Reklama

"Ty jeszcze w trumnie będziesz haftowała"

Takim wyrazistym stwierdzeniem skomentowała kiedyś koleżanka Wandy Dzierzgowskiej, znanej żukowskiej hafciarki, jej wyjątkowe zamiłowanie do rękodzieła. Jej pierwszą nauczycielką była siostra Elżbieta. Korzystała też ze wskazówek i uwag słynnych sióstr Ptachówien. W ubiegłym roku otrzymała Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Wanda Dzierzgowska haftowaniem zajmuje się od dzieciństwa. Zaczęło się od podpatrywania mamy, która lubiła haftować i robić na drutach. Jednak jej główną nauczycielką była starsza o trzynaście lat siostra Elżbieta, która uczyła się u Jadwigi i Zofii Ptachówien. To one były dla niej autorytetem w tej materii.

Kiedy Wanda Dzierzgowska wspomina pierwsze lekcje pod okiem siostry, robi długą pauzę, by po chwili kontynuować dramatyczny epizod w życiu jej rodziny.

- Urodziłam się w Skrzeszewie - zaczyna wspominać pani Wanda. - Byłam najmłodsza z piątki rodzeństwa. Starszą siostrę Elżbietę w czasie wojny wywieziono z rodzinnej wsi Skrzeszewo na Sybir, gdzie spędziła ponad 3 lata. Pamiętam dzień jej powrotu, jakby to było dzisiaj. Będąc w sklepie, usłyszałam od jakieś kobiety, że moja siostra wróciła. Internetu wówczas nie było, ale wieść o tym wydarzeniu rozeszła się po wsi lotem błyskawicy.

- Pędziłam do domu co sił w nogach - kontynuuje moja rozmówczyni. - Zastałam ją w domu, ale w pierwszej chwili nie poznałam. Radość była tak ogromna, że trudno ją opisać słowami. Nasza babcia na wieść o jej powrocie przyszła ze Skrzeszewa, gdzie mieszkała, do Żukowa o trzeciej nad ranem. Piechotą. Wszyscy domownicy zerwali się ze snu. Zaznaliśmy wówczas kolejnej porcji niewyobrażalnej dzisiaj radości.

Jako jedenastoletnia uczennica żukowskiej podstawówki zebrała pierwsze pozytywne oceny za serwetkę, którą narysowały dla niej siostry Ptachówny. Już wtedy obie panie wróżyły jej hafciarską przyszłość. I nie pomyliły się. Smykałkę do haftowania zauważyła też nauczycielka prac ręcznych Leokadia Delke. Pochwały dodały jej skrzydeł. Życzliwość, dobre słowo, zachęta jest nie do przecenienia, uważa po latach pani Wanda. "Oddaje" to teraz swoim wnuczkom - Angelice i Dominice.

Przez 20 lat pracowała w kartuskiej Cepelii, gdzie zespół prowadziła Monika Hildebrand. Zaczęła brać udział w konkursach haftu, na których otrzymywała nagrody i wyróżnienia. Sprzedawała też swoje prace, które sama komponowała. To wszystko otwierało drogę do działalności rękodzielniczej. Zapraszano ją na Cepeliadę do Gdyni, a do Gdańska na Jarmarki Dominikańskie.

Uczestniczyła w wystawach rękodzieła w Niemczech. Prowadziła tam również warsztaty. Siedemnaście razy uczestniczyła w Plenerze Twórców Ludowych w Kaszubskich Uniwersytecie Ludowym w Wieżycy i Starbieninie. W 2007 roku otrzymała honorowy tytuł Plenerowego Stolema. Marzy, aby być tam za dwa lata na 30-leciu.

- Chory kręgosłup nie pozwolił mi na kontynuowanie pracy - mówi pani Wanda. - Przeszłam więc na rentę, która jest mizerna. - Gdybym nie miała męża, to nie wiem jak bym wyżyła. Teraz już tylko robię dla rodziny lub na prezenty. Uczestniczę też co roku w konkursach, które odbywają się w Lini.

Z okazji 15. jubileuszowego konkursu otrzymała podziękowania za podtrzymywanie tradycji hafciarskich na Kaszubach.

Roman Dzierzgowski, mąż pani Wandy przez wszystkie lata dzielnie sekundował jej w tworzeniu hafciarskich prac. Mógł pomagać w robieniu mereżek i tego wszystkiego, co wymaga szycia na maszynie, ponieważ jego pierwszym zawodem było krawiectwo.

- Czasami mruczę, bo wszędzie są porozkładane prace żony - przyznaje pan Roman. - Mówię, żeby to wszystko rzuciła, ale po chwili mi to przechodzi.

Małżonkowie świetnie się rozumieją i uzupełniają. Za trzy lata będą obchodzić złote gody.

- Co jest najtrudniejsze w hafciarstwie? - zastanawia się przez chwilę pani Wanda. - Wymaga ono wielkiej cierpliwości i skupienia. - Kocham tę pracę. Jest ona moim zawodem, hobby i pasją zarazem. Nie ma takiego dnia, żebym nie wzięła igły do ręki. Ktoś mi kiedyś powiedział: - Ty będziesz jeszcze w trumnie wyszywać - śmieje się głośno moja rozmówczyni, gdyż to stwierdzenie bawi ją do dzisiaj.

Wanda Dzierzgowska ma mnóstwo odznaczeń i nagród, m. in. Złoty Krzyż Zasługi, który otrzymała sześć lat temu oraz trzy lata później Odznakę Honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej. Na swoim koncie ma także najwyższe odznaczenie dla twórców ludowych - medal Gulgowskich za zasługi w upowszechnianiu kultury i sztuki ludowej Kaszub.

- Wszystkie moje medale odbierałam ze wzruszeniem - wyznała pani Wanda - ale zwieńczeniem całej mojej działalności jest na pewno Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, który odebrałam osobiście w Belwederze z rąk prezydenta Lecha Kaczyńskiego 11 listopada 2009 roku.

Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Leonptak - niezalogowany 2010-11-21 12:24:03

    @grenadier: To ma być śmieszne,dowcipne,ironiczne? Artykuł jest o hafcie kaszubskim,wspomnieniach,tragizmie życia,a ty piszesz o swoich popijackich wrażeniach. Twój wpis jest prostacki,plugawy,czyli... chamski.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    grenadier - niezalogowany 2010-11-20 18:53:52

    które słowa wg Ciebie są chamskie? haftować czy wódka? bo normalnie nie rozumiem :rolleyes:

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ronow - niezalogowany 2010-11-20 17:23:25

    @grenadier: Czy chamskie wpisy są tolerowane przez portal i na nie pozwala regulamin?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości