Jeszcze latem słyszałam, że nasi mieszkańcy dość masowo jeżdżą w celach religijnych do wcześniej u nas nieznanych miejscowości; jest to sanktuarium w Babich Dołach koło Gdyni oraz Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach, a ostatnio pojawiły się również wyjazdy do kościoła w Skorzewie koło Kościerzyny. Przeważnie jedzie cały autobus, a czasami nawet dwa.
Nie są to bowiem wyjazdy jednorazowe; wiele ludzi wraca do tych miejsc, zachęca kolejne osoby z rodziny, sąsiadów, znajomych. Chcą na przykład uczestniczyć w cyklicznych nabożeństwach, wymagających kilkakrotnego udziału. Mimo chłodów wydaje się, że krąg chętnych do wyjazdu nie maleje. Z mojego bardzo pobieżnego rozeznania wynika, że w pielgrzymkach uczestniczą mieszkańcy Sierakowic i niektórych miejscowości przyległych.
20 listopada uczestniczyłam w pielgrzymce do sanktuarium oborskiego. O godzinie piątej rano w sobotę autobus miał komplet ludzi: w większości młodzi lub w średnim wieku, wiele małżeństw. Autobus ruszył w prawie pięciogodzinną drogę. Jak na pielgrzymkowe zgromadzenie przystało, czas podróży wypełniała modlitwa i śpiewy, prowadzone z dużą kulturą przez młodą kobietę. W Oborach mimo zimna kościół był wypełniony pielgrzymami z różnych stron kraju. Ojcowie karmelici zaczynają sobotnie nabożeństwa od spowiedzi, potem jest godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu z odmówieniem jednej tajemnicy Różańca, zakończona błogosławieństwem na sposób lourdescki, potem główna Msza Św. z dość długim kazaniem, po niej przerwa. O godzinie 15 zaczęło się nabożeństwo z Koronką do Miłosierdzia Bożego, zakończone błogosławieństwem, tym razem krzyżem. Kolejna Eucharystia, mniej uroczysta, kończyła nasz pobyt w Oborach. Wielokrotni uczestnicy tych nabożeństw żałowali, że nie było tym razem błogosławieństwa z nałożeniem rąk na każdego oddzielnie. Droga powrotna była, podobnie jak rano, wypełniona modlitwami i radosnym śpiewem. Wróciliśmy do Sierakowic przed 22gą. Wydaje mi się, że wszyscy byliśmy duchowo umocnieni.
Jeszcze do niedawna starczało ludziom wędrowanie do Sianowa, czasem do Wejherowa, co gorliwsi i przeważnie młodzi wybierali się w sierpniu do Częstochowy. Ostatnio coś się zmienia, to zupełnie nowa forma religijności, przynajmniej w naszym środowisku. Co mówią uczestnicy tych wyjazdów? Dlaczego ich to tak pociąga? Mówią, że czują się odnowieni, że lepiej układa się ich życie rodzinne, że zaczęli się wspólnie modlić w domach, że mają wiele spokoju wewnętrznego, który czyni ich odpornymi na konflikty w pracy. Mówią, że są to miejsca szczególne, że błogosławieństwa tam udzielane dają wiele łask, że moc Ducha Świętego jest tam wielka. Zaspokajają w ten sposób duchowy głód.
Czy ten żarliwy wybuch religijności dotychczas u nas nieznanej nie powinien wzbudzić refleksji nad jej przyczynami?
M. Dyczewska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze