W miniony weekend (23 - 24 stycznia br.) doszło do trzech pożarów w powiecie kartuskim. Palił się samochód, stodoła oraz stolarnia. Każdy z pożarów spowodował ogromne straty materialne. W interwencjach wzięło udział wielu strażaków.
Do pierwszego zdarzenia doszło w sobotę wieczorem 23 stycznia br. w miejscowości Mojusz (gm. Sierakowice). Palił się tam przód samochodu osobowego. Dyżurny KPPSP w Kartuzach otrzymał zgłoszenie kilkanaście minut po godzinie dwudziestej pierwszej. Zadysponowane zostały trzy zastępy straży pożarnej - z Kartuz, Mojusza oraz Miechucina. Ogień powstał w komorze silnika pojazdu, zaś prawdopodobna przyczyną zdarzenia było zwarcie instalacji elektrycznej.
Strażacy podali dwa prądy wody na palący się przód samochodu. Ogień ugaszono, jednak pojazd nie nadawał się już do dalszego użytku. Straty oszacowano na piętnaście tysięcy złotych.
Do kolejnego pożaru doszło w niedzielę 24 stycznia br. w Tuchlinku (gm. Sierakowice). Zgłoszenie KPPSP w Kartuzach otrzymała po godzinie trzynastej. Paliła się stodoła w jednym z tamtejszych gospodarstw. Interweniowało łącznie siedem zastępów straży pożarnej - po dwa z Kartuz i Sierakowic oraz po jednym z Tuchlina, Gowidlina i Kamienicy Szlacheckiej. Prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Właściciel zdążył wyciągnąć z obiektu maszynę do młócenia zboża.
Spłonął m. in. dach stodoły, drobny sprzęt rolniczy oraz cztery drewniane bramy budynku. W efekcie obiekt uległ całkowitemu zniszczeniu. W wyniku gaszenia pożaru zalaniu uległo zboże oraz słoma. Straty oszacowano na piętnaście tysięcy złotych, w czym dwanaście tysięcy to wartość samego budynku.
Tego samego dnia o podobnej porze doszło do następnego pożaru w Kartuzach w stolarni przy ulicy Sędzickiego. Łącznie interweniowało trzynaście zastępów straży pożarnej - z Kartuz oraz okolicznych jednostek OSP. Przyczyna - jak oznajmił Janusz Kobiela z KPPSP w Kartuzach - była jednoznaczna. W budynku stwierdzono nieszczelność przewodu kominowego. Płonął dach budynku, który wykonany był z łatwopalnych materiałów. Tworzyły one - jak stwierdził Janusz Kobiela - "palną bombkę", w związku z czym nie trudno było o powstanie ognia.
Na szczęście pożar udało się ugasić w miejscu jego powstania, czyli na poddaszu. Straty oszacowano na piętnaście tysięcy złotych. Budynek, jak też mienie znajdujące się w nim, zostało uratowane. W skutek pożaru powstało dużo dymu, który zauważalny był z daleka.
Andrzej Baranowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze