Tatiana Slowi – pochodzi z naszego powiatu, bo z Mściszewic. Od ponad 17 lat pracuje w Radio Gdańsk. Realizuje audycje w języku kaszubskim i polskim, nagrywa reportaże radiowe, słuchowiska. Mówi, że w tym radiu się wychowała, bo przyszła do niego zaraz po maturze. Rozmawiamy o historii kaszubskiego w radiu, o uprzedzeniach, języku przemocy i o upartym optymizmie.
Siedzimy przy okrągłym stole w pokoju, w którym powstaje większość kaszubskojęzycznych audycji. Otaczają nas różnorodne sprzęty do nagrywania dźwięku, na stole czeka kilka tabakier. W pokoju panuje cisza. Gdy mówimy, nasze głosy miękko wsiąkają w gąbkę wyciszającą ściany.
- Kiedy widzimy się w tym pokoju, to mówimy tylko po kaszubsku. Tego mnie nauczył Leszek Szmidtke. U nas kaszubski to nie tylko język, w którym wydajemy audycje. To musi być też język, w którym o tych audycjach rozmawiamy…
Kaszubskim nasiąkłaś w dzieciństwie?
- Częściowo. Rodzice nie rozmawiali ze mną i z rodzeństwem po kaszubsku, zresztą ojciec nie jest z Kaszub ale słyszałam kaszubski mieszający się z polskim w wielu sytuacjach. Żyliśmy we wsi, w której jak się weszło do sklepu to wiedziało się, że przychodzisz "pò tutã bùmków" (woreczek cukierków), albo zastanawiało się czy te "dëtczi" co się je dostało od babci/cioci "sygną". Wtedy, w dzieciństwie nie myślałam, że to są dwa różne języki: przecież wszyscy mówili "bùmczi". O tym, że coś jest nie po polsku dowiadywałam się w kontaktach z kimś ,,nie stąd”, gdy pojechałam gdzieś dalej (zanim jeszcze poszło się do szkoły). Zorientowałam się, że jestem Kaszubką wcale nie na Kaszubach.
Jak to się stało?
- Pojechałam na wakacje do kuzynek od strony ojca, na Żuławy Gdańskie. Tam, gdy w trakcie jakiejś zabawy posprzeczałam się na podwórku z innymi dziećmi, te strasznie mi wyrzucały, że ja mówię “jo”, że to jest takie wiejskie… Pamiętam że się potwornie wkurzyłam i postanowiłam… wrócić do siebie, do Mściszewic. Wymyśliłam sobie, że pójdę do domu przez pole ziemniaków. W końcu kuzynki znalazły mnie w tych "bùlwach", wkurzoną, i upartą, że ja teraz wracam do domu! To była moja pierwsza świadoma deklaracja: jestem z Kaszub i jestem Kaszubką. Na długo przed spisem powszechnym.
A jak wyglądały początki kaszubskiego w radio?
- Tak naprawdę pierwsze audycje po kaszubsku nie były tutaj w Radio Gdańsk, ale w Toruniu. To tam przed II wojną światową była najbliższa nam terenem przedwojenna filia Polskiego Radia. Od czasu do czasu materiały nagrywano też z Gdyni. Nie było to jednak radio ,,o Kaszubach, dla Kaszubów i po kaszubsku”. Były to raczej kaszubione audycje zrozumiałe dla polskojęzycznego odbiorcy. Nagrywano na przykład rozmówki polsko-kaszubskie (robił je Stefan Bieszk). To wciąż były takie opowiastki o jakiejś innej krainie, z elementami kaszubskiego. Kaszubszczyzna była jak taki mały świat, który da się zamknąć w gawędzie. To były pierwsze króciutkie audycje regionalne, w większości po polsku. Później po II wojnie światowej nadawanie rozpoczęło Radio Gdańsk – pierwszy sygnał radiowy nadano z Góry Gradowej. Nasze radio dopiero się wtedy tutaj budowało. To były czasy, kiedy regionalne filie Polskiego Radia miały po 2-3 godziny na antenie, a reszta ,,szła” z centrali. I tak naprawdę dopiero od lat 90. zaczęliśmy nagrywać programy 24/24, a filie regionalne stały się osobnymi spółkami. I przez te wszystkie lata Kaszuby się zawsze w tym radio pojawiały. Na przykład red. Anna Sobiecka czy red. Iwona Borawska nagrywały Annę Łajming i te wywiady mamy w naszym archiwum. Są też audycje z Wdzydz, rozmowy z założycielami muzeów w Kartuzach czy Wejherowie, nagrania rybaków z Nordy. Ale to wciąż było opowiadanie o Kaszubach nie-Kaszubom. W roku 1989 nastąpił jednak przełom - red. Grażyna Antoniewicz otrzymała polecenie by realizować program, który nazwany został “Magazyn Kaszubski”. Antoniewicz nie była Kaszubką, zrobiła 1 może 2 odcinki audycji, a później program o Kaszubach dostał... Góral! Dominik Sowa. I ten Dominik Sowa stwierdził, że to jest trochę jednak głupio, żeby nie było Kaszubów w Magazynie Kaszubskim, i ściągnął do pracy Leszka Szmidtke, który wcześniej znajdował się w grupie młodzieży zebranej przez Izabellę Trojanowską [wokół programu telewizyjnego Rodnô zemia w TVP3 Gdańsk]. Leszek Szmidtke przyznał mi niedawno w wywiadzie w RG, że się nie czuł dobrze z tą telewizyjną materią i Trojanowska powiedziała Sowie, że Leszek lepiej sprawdzi się w radiu. I tak, trochę za sprawą Górala, radio odezwało się po kaszubsku. Od tej pory było wielu takich korespondentów, którzy zwyczajnie brali mikrofon i pierwszy raz, pò kaszëbskù, mówili z samymi Kaszubami. Pierwszą audycją radiową naprawdę pò kaszëbskù był Magazyn Kaszubski pt. "Na bôtach i w bòrach" [pol. Na łodziach w i borach]. I to był pierwszy magazyn, który naprawdę po kaszubsku opowiadał świat. Oczywiście, w historycznych opracowaniach znajdujemy, że pierwsze nagrania kaszubskiego są starsze, bo nawet przed I wojną światową nagrywano fonogramy z pieśniami po kaszubsku. Ale jeśli mówimy o kaszubskim dziennikarstwie, takim, w którym Kaszuba (lub osoba zanurzona w kaszubskim świecie) bierze mikrofon i idzie do drugiego Kaszuby aby zadać pytanie, to było to właśnie w audycji Magazyn Kaszubski, rok 1989. Od transformacji magazyn szedł już regularnie co tydzień - zawsze w niedzielę rano. Czasem o 4 rano, później o 8:00 obecnie od wielu lat o 7:00. Był taki czas, że „Na bôtach i w bòrach” skrócono do pół godziny, bo jednemu z ówczesnych kierowników nie spodobało się, kiedy Artur Jabłoński wraz z Anią Kościukiewicz przerabiali teksty angielskich piosenek na kaszubski!
Dlaczego?
- Może wydało mu się o to niepoważne? Śmieszne? W ogóle nie odczytał tego jako próbę tłumaczenia świata na język kaszubski. Tę historię znam tylko z opowieści – nie było mnie jeszcze wtedy w radiu. Ja sama w swojej kilkunastoletniej karierze też pamiętam momenty, kiedy trzeba było jakiś szklany sufit rozbić.
Podasz przykłady?
- Tak – to były sufity, które jako Kaszubi często wyprodukowaliśmy dla siebie sami… Słyszałam na przykład od moich rozmówców, kaszubskich działaczy i twórców kultury: “Czy to by się mogło pokazać nie tylko w tych kaszubskich, ale też w jakiejś polskiej audycji?” Bywało, że padało też hasło: "Cobë to szło nié leno w kaszëbsczich aùdicjach ale téż tich NORMALNËCH/pòlsczich…" Także my Kaszubi też mamy w sobie jakiś dziwny kompleks dotyczący tego, że jak to jest tylko po kaszubsku, to może to nie jest ważne. I to był długi czas, żeby to rozbić.


I co było dalej z kaszubskimi audycjami?
- W 2004 roku pojawiło się konkurencyjne kaszubskie radio, a wraz z nim pytanie, czy kaszubski u nas jest w ogóle potrzebny. Od tego czasu jednak na antenie RG jest o wiele więcej audycji po kaszubsku niż dwie dekady temu. W sumie treści po kaszubsku mamy nawet więcej niż w Radio Kaszëbë. Przez lata pojawiły się inne programy, jak "Klëka" w 2007 roku albo "Ùczbë kaszëbsczégò jãzëka na antenie". A w 2019 roku wystartowała Stacja Kaszuby na DAB+ czyli kanał cyfrowy i nadawany również przez internet.
Więc kaszubskiego dzisiaj jest na antenie pò prôwdze wiele. Mimo przeszkód.
- Nie było prostej ścieżki dla audycji kaszubskich, wiele rzeczy trzeba było sobie samemu wydeptać i wypracować - nie dlatego, że ktoś nam źle życzył. Po prostu trzeba było znaleźć sobie tę drogę. Nikt za nas tego nie zrobi. Mi kaszubski w radio dał bardzo wiele dobrego. Jestem przyzwyczajona, że biorę mikrofon i jadę na wywiad na pomerance, w muzeum, w szkole, w urzędzie czy na saniach. Ba! Pamiętam że robiłam też wywiad jadąc wozem drabiniastym. Z mikrofonem wchodzę ludziom do domów i pytam o rodzinne historie. Rozmawiamy o ich przeszłości, o tym co teraz robią. Innym razem siadam na scenie Teatru Wielkiego i mówię do Danuty Stenki “To më sobie tu sadnimë, na tich dilach...” (To my sobie tu usiądziemy, na tych deskach...). To uczy innego patrzenia.Reklama
Innego, czyli jakiego?
- Bardziej kreatywnego, widzącego mniej przeszkód.
Jak się jest upartym, to przeszkoda jest kolejną szansą. Remùs musiał mieć wroga, żeby odkryć, że jest wojownikiem. Choć może to nie jest najlepszy przykład, bo jemu to się akurat ostatecznie nie udało.
- Niedawno [19 marca 2024 przyp. red.] się wkurzyliśmy na artykuł na pewnym trójmiejskim portalu, który zresztą nie miał swojego autora. To znaczy artykuł był podpisany z imienia i nazwiska ale taki dziennikarz tak naprawdę nie istnieje. Dziś już ten artykuł ma zupełnie inny kształt (był wielokrotnie edytowany) ale na samym początku czytaliśmy w nim: “Co teraz się dzieje, przecież kiedyś ta kaszubszczyzna to była wieś, a dzisiaj to miasto chce być takie kaszubskie, o co w ogóle chodzi? Przecież tak naprawdę Gdańsk czy Gdynia to nie są Kaszuby. Co się z nami stało?”. Tekst powstał jako reakcja na kaszubskie akcenty podczas meczy na stadionie w Gdyni. Chyba wtedy kolegium redakcyjne tego portalu nie zorientowało się, że ten kaszubski mecz w Gdyni odbywał się z okazji Dnia Jednotë Kaszëbów. Mnie i wielu aktywistów kaszubskich strasznie zdenerwował ten tekst, wywołał dyskusje w social mediach, w programach kaszubskich (także w RG). Rada Kaszubów przy Arce Gdynia i Kaszubskie Forum Kultury zaprosiły szefostwo trójmiejskiego portalu na spotkanie – bez odzewu. Zaproponowałam wtedy na FB, żeby dla eksperymentu w tym artykule wstawić zamiast słowo “Kaszubi” jakąś inną narodowość. Tekst mógłby wtedy brzmieć np.: “Ale o co chodzi? Jeszcze w 1935 śmialiśmy się z Żydów, a dzisiaj w 1949 już nie można? O co chodzi? Ludzie, co się z nami stało!? Ja, jak byłem w podstawówce i mój kolega miał pejsy, to się z niego śmiałem. A teraz to nie wolno?” Przecież publikacja takiego tekstu nie przeszłaby nam przez głowę, prawda? To pokazuje, że czasem język przemocy wobec Kaszubów jest tak naturalny, że nawet nie orientujemy się, że to właśnie jest język przemocy. I tamci redaktorzy mieli na tyle świadomości, żeby się nie podpisać prawdziwym nazwiskiem pod artykułem o Kaszubach. Nie przygotowali się jednak na to, że Kaszubi są już w stanie nazwać swój gniew. Bo przecież czasem czujesz, że coś ci nie pasuje, że się z czymś gryziesz. Ale kiedy nie wiesz jak zareagować i słyszysz “Oj tam, oj tam, daj spokój, to przecież tylko takie żarty...” to także zaczynasz - razem z tymi, którzy Cię ranią - śmiać się w głos. Bo może faktycznie jestem taki śmieszny? Może to naprawdę jest takie niepoważne? Tymczasem to jest język przemocy.
Dzãkùjã za wëwiôd.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze