieliczenie kosztów. Jeszcze bardziej restrykcyjną politykę finansową prowadzą te, które zdecydowały się na wejście na giełdę. Obecnie na warszawskim parkiecie można kupić akcję Swissmed Centrum Zdrowia z Gdańska oraz EMC Instytut Medyczny. Wejście na giełdę to przede wszystkim szansa dla firm medycznych na zdobycie dodatkowego kapitału na dalszy rozwój. Dzięki temu placówki rozszerzają swoją działalność o usługi, których brakuje w danym regionie. Dzięki przejrzystej polityce finansowej oraz dodatkowym pieniądzom na inwestycje, prywatne szpitale przyjmują więcej pacjentów i zmniejszają wydatki, nie przedłużając niepotrzebnie hospitalizacji. Pod górkę, ale do przodu Często powtarzany zarzut pod adresem prywatnych placówek medycznych, że wykonują ograniczony zakres usług zdrowotnych, coraz częściej okazuje się nieprawdziwy. Placówki te zaczynają się bowiem specjalizować coraz bardziej w zabiegach z zakresu chirurgii, ortopedii, kardiochirurgii czy neurologii. Szpitale niepubliczne przyjmują również pacjentów z zagrożeniem zdrowia i życia. - Wszystkie, niezależnie od formy własności, muszą przestrzegać przepisów ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Dlatego nie mam prawa odmówić pacjentowi udzielenia pomocy medycznej w sytuacji zagrożenia jego życia lub zdrowia - podkreśla Roman Walasiński, prezes zarządu Swissmed Centrum Zdrowia, prywatnego szpitala w Gdańsku W takiej sytuacji prywatny szpital nie ma również prawa uzależniać pomocy od wniesienia przez pacjenta jakichkolwiek opłat. Te samorządy powiatowe, które zdecydowały się na przekształcenie zadłużonych publicznych szpitali w spółki, nie żałują decyzji. - Szpital w Kluczborku, który został przekształcony w niepubliczny szpital samorządowy, działa już trzy lata. Żałuję, że tak krótko - mówi Stanisław Rakoczy, starosta powiatu kluczborskiego. Przed zmianą formy własności placówka była zadłużona, miesięcznie przynosiła 300 tys. zł strat. Szpital został postawiony w stan likwidacji. Samorząd, jako jego organ założycielski, przejął dług placówki i go spłacił. Niepubliczne szpitale działają na podstawie kodeksu spółek handlowych, który w bardzo restrykcyjny sposób określa poziom odpowiedzialności zarządzających spółkami za ich wynik finansowy. - Ta odpowiedzialność w przypadku szpitali funkcjonujących jako SP ZOZ jest fikcyjna. Dyrektor nie musi dbać o finanse placówki, bo nie obawia się żadnych restrykcji, jeżeli go zadłuży. W końcu dług i tak przechodzi na organ założycielski szpitala, czyli ostatecznym rozrachunku na Skarb Państwa - mówi Krzysztof Tupaczewski. Jeszcze kilkanaście samorządów zamierza przekształcić publiczne szpitale w spółki prawa handlowego. Decyzje w tej sprawie mają zapaść jeszcze do końca tego roku.
Pani Senator była poproszona o pomoc przez pielęgniarki
Arciszewska jak zwykle próbuje wepchnąć swoje 4-litery tam, gdzie jej nie chcą. I nie jest ważne, że nie wie, o co chodzi. Ważne jest, że się pojawi i pokaże. To teraz ma być spółka z pracownikami? Bo jeszcze kilka dni temu mówiło się, że 100% udziałów ma być w jednych rękach. A może tak zapytać Sawicką, jak to zrobić, aby było dobrze? ;) W końcu Starostwo popiera PO w osobie obecnego posła L. :mrgreen:
Nie mam nic przeciwko sprywatyzowaniu szpitala kartuskiego, zwłaszcza że jego obecne funkcjowanie wogóle mi nie odpowiada. Nie rozumiem jednak dlaczego akurat wybiera się taka formę jego prywatyzacji, tj bardzo bezpieczną dla przyszłego właściciela a zabójczą dla powiatu. Dlaczego tworzymy przejściowo spółkę prawa handlowego, której właścicielem jest powiat. To oznacza , że nie tylko przejmujemy stare długi 15mln, ale pokryjemy koszty jego reorganizacji, czyli kolejne 5mln. Dopiero jak szpital bedzie dawał sobie radę oddamy go grupie ludzi zarządzajacych szpitalem, czyli naszym kosztem, wyrzeczeniem się inwestycji w najbliższym dwudziestoleciu nabijemy kabzę grupie układowcom i manipulatorom. Jezeli chcemy go sprywatyzować, ogłośmy przetarg na szpital z obecnym zadłużeniem, sprzedamy go oczywiście za dopłata z naszej strony, ale z całą pewnością nie za dopłatą w wysokości 20mln. Nie ma przecież znaczenia jaki podmiot prywatny będzie nim zarządzał, nie jest to przedsiębiorstwo o znaczeniu strategicznym, wokół są szpitale państwowe, oczywiście istnieje niebezpieczeństwo upadku szpitala, ale ono istnieje w każdych warunkach, ale najważniejsze błedy kierownistwa nie będą nas obciążały. Na dzisiaj to wygląda tak - dogadała się grupa zarządzająca powiatem z grupą zarządzającą szpitalem, nie było to trudne z uwagi na oczywiste bespośrednie związki tych osób. Na początku tworzymy spółkę prawa handlowego z właścicielem - Starostwo, miejscami w zarządzie i radzie nadzorczej dzielimy się między soba, oszczędności oczywiście zrobimy na srednim i niższym personelu (niech wiedzą gdzie ich miejsce i od kogo zależą), natomiast my wyraźnie dorobimy (właśnie zastąpiliśmy społeczną radę szpitala radą nadzorczą płatną jak najbardziej, zastapimy dyrektora zarządem, a co, po co jednemu duża wypłata jak może wziąc czterech podobną. Dzięki temu my sporo dorobimy, a szpital i tak będzie robił straty, zatem za dwa, trzy lata juz łatwo przekonamy społeczeństwo, że dla ich dobra my ten kiepski, mnożący straty przybytek weźmiemy w swoje ręce, troche nam dołoży powiat, trochę organizacja zbierająca pieniązki na nasz rozwój i będzie ok. Po tej przemianie szpital będzie dochodowy, choćby miały w nim pracować pielęgniarki z Wietnamu.
Zdefiniujcie "koszyk gwarantowanych świadczeń leczniczych" i sprywatyzujcie wszystkie placówki medyczne !!! Może w końcu zginie tzw. "korupcja", "płacenie pod stołem" czy "przekierowywanie z prywatnego gabinetu na zabiegi dla uprzewilejowanych w szpitalu". Nie ma co żyć w zakłamaniu - tak naprawdę nie ma bezpłatnej słuzby zdrowia! Efektem będą wyższe pensje lekarzy oraz krótszy ich czas pracy. http://www.tvn24.pl/-1,1525352,wiadomosc.html za tvn.24: Nie ma jak w prywatnym szpitalu!!! NIEPUBLICZNE ZOZ-Y TEŻ LECZĄ ZA DARMO !!!! Prywatne ZOZ-y nastawione są przede wszystkim na efektywność TVN24Politycy w kampanii jak ognia wystrzegają się słów "prywatyzacja służby zdrowia". Eksperci mówią, że problem jest trudny, ale zmiana systemu jest nieunikniona. Tymczasem w Polsce wiele szpitali działa na zasadzie spółek prawa handlowego. I leczy za darmo - zauważa "Gazeta Prawna". Oprócz 700 publicznych szpitali działa w Polsce 170 prywatnych. Do tego dochodzi jeszcze ponad 50 niepublicznych szpitali samorządowych, które również przekształciły się w spółki prawa handlowego. Różnica między nimi polega na tym, że w tych pierwszych udziały należą wyłącznie do prywatnych inwestorów, natomiast w szpitalach samorządowych najczęściej udziałowcem większościowym jest podmiot publiczny, czyli np. powiat. Wszystkie mają kontrakty z NFZ. Oznacza to, że pacjenci są tam leczeni bezpłatnie. Biznes z głową W 2007 roku wartości kontraktów prywatnych szpitali z funduszem ma przekroczyć 600 mln zł. Jednak kontrakt z NFZ nie oznacza dla nich jedynego źródła finansowania. Mogą bowiem wykonywać na rzecz pacjentów ubezpieczonych w NFZ także świadczenia odpłatnie, czego nie mogą robić szpitale działające w formie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej. Prywatne placówki nie mają długów, prowadzą przejrzystą politykę finansową, a zarządzający nimi ponoszą pełną odpowiedzialność za sytuację w swoich zakładach. Zgodnie z danymi resortu zdrowia, szpitale niepubliczne stanowią 21 proc. liczby szpitali. Posiadają ponad 8 tys. łóżek. W prywatnych szpitalach jest zdecydowanie krótszy okres hospitalizacji pacjentów. Pacjent przebywa tam średnio 5,5 dnia, a w zakładzie publicznym - 6,6 dnia. Koszty są więc niższe. Zdaniem zarządzających prywatnymi zakładami ochrony zdrowia świadczy to o tym, że lepiej i efektywniej wykorzystują one swoje zasoby. - Funkcjonowanie szpitala niepublicznego jest tańsze średnio o około 30 proc. w porównaniu z publicznymi zakładami opieki zdrowotnej - podkreśla Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenie Szpitali Niepublicznych. Szpitale niepubliczne, których udziałowcami się prywatni inwestorzy, podkreślają, że nie mogą sobie pozwolić na nieliczenie kosztów. Jeszcze bardziej restrykcyjną politykę finansową prowadzą te, które zdecydowały się na wejście na giełdę. Obecnie na warszawskim parkiecie można kupić akcję Swissmed Centrum Zdrowia z Gdańska oraz EMC Instytut Medyczny. Wejście na giełdę to przede wszystkim szansa dla firm medycznych na zdobycie dodatkowego kapitału na dalszy rozwój. Dzięki temu placówki rozszerzają swoją działalność o usługi, których brakuje w danym regionie. Dzięki przejrzystej polityce finansowej oraz dodatkowym pieniądzom na inwestycje, prywatne szpitale przyjmują więcej pacjentów i zmniejszają wydatki, nie przedłużając niepotrzebnie hospitalizacji. Pod górkę, ale do przodu Często powtarzany zarzut pod adresem prywatnych placówek medycznych, że wykonują ograniczony zakres usług zdrowotnych, coraz częściej okazuje się nieprawdziwy. Placówki te zaczynają się bowiem specjalizować coraz bardziej w zabiegach z zakresu chirurgii, ortopedii, kardiochirurgii czy neurologii. Szpitale niepubliczne przyjmują również pacjentów z zagrożeniem zdrowia i życia. - Wszystkie, niezależnie od formy własności, muszą przestrzegać przepisów ustawy o zakładach opieki zdrowotnej. Dlatego nie mam prawa odmówić pacjentowi udzielenia pomocy medycznej w sytuacji zagrożenia jego życia lub zdrowia - podkreśla Roman Walasiński, prezes zarządu Swissmed Centrum Zdrowia, prywatnego szpitala w Gdańsku W takiej sytuacji prywatny szpital nie ma również prawa uzależniać pomocy od wniesienia przez pacjenta jakichkolwiek opłat. Te samorządy powiatowe, które zdecydowały się na przekształcenie zadłużonych publicznych szpitali w spółki, nie żałują decyzji. - Szpital w Kluczborku, który został przekształcony w niepubliczny szpital samorządowy, działa już trzy lata. Żałuję, że tak krótko - mówi Stanisław Rakoczy, starosta powiatu kluczborskiego. Przed zmianą formy własności placówka była zadłużona, miesięcznie przynosiła 300 tys. zł strat. Szpital został postawiony w stan likwidacji. Samorząd, jako jego organ założycielski, przejął dług placówki i go spłacił. Niepubliczne szpitale działają na podstawie kodeksu spółek handlowych, który w bardzo restrykcyjny sposób określa poziom odpowiedzialności zarządzających spółkami za ich wynik finansowy. - Ta odpowiedzialność w przypadku szpitali funkcjonujących jako SP ZOZ jest fikcyjna. Dyrektor nie musi dbać o finanse placówki, bo nie obawia się żadnych restrykcji, jeżeli go zadłuży. W końcu dług i tak przechodzi na organ założycielski szpitala, czyli ostatecznym rozrachunku na Skarb Państwa - mówi Krzysztof Tupaczewski. Jeszcze kilkanaście samorządów zamierza przekształcić publiczne szpitale w spółki prawa handlowego. Decyzje w tej sprawie mają zapaść jeszcze do końca tego roku.
Pani Senator była poproszona o pomoc przez pielęgniarki