Na starcie pierwszego organizowanego przy Złotej Górze triathlonu stanęło 70 sportowców. Część miała już za sobą starty w podobnych imprezach i lata treningu, inni dopiero stawiali pierwsze kroki. Pojawili się też kompletni nowicjusze, którzy mimo własnych słabości również dotarli do mety. Sportowcy na krótszym dystansie musieli przepłynąć 750 metrów, przejechać na rowerze 25 kilometrów, a na koniec przebiec pięć kilometrów. Dłuższy dystans to odpowiednio 1,5 km, 50 km oraz 10 km.
"Liczy się nie tylko wynik, ale też sam udział" mawiał Pierre de Coubertin, twórca igrzysk olimpijskich ery nowożytnej. Zgodnie z tą ideą w niedzielę na starcie przy Złotej Górze stanęło 70 sportowców, wśród których pojawili się zaprawieni w bojach triathloniści oraz tacy, którzy do walki z własnymi słabościami stanęli po raz pierwszy.
- Uprawiam ten sport dla czystej przyjemności już od siedmiu lat. Zaczynałem w Ostrzycach, a dzisiaj mam już za sobą trzydziesty - jubileuszowy - triathlon. Polecam wszystkim, bo to sport ogólnorozwojowy - zachęcał Michał Kubiak z Gdańska, na co dzień wykładowca akademicki.
Impreza po raz pierwszy organizowana w Złotej Górze ma zostać - zgodnie z zapowiedziami organizatorów - wpisana do kalendarza sportowego jako impreza cykliczna.
- Coraz więcej osób interesuje się tą dyscypliną sportu. Chcemy ją odczarować i pokazać, że to dobra zabawa, dlatego nie ma tutaj żadnej oficjalnej klasyfikacji. Stawiamy na dobrą atmosferę sprzyjającą temu, żeby nie poddawać się własnym słabościom i wyznaczać sobie kolejne cele zarówno w sporcie, jak i w życiu - mówiła Iwona Klafetka, Stowarzyszenie KF Sport Promotion.
Nie było wiadomo, czy impreza nie zostanie odwołana, kiedy na kilka godzin przed jej rozpoczęciem nad tą częścią Kaszub przetoczyły się burze. Determinacja uczestników była jednak tak duża, że nie przeszkadzałoby im nic poza walącymi piorunami. Na szczęście przez cały dzień zawodnikom sprzyjała piękna, słoneczna pogoda.
Stający w szranki sportowcy mieli do wyboru dwa dystansy: olimpic oraz sprint. Największe kryzysy dotykały triathlonistów podczas ostatniego etapu - publiczność z trwogą i podziwem przyglądała się podbiegom pod Złotą Górę. Padło nawet stwierdzenie, że po przepłynięciu 1,5 kilometra i przejechaniu 50 kilometrów, góra, od której zaczynał się bieg, to prawdziwy Mont Everest. Tyle - publiczność. A co mówili zawodnicy?
- Triathlon MTB jest chyba najtrudniejszy. Zmęczyłem się bardziej niż przy tak zwanej połówce czy Ironmanie. A co do górki? Polecam - szczególnie w trakcie przygotowań do biegów w terenie. Doskonale trenuje się tutaj ze skakanką - powiedział Michał Kubiak.
FP
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze