Reklama

Trwa wielkie pielgrzymowanie

24/01/2005 10:38
Jeszcze latem słyszałam, że nasi mieszkańcy dość masowo jeżdżą w celach religijnych do wcześniej u nas nieznanych miejscowości; jest to sanktuarium w Babich Dołach koło Gdyni oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach, a ostatnio pojawiły się również wyjazdy do kościoła w Skorzewie koło Kościerzyny. Przeważnie jedzie cały autobus, a czasami nawet dwa.


Nie są to bowiem wyjazdy jednorazowe; wiele ludzi wraca do tych miejsc, zachęca kolejne osoby z rodziny, sąsiadów, znajomych. Chcą na przykład uczestniczyć w cyklicznych nabożeństwach, wymagających kilkakrotnego udziału. Mimo chłodów wydaje się, że krąg chętnych do wyjazdu nie maleje. Z mojego bardzo pobieżnego rozeznania wynika, że w pielgrzymkach uczestniczą mieszkańcy Sierakowic i niektórych miejscowości przyległych.


20 listopada uczestniczyłam w pielgrzymce do sanktuarium oborskiego. O godzinie piątej rano w sobotę autobus miał komplet ludzi: w większości młodzi lub w średnim wieku, wiele małżeństw. Autobus ruszył w prawie pięciogodzinną drogę. Jak na pielgrzymkowe zgromadzenie przystało, czas podróży wypełniała modlitwa i śpiewy, prowadzone z dużą kulturą przez młodą kobietę. W Oborach mimo zimna kościół był wypełniony pielgrzymami z różnych stron kraju. Ojcowie karmelici zaczynają sobotnie nabożeństwa od spowiedzi, potem jest godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu z odmówieniem jednej tajemnicy Różańca, zakończona błogosławieństwem na sposób lourdescki, potem główna Msza Św. z dość długim kazaniem, po niej przerwa. O godzinie 15 zaczęło się nabożeństwo z Koronką do Miłosierdzia Bożego, zakończone błogosławieństwem, tym razem krzyżem. Kolejna Eucharystia, mniej uroczysta, kończyła nasz pobyt w Oborach. Wielokrotni uczestnicy tych nabożeństw żałowali, że nie było tym razem błogosławieństwa z nałożeniem rąk na każdego oddzielnie. Droga powrotna była, podobnie jak rano, wypełniona modlitwami i radosnym śpiewem. Wróciliśmy do Sierakowic przed 22gą. Wydaje mi się, że wszyscy byliśmy duchowo umocnieni.


Jeszcze do niedawna starczało ludziom wędrowanie do Sianowa, czasem do Wejherowa, co gorliwsi i przeważnie młodzi wybierali się w sierpniu do Częstochowy. Ostatnio coś się zmienia, to zupełnie nowa forma religijności, przynajmniej w naszym środowisku. Co mówią uczestnicy tych wyjazdów? Dlaczego ich to tak pociąga? Mówią, że czują się odnowieni, że lepiej układa się ich życie rodzinne, że zaczęli się wspólnie modlić w domach, że mają wiele spokoju wewnętrznego, który czyni ich odpornymi na konflikty w pracy. Mówią, że są to miejsca szczególne, że błogosławieństwa tam udzielane dają wiele łask, że moc Ducha Świętego jest tam wielka. Zaspokajają w ten sposób duchowy głód.
Czy ten żarliwy wybuch religijności dotychczas u nas nieznanej nie powinien wzbudzić refleksji nad jej przyczynami?

M. Dyczewska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości