20 sierpnia, przy wyjątkowo wietrznej pogodzie, odbył się trzeci już zjazd rodziny Marty i Józefa Myszków, rodem z Lisich Jam (gmina Sierakowice).
Część religijna uroczystości odbyła się w kościele na Wygodzie. I nawet tu, wewnątrz świątyni, powiewy wiatru dawały o sobie znać, oferując kilku pokoleniom rodziny "wyjątkowe efekty specjalne" - jak nazwał to koncelebrujący mszę świętą wraz z miejscowym wikarym, ks. Zenon Myszk, wnuk Marty i Józefa. Podczas uroczystości sakralnej bardzo często gasło światło, a co za tym idzie, przestawały działać mikrofony i organy.
- Może ten wiatr ma właśnie jakąś szczególną wymowę dla nas - mówił ks. Zenon. - Przecież nie od dziś wiadomo, że w historii Kościoła wiatr kojarzy się zawsze z wielkim przełomem, a mianowicie z Zesłaniem Ducha Świętego, które poruszyło Apostołów tak skutecznie, że przestali się obawiać wszystkiego i mogli z odwagą i mocą w sercu głosić Ewangelię. Może dziś ten wiatr zwiastuje jakiś przełom w naszej rodzinie?
Ksiądz Zenon Myszk, syn Adeli i Czesława Myszków, jest w tej chwili proboszczem parafii w Łebie i jednocześnie dziekanem tamtejszego dekanatu.
Po uroczystej mszy świętej członkowie rodu Myszków odwiedzili groby swoich zmarłych krewnych. To już też tradycja w tym klanie, że o tych, co odeszli, się nie zapomina. Tego dnia, wszyscy tworzą jedną wielką rodzinę.
W rodzinnym siedlisku w Lisich Jamach zawiadywanym dziś przez Danutę i Jana Kotłowskich, a zwanym Betlejem, odbyła się druga część uroczystości. Tu nadszedł czas na wspomnienia, jak również dzielenie się planami i marzeniami na kolejne lata. Wspólnie spędzany czas umilała kapela z Mściszewic.
Podczas tego trzeciego już zjazdu, klan Myszków miał okazję nie tylko zwiedzić wciąż zmieniającą się, piękną rodzinną posiadłość, ale też zapoznać się z profesjonalnie wykonanym drzewem genealogicznym rodu.
Pierwszy zjazd rodziny Myszków odbył się 30 czerwca 2001 roku. Wtedy spotkały się 133 osoby. Pomysł na podtrzymywanie więzi rodzinnych został wspólnie zaakceptowany i w myśl tej idei 19 sierpnia 2006 roku potomkowie Marty i Józefa zjechali się ponownie.
- Dziś, podczas trzeciego już zjazdu naszej rodziny, spotkały się 134 osoby, pięć pokoleń naszej rodziny - mówi Anna Skierczyńska, najmłodsza córka Marty i Józefa. - Poza moim rodzeństwem: Czesławem, Jadwigą i Teresą, nasi rodzice mogliby dziś przytulić do serca 28 wnuków, 64 prawnuków, 22 praprawnuków i 45 powinowatych.
Podczas zjazdu najstarszy, żyjący członek rodu, syn Marty i Józefa - Czesław, miał 82 lata, a najmłodsza praprawnuczka Karolinka - 2 miesiące i 10 dni. Większość rodu mieszka w powiecie kartuskim i lęborskim, a część w Warszawie i jej okolicy.
- Nasi rodzice wspólne życie spędzili w Lisich Jamach - kontynuuje pani Anna. - Od swego ojca Michała nasz tato otrzymał 30 morgów, porośniętej drzewami ziemi. Po wykarczowaniu postawił szkieletowo - szachulcową checz, składającą się z trzech izb i kuchni. Chata była skromna, bez energii elektrycznej, bieżącej wody, kaloryferów, ale czysta i przytulna. Ojciec, oprócz prac polowych, zajmował się kołodziejstwem, a mama prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci oraz sprzedażą produktów rolnych. Nasz dom był domem otwartym, do którego na pogawędki i wspólne modlitwy różańcowe, chętnie przychodzili sąsiedzi. W domu zawsze było dużo gości, zjeżdżała się rodzina, na posiłki przychodzili nauczyciele z miejscowej szkoły. Tę tradycję gościnności kontynuują dziś Danuta i Jan Kotłowscy, radośnie witając krewniaków i znajomych, darząc, czym chata bogata.
Społeczny przekrój rodziny Myszków jest dziś odbiciem ogólnego rozwoju i postępu w Polsce. Członkowie rodu wykonują różne profesje. W rodzinie jest ksiądz, dwóch zawodowych żołnierzy, policjant. Najliczniejszą grupę stanowią nauczyciele. Aż jedenaście osób z wykształceniem magister pedagogiki może samodzielnie prowadzić szkołę. Trochę mniejsze grono, bo osiem osób, posiada dyplom magistra inżyniera z zakresu budownictwa lądowego, inżynierii materiałowej, geodezji, informatyki i zarządzania. Inżynierów wspiera 12 magistrów od prawa karnego, ekonomii, bankowości, rachunkowości, turystyki, filozofii, lingwistyki stosowanej i filologii polskiej.
- Każde kolejne pokolenie wzbogaca historię naszego rodu i wnosi doń nowe wartości - powiedziała na zakończenie swej opowieści pani Anna. - Te spotkania pozwalają nam poznać głębiej dzieje rodziny, siebie nawzajem i umocnić łączące nas więzi.
W rodzinnym siedlisku zabawa trwała do późnych godzin nocnych.
Lucyna Puzdrowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze