Reklama

"To natchnienie. Otwieram drzwi i widzę swoich bohaterów". Rozmowa z pisarką Ewą Lenarczyk

Bohaterki jej książek nie mają łatwego życia - muszą odnaleźć się w wielu trudnych sytuacjach. Podobnie jak ich autorka, która żyje na pełnych obrotach, a inspirację do powieści czerpie z dnia codziennego. Popularna pisarka Ewa Lenarczyk opowiedziała nam o sobie, swoim życiu na Kaszubach i pasji pisania.

* Pierwszą Pani książką, która ukazała się na rynku wydawniczym, była "Zojda z Bieszczad" o osieroconej dziewczynie wychowanej przez zielarkę i rzuconej w wir emigracji do Brazylii. Jak właściwie zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?

- Trudno mówić o tym, jak to się wszystko zaczęło, ponieważ myślę, że potrzeba pisania tkwiła we mnie od zawsze. Być może pierwszym przełomem był pomysł mojej nauczycielki języka polskiego, jeszcze w szkole podstawowej. Jestem dysortografem, podobnie ja moja mama i spora część rodziny. Przed laty jednak nie było czegoś takiego jak dysortografia, uważano, że to niedouczenie. Nasza polonistka uznała, że powinniśmy dużo trenować, więc pisaliśmy wypracowania i pamiętniki.

Piętnaście lat temu po przeprowadzce do Wilanowa znalazłam swój stary zeszyt, w którym ręcznie pisałam powieść. Miałam wtedy 25 - 26 lat. Pomyślałam: "Czemu by nie spróbować napisać czegoś jeszcze?" Najpierw spod mojego pióra wyszła książka "Zojda z Bieszczad". W tym miesiącu wychodzi "Nasza Klasa i co dalej?". To zbiór autentycznych wydarzeń związanych z popularnym portalem Nasza Klasa.

Moja trzecia praca to powieść "W poszukiwaniu szczęśliwego domu" - jest już w przygotowaniu. Kolejną będzie "Biuro Matrymonialne", która również czeka na prace korektorskie. Zapisałam w niej historie opowiadane przez znajomych, a związane właśnie z różnymi perypetiami z biurami matrymonialnymi i szukaniem partnerów. Dziś piszę swoją ósmą książkę.

* Czy może nam Pani zdradzić fabułę?
- Mogę zdradzić jedynie kilka szczegółów. To powieść o pięćdziesięciolatce, która całe życie była szarą myszką, samotną matką, skromną i cichą pracownicą. Niespodziewanie otrzymuje spadek w RPA: kopalnię złota i rezydencję pełną dziel sztuki. A że z RPA w tych czasach nie można było nic wywozić, musiała pojechać tam i ułożyć sobie życie w Afryce.

* Podróże to częsty motyw w Pani książkach.
- Uwielbiam podróżować. Byłam w Egipcie, Turcji, Francji, Szwecji, Bułgarii a ostatnio w Stanach Zjednoczonych. Marzy mi się wyjazd do Indii. W moich książkach pod przykrywką romansu staram się zawrzeć jak najwięcej wiadomości o historii, kulturze, architekturze danego miejsca. To tworzy odpowiedni klimat.

* W jaki sposób powstają Pani powieści? Siada Pani przed zeszytem, bierze długopis i...
- Książki piszę bezpośrednio na komputerze, tak jest szybciej. Myślę, że pisanie to rodzaj natchnienia. Tak, jakbym otworzyła drzwi i widziała rozgrywająca się za nimi scenę. Staram się w to wczuć, by jak najlepiej oddać emocje. Moi bohaterowie żyją własnym życiem. Gdy piszę, całkowicie się wyłączam. Trzeba podejść i szturchnąć mnie za ramię, bym wróciła do rzeczywistości. Napisanie książki to dopiero pierwszy etap. Później następuje praca z korektorem, który wyłapuje wszystkie możliwe błędy. Przygotowanie książki do druku trwa kilka długich miesięcy.

* Co poradziłaby Pani początkującym pisarzom, którzy mają dość pisania do szuflady i wreszcie chcieliby zadebiutować?
- Początkującym twórcom poradziłabym, by przede wszystkim dużo pisali. Im więcej się pisze, tym bardziej wyrabia się pióro. Trzeba też dużo czytać. Poza tym dobrym pisarzem trudno będzie zostać komuś, kto prowadzi spokojny, nudny tryb życia. By pisać, nie wystarcza wyobraźnia, choć oczywiście jest potrzebna. Największą inspirację przynosi samo życie. Warto być otwartym na ludzi. Ja prowadzę bardzo aktywny tryb życia, mam mnóstwo fantastycznych wspomnień, lubię kontakt z ludźmi. Nie należy również załamywać się brakiem zainteresowania ze strony wydawnictw.

* Pani chyba nie narzekała na brak zainteresowania? Pani powieści czyta się lekko i przyjemnie, wprost trudno się od nich oderwać...
- Do tego, by wydać własną książkę namówiła mnie bliska koleżanka, Ania Baszanowska (autorka książki "Cień przyszłości" o Annie Walentynowicz - przyp. red.). Mama także mnie namawiała, ale zdanie mamy mogło być nieobiektywne. Kiedy wreszcie zdecydowałam się na ten krok, pisałam do różnych wydawnictw. Nie otrzymywałam odpowiedzi. Wreszcie trafiłam na wydawnictwo "Novaeres". Już po tygodniu przyszła odpowiedź: "Chcemy wydać Pani dzieło". Dzieło! Nie mogłam w to uwierzyć.

* Czy od tego czasu w Pani życiu sporo się zmieniło?
- Trudno powiedzieć, jak dużo zmieniło się od czasu, gdy zaczęłam pisać, ponieważ w moim życiu nieustannie się coś zmienia. Mniej więcej co dziewięć lat zmieniam pracę. Byłam higienistką szkolną, ankieterem w Urzędzie Statystycznym, prezesem Stowarzyszenia Kupców. Poza tym mam wiele zainteresowań. Zajmuję się ogrodem, w roku 2006 zdobyłam pierwsze miejsce w gminie, a drugie w powiecie w konkursie Piękna Wieś.

Lubię eksperymentować w kuchni. Robiłam już nalewki z pigwy czy płatków jaśminu oraz wino z marchwi, chabrów, akacji. Wiecznie do czegoś dążę, czegoś poszukuję. Niedługo czeka mnie jeszcze przeprowadzka z Wilanowa do nowego mieszkania. Na portalu Nasza Klasa w polu "miejscowość" wpisałam: "gdzieś w świecie, nieważne gdzie". Ponieważ miejsce zamieszkania nie jest ważne. Będzie mi żal opuszczać Kaszuby, ale wszędzie można znaleźć dom.

* Dziękuję za rozmowę. I życzę powodzenia - w życiu prywatnym i w karierze pisarskiej.

Daria Kaszubowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości