Reklama

"To będzie projekt stulecia" - jest szansa na 44 miliony dotacji na oczyszczenie jezior kartuskich

Czy już za kilka lat mieszkańcy Kartuz i przyjeżdżający do niego turyści będą mogli w pełni korzystać z wypoczynku nad kartuskimi jeziorami? Gmina ma szansę zdobyć około 44,7 mln złotych dofinansowania na oczyszczenie zbiorników, które mają miano najbrudniejszych w Polsce. O szczegółach przedsięwzięcia kartuscy radni dyskutowali na środowej sesji. Podjęli też uchwałę w sprawie zaciągnięcia pożyczki na zabezpieczenie wkładu własnego na to zadanie. - Jeśli uda się nam zrealizować ten projekt, myślę, że będzie to projekt stulecia dla tej gminy - podkreślił Mieczysław Gołuński, burmistrz Kartuz.

Gmina Kartuzy stara się pozyskać olbrzymie dofinansowanie na dokończenie rekultywacji. Projekt ma być kontynuacją realizowanego obecnie zadania o wartości około 14 mln zł związanego m.in. z budową kanalizacji deszczowej, która ograniczy dopływ zanieczyszczeń do jezior. Kartuski urząd złożył wniosek do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej o dofinansowanie w wysokości 44,7 mln zł. Całkowita wartość projektu szacowana jest na 54,8 mln zł. Ze środków własnych gmina do zadania musi dołożyć 7, 9 mln. Wniosek zakwalifikował się do drugiego etapu. Jest duża szansa, że gmina zdobędzie wsparcie. Na środowej sesji radni szeroko dyskutowali o szczegółach projektu i podjęli uchwałę w sprawie zaciągnięcia pożyczki w wysokości 5,6 mln zł, by zagwarantować wkład własny.

- Konkurs był dedykowany dla województwa śląskiego. 80 procent z puli dostępnych środków miało trafić tam, jednak okazało się, że zrealizowany zostanie tam tylko jeden projekt, w związku z czym pojawiła się szansa na zdobycie dofinansowania - mówiła Sylwia Biankowska, wiceburmistrz Kartuz.

Jeśli gmina pozyska dofinansowanie, to inwestycja ruszy jeszcze w tym roku. Projekt zakłada wydobycie i unieszkodliwienie osadów dennych z Jeziora Karczemnego, inaktywację fosforu i biomanipulację (czyli zarybianie) we wszystkich jeziorach, środowiskowe zagospodarowanie terenu i rozbudowę i modernizację oczyszczalni ścieków.

- To, co zaplanowaliśmy w ramach projektu zgodne jest metodologią zawartą w "Programie ochrony jezior kartuskich". Zaktualizowali go współautorzy projektu rekultywacji i dostosowali do obecnych warunków. Sprawdzono też pod kątem kosztów, czy konieczne będzie usuwanie osadów z dwóch jezior. Przeanalizowano aktualnie wyniki badań i okazało się, że wystarczy wydobyć je tylko z Jeziora Karczemnego, a w pozostałych przeprowadzić inaktywację fosforu i biomanipulację. Osad musi zostać wydobyty i zagospodarowany. Odciek z jeziora musi zostać przetransportowany do miejsca, gdzie zostanie oczyszczony. Plan jest taki, by odciek przetransportować kanalizacją do oczyszczalni, a osady będą musiały być przewożone samochodami ciężarowymi. Część osadu trafi na oczyszczalnię. Natomiast ten, w którym stwierdzone zostanie wysokie skażenie metalami ciężkimi, zostanie uznany za odpad niebezpieczny i musi trafić do utylizacji do Gdańska - informowała wiceburmistrz.

Realizację projektu zaplanowano do 2023 roku. Radni mieli sporo pytań o szczegóły przedsięwzięcia. Jacek Richert zapytał, czy aby na pewno jest dobrym pomysłem oczyszczanie osadu z Karczemnego.

- Z tego, co się orientuję z Jeziora Mielenko wody wpływają do Karczemnego,a potem do Klasztornego Małego i Dużego. Nie wiem, czy jest dobrym przykładem oczyszczanie tylko Karczemnego. Planuje się neutralizację fosforu w Jeziorze Karczemnym. Czy będzie to obejmować rekultywację aż do dna czy tylko ze strefy wodnej? Karczemne ma 40 hektarów i maksymalnie 3,5 metra głębokości. Ma sens oczyszczanie tylko tego jeziora? Czy wody z niego wypływające nie będą w dalszym ciągu zanieczyszczać? Klasztorne Małe jest zanieczyszczone w takim samym stopniu i tam zostawimy osady z metalami ciężkimi. Utylizacja metali ciężkich jest bardzo kosztowna. Jeśli okaże się, że osadów z metalami ciężkimi jest więcej niż projekt przewidywał, kto wówczas będzie płacił? - pytał radny.

- Polegamy na zdaniu profesorów z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Nie wymyśliliśmy, że będziemy wyciągać osad tylko z tego jeziora. Nie bez przyczyny je wybrano. To jezioro największe i najpłytsze, przez co najbardziej mieszające się. Toń wodna jest tam nieustannie zanieczyszczona przez osady. Na Klasztornym Małym, które jest znacznie głębsze, jest inaczej. Te osady dla samego jeziora nie są tak uciążliwe, jeśli chodzi o wtórne zanieczyszczenie toni. Naukowcy stwierdzili, że ekonomiczne uzasadnione jest poprzestanie na inaktywacji fosforu na Klasztornym Małym, bo refulacja byłaby bardzo trudna i dużo bardziej kosztowna. Poza tym największe wtórne skażenie jest generowane przez Karczemne. Przez to, że wszystko się w nim miesza, woda zanieczyszczona płynie dalej. Gdy wyeliminujemy osady i strącimy fosfor z Karczemnego, to Jezioro Klasztorne Małe już nie będzie zanieczyszczane przez wody z niego. To jezioro przy zastosowaniu metody inaktywacji i biomanipulacji, powinno sobie poradzić, a jakość wody powinna być dostateczna - wyjaśniła wiceburmistrz.

- Rozumiem, że robią ten projekt profesorowie i mają wiele racji. Ale ja jestem tu już dość długo i w tym czasie różni profesorowie przygotowywali różne metody oczyszczania, napowietrzania, unieszkodliwiania dna. Poszło już na to kilkanaście milionów złotych, obawiam się tylko, by te 50 następnych nie poszło na marne, bo jezioro jest chłonne i można tam dużo utopić - mówił z kolei radny Ryszard Duszyński.

- Naukowcy rzeczywiście są różni i każdy swoją metodę premiuje. My stosujemy i metody mechaniczne, i biologiczne i chemiczne. Z każdej metody wykorzystujemy najlepsze rozwiązanie, po to by efekt końcowy był jak najlepszy i trwały, byśmy osiągnęli założone cele i by nie doszło do wtórnego zanieczyszczenia - odpowiedziała wiceburmistrz.

Radni mieli też obawy co tego, czy zaplanowane środki wystarczą na wykonanie zadania i czy w trakcie jego realizacji nie okaże się, że koszty dla gminy będą większe.

- Na żaden przetarg nie jesteśmy przygotowani i nie wiemy, ile wyjdzie. Kosztorys mówi swoje, życie zweryfikuje. Możliwość otrzymania tego dofinansowania to szansa, która zdarza się raz w życiu. Nigdy więcej możemy do tego nie wrócić. Ten projekt został stworzony, by zrealizować takie zadanie i jeziora oczyścić, gminy nie będzie stać, byśmy to zrobili sami. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się stanie w trakcie prac - zaznaczył burmistrz Mieczysław Gołuński.

Tomasz Belgrau podkreślił, że ten etap może mieć wymiar historyczny. Zaproponował powstanie zespołu, który będzie monitorował ostatnie działania rekultywacji. Zasiąść w nim mieliby m.in. radni, kierownik wydziału ochrony środowiska i eksperci. Wiceprzewodniczący zaproponował też by powołać też do niej także byłą burmistrz Mirosławę Lehman.

- Zespół już jest powołany zarządzeniem burmistrza. Był on niezbędny do przystąpienia do starań o dofinansowanie. Państwo jako komisja gospodarcza czy rewizyjna będą mieli możliwość uczestnictwa w naszych pracach i będziecie otrzymywać informacje o postępach. Członkowie zespołu to osoby odpowiedzialne bezpośrednio za realizację projektu i takie zadania jak przetarg czy bieżące prace przy nim - mówiła Sylwia Biankowska.

- Mnożenie bytów nie usprawni nam wiadomości. Proponuję, by komisja gospodarcza raz na kwartał monitorowała ten program - powiedział Andrzej Pryczkowski.

- W każdym spotkaniu możecie brać udział. To zespół fachowców. Nie ma potrzeby powoływania kolejnych - dodał burmistrz.

Przypomnijmy, że o konieczności oczyszczenia kartuskim jezior mówi się już od czterdziestu lat. Gmina Kartuzy w 2011 roku przystąpiła do pierwszych prac w związku z opracowaniem skutecznego rozwiązania rekultywacji akwenów. W 2013 roku opracowano "Program Ochrony Jezior wraz z projektem rekultywacji". Jednak ze względu na ogromne koszty tego przedsięwzięcia niezbędne było uzyskanie dofinansowania. Przez kolejna lata jednak nie było możliwości zdobycia środków na ten cel, dyskutowano też nad najlepszą metodą oczyszczenia akwenów.

I etap rekultywacji trwa

W 2017 roku gmina Kartuzy otrzymała dofinansowanie na I etap rekultywacji jezior. Dzięki niemu ma zostać zamknięty i ograniczony do nich dopływ zanieczyszczeń zewnętrznych. Problem ten ma zostać rozwiązany dzięki budowie i przebudowie sieci kanalizacji deszczowej, modernizacji głównej przepompowni na nadmiar wód i zagospodarowanie Strugi Klasztornej. Łączny koszt tego przedsięwzięcia to ponad 13,3 mln zł zł (dofinansowanie wynosi 7,7 mln zł). Zadanie rozpoczęto w 2018 roku. Realizację projektu podzielono na trzy zadania. W ramach pierwszego m.in. powstaje nowa sieć kanalizacji deszczowej ulic Bursztynowej, Mściwoja II, Sędzickiego, Przy Rzeźni, Bielińskiego i 3 Maja. Trwa też budowa nowych zbiorników retencyjnych na wody opadowe - jeden w na parkingu przy skrzyżowaniu ulic Zamkowej i Sędzickiego, jeden przy ul. Klasztornej i dwa zbiorniki przy Jeziornej, przebudowany zostanie również wodociąg i zanieczyszczony kolektor. Zbiorniki mają powstać do września. W ramach kolejnych prac zmodernizowana zostanie główna przepompownia na nadmiar wód opadowych, a następnie zagospodarowana zostanie Struga Klasztorna. W ramach prac planuje się renowację rowu i wyregulowanie koryta. Prace nad pierwszym etapie mają zakończyć się w tym roku.


MD-Z
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ciekawy - niezalogowany 2019-02-01 17:51:03

    Ciekaw jestem kto ze swoich na tym zarobi bo oczyszczeń było tyle a syf w jeziorze jak był tak jest dalej

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mul - niezalogowany 2019-02-01 14:15:08

    Zawsze po wyborach oczyszczaja jeziora to trwa juz 50 lat To sa takie koszty ze Kartuz na to nie stac I bedzie dalej tak jak bylo

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości