Po kaszubsku na Święta Wielkanocne mówimy Jastrë. Tradycja podpowiada jak dobrze się przygotować do obchodów tego największego święta chrześcijańskiego. O tym jak było dawniej, a jak jest dziś opowie nam Wanda Lew-Kiedrowska – nauczycielka języka kaszubskiego oraz członkini Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Stężycy.
Wiôldżi Pòst
Zanim nadejdą Jastrë, panuje Wielki Post. Czyli mało jemy, dużo pościmy, i pamiętamy o spowiedzi… (do niedawna obowiązywały karteczki, dzięki którym ksiądz miał rozeznanie, czy wierni chodzą do spowiedzi).
- Myślę, że jest różnica pomiędzy Postem, który pamiętam z mojego dzieciństwa a tym, który jest dzisiaj. Szczególnie jako dzieci przeżywaliśmy to, że zniknęło mięso, nie było wędliny na kanapkach do szkoły, w domu nie mogło grać radio. Do kościoła się chodziło na Drogi Krzyżowe czy na Gorzkie Żale. I to się czuło, że właśnie jest Post. Nie tylko w domu czy w kościele, ale właściwie wszędzie – opowiada Wanda Lew-KiedrowskaReklama
Kwietnô Niedzela / Palmòwô Niedzela
Tradycyjne kaszubskie palmy to skromne wierzbowe gałązki przewiązane wstążeczką. Po poświęceniu przez księdza nabierają magicznych właściwości.
- Nasze palmy dawniej to były gałązki z bazimi kotkami, czasem przewiązane jakąś kolorową wstążką i to było wszystko. Do dziś te palmy święcone zatyka się za obraz - żeby chroniły od ognia i grzmotu. A w Wielki Piątek, gdy trwa wielkie sprzątanie, pali się w ogniu zeszłoroczne palmy. Skoro były poświęcone, to muszą zostać przez ogień strawione. A nie gdzieś tam wyrzucone…Reklama
Dobrze jest też aby każdy z domowników jedną baźkę z palmy połknął – aby gardło nie bolało.

Po Niedzieli Palmowej rozpoczyna się Wielki Tydzień. Kolejno po sobie następują Wiôldżi Pòniedzôłk, Wiôldżi Wtórk, Wiôlgô Strzoda… a po nich:
Wiôldżi Czwiôrtk
Czwartek był najlepszym czasem na przesadzanie kwiatów i młodych drzewek oraz sianie zbóż – co miało związek z fazą księżyca. To był czas dokładnych porządków w domu i obejściu, a także czas na barwienie jaj na jastrowi stół (oraz jako podarunek za wëdëgòwanié i dla gości). Kaszubskie pisanki są jednobarwne, tradycyjnie barwione naturalnymi barwnikami, głównie łupinkami cebuli.

- Kiedy gotujesz jaja w łupinach, wyciągnij jedno wcześniej, a ono będzie miało barwę złotą. Następne wyjmiesz później, a ono będzie ciemniejsze. A jeśli zostawisz choćby jedno jajo w tych łupinkach na noc, wtedy ono jest niemal czarne. Białe jaja lepiej się barwią niż te brązowe.


Ciekawostką jest, że takie pisanki możemy zachować na długie lata.
- To jest taka tajemnica… Kiedy te gotowane jaja długo leżą w miejscu gdzie mają dostęp powietrza, a skorupa nie pęknie – wtedy po latach to jajko w środku zupełnie uschnie i ono grzechocze tak jakby ktoś tam wsadził kulę.Reklama
Od Wielkiego Czwartku aż do Wielkiej Soboty w kościołach dzwonki zastępują drewniane klekotki – ich dźwięk oznajmia żałobę, przypominać ma gwoździe wbijane w ręce i stopy Chrystusa oraz odstraszać złe moce.
Wiôldżi Piątk – Płaczëbòga
Chyba możemy się cieszyć, że nikt już nie pamięta o dawnym zwyczaju nazywanym Bòżé ranë. Polegał on na tym, że matka z samego rana brała z ogrodu gałązkę agrestu lub jałowca, a następnie lała nią wszystkich domowników po stopach – do krwi. Aby dzieciaki mogły poczuć to samo, co ukrzyżowany Jezus Chrystus.
Dawniej w Wielki Piątek obowiązkowo trzeba było cały dom dokładnie wymieść, i to jeszcze przed wschodem słońca – a śmieci wynieść do sąsiada za miedzę lub za płot. Działanie to miało uwolnić dom od wszelkiego robactwa.
W Wielki Piątek obowiązywał też ścisły post.
- W Wielki Piątek nic się nie jadło. To było bardziej takie udawanie, że się coś jadło. Sztëczk sëchégò chleba (kawałeczek suchego chleba), bùlwë z kwasnym mlékiem (ziemniaki z kwaśnym mlekiem), rozmajité nadżé klósczi z mlékiem (i przeróżne nagie kluski z mlekiem)...Reklama

Wiôlgô Sobòta
W naszym powiecie dawniej tego dnia odbywało się obrzędowe chowanie żuru. Grupa chłopców obchodziła wszystkie domy we wsi z garnkiem żuru. Ich pochodowi towarzyszyły piosenki i układanki o końcu panowania żuru. Na koniec garnek z żurem rozbijano na plecach jednego z uczestników lub zakopywano w ziemi.
Tego dnia odliczało się już ostatnie godziny do Zmartwychwstania.
- W sobotę człowiek czekał na to aby pójść do kościoła na Rezurekcję. Cały dzień coś się w domu szykowało, piekło się kùchy (ciasta). Te kùchy chowało się, bo nie można było ich jeszcze zjeść. Trwał post. Dopiero po powrocie z Rezurekcji można było się najeść.Reklama
Dzisiaj wciąż podczas Rezurekcji ministranci trzy razy obchodzą kościół z klekotkami. Rozpala się też i święci nowy ogień używając na podpałkę drewno cierni i tarniny. Dawniej żarzące się węgliki zabierano do domostw aby z ich pomocą rozniecić nowe ognisko domowe.
A święconka?
- Te koszyki ze święconką nie przypominam sobie aby dawniej były. To się później zaczęło i na początku niewiele osób przychodziło z koszyczkiem do kościoła. A dziś ksiądz święci koszyczki kilka razy dziennie.
Jastrë
Nadeszła świąteczna niedziela, czyli Jastrë. Czas od Rezurekcji do wschodu słońca jest szczególnie magiczny. Ponoć woda w strumieniach nabiera wtedy mocy uzdrawiającej, dlatego przed wschodem słońca udawano się w milczeniu ku rzekom i strumykom aby obmyć oczy, twarz, stopy i ręce – co miało zapobiegać chorobom skóry i oczu.
- My mieliśmy na polu taki zdrój – tam wypływała woda. Rano do tego zdroju chodziliśmy z mężem, przynosiliśmy też wodę do domu bo teściowa nie chodziła. Szło się w milczeniu. Inaczej to by nie zadziałało, ta twarz po umyciu nie byłaby taka piękna, taka czysta.Reklama
Później cała rodzina zasiadała do wielkanocnego śniadania. Gospodarz dzielił się z rodziną jajkiem, a na stołach pojawiały się jajecznica, kiełbasa, jajka i drożdżowe ciasto.

Pòniedzôłk Jastrowi – Degùsë
W poniedziałek na Kaszubach wciąż jeszcze odbywa się dëgòwanié, choć i ten zwyczaj z czasem uległ przemianom. Dawniej to wyglądało tak: z samego rana chłopcy pojawiali się w domach panien z gałązkami jałowca lub brzozy aby panienki po nogach smagać. Panny piszczały, a chłopcy wypowiadali formułkę: “Dëgù, dëgù, pò dwa jaja, a chto nie dô, tegò prajã!”. W zamian za wëdëgòwanié otrzymywali jajka, kawałek kùcha czy kiełbasy. Mimo bólu podobno lepiej było już zostać wydygowaną, niż zapomnianą – oznaczałoby to, że dziewczyna się nikomu nie spodobała. Podobno dobre wydygowanie sprawiało też, że pchły nie gryzły cały rok.

Dziś z dëgówkama raczej chętniej chodzą dzieci, a w zamian za wychłostanie jałowcem otrzymują słodkości i drobne pieniądze.
A lanie wody? Nie, to nie jest zwyczaj kaszubski. Zapytajcie najstarszych.
To nie koniec niespodzianek. W poniedziałek przychodzi zając i przynosi dzieciom prezenty. Jednak najpierw dzieci powinny w ogrodzie uwić dla niego specjalne gniazda z sianka. Czy u Was ten zwyczaj wciąż żyje?
Wszëtczégò nôlepszégò na Jastrë, bògatégò zajca ë fest dëgùsa!

Źródła:
Malicki L., Rok obrzędowy na Kaszubach, Gdańsk 1986
https://www.youtube.com/watch?v=GR4ygcOhK58
https://www.youtube.com/watch?v=ZrERWFYrvWc
https://www.youtube.com/watch?v=ZEfNW1ISEcs
https://www.youtube.com/watch?v=6U2oI9Qwzc8
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze