Elżbieta i Zygmunt Klasowie od ponad czterdziestu lat mieszkają w Borkowie. W swoim rodzinnym gnieździe wychowali dwóch synów i dwie córki. Potem przyszedł czas na opiekę nad najmłodszymi latoroślami. Mogą poszczycić się dwiema wnuczkami i siedmioma wnukami. Chociaż mają oni już własne domy, nie ma dnia, aby nie zawitały do swoich dziadków.
Pani Elżbieta całe swoje dorosłe życie zajmowała się domem i dziećmi - Gabrielą, Zytą, Wiesławem i Janem. Pierwszym zawodem jej męża Zygmunta było krawiectwo, bo tak życzył sobie jego ojciec. Kiedy się usamodzielnił, ciągnęło go do ślusarstwa i do emerytury był zatrudniony jako spawacz.
- W domu zawsze było gwarno i wesoło - wspomina pani Elżbieta. - Gdy nasze dzieci założyły własne rodziny, brakowało mi zajęć, do których bardzo się przyzwyczaiłam. Do domu po prostu wkradła się nuda. Tęskniłam za dziecięcym krzykiem i śmiechem. Dlatego też wiadomość, że na świat przyjdzie nasz pierwszy wnuk Konrad (syn Zyty Formeli) nie posiadaliśmy się z radości. Od tego wydarzenia minęło ponad czternaście lat, ale pamiętam jakby to było dzisiaj. Potem posypały się kolejne wnuki.
Syn Wiesław jest ojcem Kamila i Kacpra, a Jan - Julii i Bartosza. Córka Zyta Formela ma trzech synów - wspominanego już Konrada oraz Jakuba i Huberta. Córka Gabriela Płotka jest mamą Roksany i Igora. Tylko ostatnia z wymienionych rodzin mieszka w Glinczu, pozostałe wnuki są bliskimi sąsiadami dziadków.
Dzięki temu, że pieczę nad wnukami sprawowała babcia, córki i synowe mogły podjąć pracę.
- Wnukami zajmujemy się dla czystej przyjemności - stwierdzili zgodnie państwo Klasowie. - Dzięki nim nie ma dnia, by nie działo się coś ciekawego.
Do babci i dziadka można przyjść z każdym problemem. Wysłuchają i doradzą. Najbardziej cenią ich dyskrecję, przecież nie zawsze rodzice muszą wiedzieć wszystko.
- Nastolatki też mają swoje drobne tajemnice - zwierzyła się 13-letnia Roksana. - Jednak to co powiem babci, zawsze zatrzyma dla siebie - Z babcią czuję się bezpiecznie, bo ona zawsze znajdzie jakieś wyjście z kłopotów - dorzucił 11-letni Jakub. - Gdy coś przeskrobię, to telefonicznie "załatwi" z mamą… zmniejszenie kary.
Ostoją spokoju i tolerancji jest dziadek Zygmunt. Jest traktowany przez wnuków jako ich rzecznik i obrońca. Jego małżonka twierdzi, że podobnie traktował własne dzieci. Taki ma po prostu charakter.
Pan Zygmunt nazywany jest złotą rączką. Wziąwszy pod uwagę fakt, że ponad czterdzieści lat temu sam sposobem gospodarczym wybudował dom, to pomoc wnukom przy naprawie na przykład roweru, to dla niego bułka z masłem.
- Dziadek to nasze pogotowie krawieckie - dodał 12-letni Kacper. - Zreperowanie podartych spodni czy naprawa innej uszkodzonej odzieży to jego specjalność.
Sześcioletni Igor szczególnie lubi grać z dziadkiem w warcaby. Najbardziej cieszy się z tego, że zawsze wygrywa.
Pan Zygmunt ma również zdolności muzyczne. Gra na akordeonie i harmonijce.
Wszystkie wnuki zapewniają, że o ich podniebienie nikt tak dobrze nie zadba jak babcia. W domu wybrzydzają, ale u niej jedzenie pałaszują z wielkim smakiem. - Zwłaszcza babcine ciasta są - palce lizać - stwierdził Konrad, "senior" wśród wnuków.
Wszystkie dzieci lubią rysować, ale najbardziej uzdolniony jest Jakub. Dziadkowie mają już niezłą kolekcję jego przeróżnych rysunków.
W Dniu Babci i Dziadka Elżbieta i Zygmunt Klasowie zawsze otrzymują piękne laurki. Tak będzie, jak zapewniły wnuki, i w tym roku.
Pod koniec naszej rozmowy najmłodszy wnuk Hubert stwierdził krótko i od serca: - Babcia i dziadek są kochani.
Longina Templin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze