Po pierwszych trzech etapach tegorocznego Tour de Pologne, dwójka kartuskich kolarzy biorąca udział w tym wyścigu spisywała się bardzo przyzwoicie. Kolejne dwa górskie etapy wyraźnie przetasowały jednak układ sił w peletonie. Niestety zarówno Paweł Berans, jak i Kamil Gradek, nie najlepiej radzą sobie z trudami touru i w klasyfikacji generalnej spadli na ostatnie miejsca w stawce.
Największy kolarki wyścig w Polsce z wolna zbliża się do mety. W 68 już tourze uczestniczy dwójka zawodników GKS Kelly"s Cartusia Kartuzy. Ściganie u boku profesjonalistów, w jednym z wyścigów zaliczanych do UCI World Tour to dla nich nie tylko ogromny sportowy sukces, ale i test, pokazujący różnicą między kolarstwem amatorskim, a zawodowym.
Za nimi pięć etapów, w tym dwa górskie. Niewątpliwym plusem jest to, że zarówno Bernas, jak i Gradek wciąż jadą, podczas gdy już przeszło dziesięciu zawodników wycofało się z dalszej rywalizacji. Sam przejazd przez linię mety w Krakowie będzie więc można traktować jak sukces. Z drugiej strony, szczególnie góry pokazały, jak wiele pracy czeka jeszcze naszych zawodników, jeśli chcą myśleć o wynikach w profesjonalnym kolarstwie.
W środę żółtą koszulkę lidera stracił bezkonkurencyjny do tego czasu Marcel Kittel, a jego miejsce na czele stawki przejął triumfator tego etapu, Peter Sagan z Liquigas Cannondale. Blisko 7,5 minuty stracił też wicelider, Adrian Kurek. Nasi kolarze, na dotarcie do mety etapu potrzebowali jeszcze więcej czasu. Gradek był 157, a Bernas ostatni w gronie 170 kolarzy. Strata tego drugiego do Sagana sięgnęła dokładnie 27 minut i 56 sekund.
Czwartek przyniósł kolejne etapowe zwycięstwo Saganowi, który tym samym umocnił się na pozycji lidera. Kartuzianie natomiast powiększyli jeszcze stratę do czołówki. Berans dojechał jako 148, a Gradek 160. Pierwszy stracił równe 14 minut, zaś drugi 22 minuty i 42 sekundy.
W klasyfikacji generalnej przewodzi Peter Sagan. Nasi natomiast plasują się w ogonie stawki. Do zakończenia touru pozostały już tylko dwa etapy - jeszcze jeden górski, podobno najcięższy oraz na sam koniec 128-kilometrowy odcinek ulicami Krakowa.
Komentarze