Reklama

"Woda zabrała nam wszystko". Powodzianie spod Sandomierza w Żukowie

25/06/2010 09:11
Ponad trzydziestoosobowa grupa powodzian z miejscowości Gorzyce przez kilkanaście dni gościła w Żukowie na zaproszenie miejscowej firmy Swed-Polexi. Zorganizowano dla nich wypoczynek i liczne atrakcje. Dzieci i młodzież zwiedzała m. in. Kaszuby, Trójmiasto i Hel.

Piotr Piechowicz, właściciel żukowskiej firmy, zaprosił do siebie trzydzieścioro dzieci w wieku od 9 do 17 lat wraz z trzema opiekunkami z terenów dotkniętych powodzią. Pobyt zaplanowano od 17 do 27 czerwca br. Zapewniono im lokum, wyżywienie i mnóstwo interesujących wycieczek. Gościom spod Sandomierza swoje serce okazało wielu żukowskich przedsiębiorców i handlowców, ofiarowując im wyżywienie, napoje i smakołyki.

Dzięki staraniom sołtys Małgorzaty Rabek, dzieci, młodzież i ich opiekunowie zwiedzili Galerię Pępowo, gdzie obejrzały unikatowe samochody - stare volkswageny, z których najstarszy egzemplarz liczy ponad 60 lat. Była to dla nich nie lada atrakcja. Zenon Suchecki, właściciel muzeum, ugościł ich poczęstunkiem. Tam też była okazja porozmawiać o tym wszystkim, co powodzianie przeżyli podczas tragicznych dla nich majowych dni.

Gorzyce, które leżą sześć kilometrów od Sandomierza, powódź podzieliła na dwie części. Pół wsi udało się uratować, drugą połowę zalało. Niektóre domy nawet do czterech metrów. Były i takie budynki, gdzie widać było tylko komin.

Pierwszą powódź mieszkańcy Gorzyc mieli w 1997 roku, ale zdecydowanie mniejszą. Kolejną przeżyli w 2001 roku, a teraz kolejną….

- Do nas powódź przyszła 19 maja w ciągu dnia z drugiej strony wału i przelała się do koryta naszej rzeki Łęg, nad która leżą Gorzyce - powiedziała Urszula Kudelska, jedna z opiekunek. - Woda przyszła szybko. Trzeba było uciekać. Ludzie w pospiechu brali co mogli i to w ostatniej chwili, bo nikt do końca nie wierzył, że to się znowuż stanie. Moja mama była w takim szoku, że w ostatniej chwili zdążyła złapać bieżnik z ławy, lekarstwa i… zabawkę dla psa. Wygniły pola, a w piwnicach do dzisiaj stoi woda do wysokości 70 centymetrów.

Pani Urszula nie może zatrzymać łez. Przerywa na chwilę swoją opowieść. Wspomnienia są zbyt świeże i bolesne.

- Nasza część wsi miała czas przygotować się do ewakuacji, gdyż byliśmy ostrzeżeni i woda szła do nas powoli - dodała Maria Walorenc, druga opiekunka grupy. - Jednak uprawy zalało nam wszystkie. Nie mamy nic. Nie ma z czego żyć.

- Dla mnie przerażającym widokiem był człowiek i jego koń - kontynuuje pani Urszula. - Woda sięgała im do pasa. Mężczyzna trzymał go za sznurek. Szedł ze spuszczona głową, a za nim, człapiąc w krok w krok, jego zwierzę. Dla mnie był to symboliczny obraz całego tego nieszczęścia.

Ewakuacja odbywała się dwukrotnie. Ludzi i zwierzęta przewożono na drugą stronę wału, do tej mniej dotkniętej powodzią części Gorzyc. Ale i tych mieszkańców po drugiej fali wywieziono do Stalowej Woli. Mieli jednak szczęście, gdyż po powodzi sprzed dziewięciu lat wały solidnie odbudowano i dzięki temu tę część wsi nie zalało. Uratowano też największy miejscowy zakład pracy, który daje zatrudnienie około czterem tysiącom osób.

- Na wysokości mojego domu był przeciek na wale - wspomina moja rozmówczyni. - Mój sąsiad lekarz brał udział w nocnej akcji. Układał worki. Po powrocie do domu wziął kąpiel, ale z łazienki już żywy nie wyszedł. Młody człowiek. Zmarł, mając tylko 49 lat.

Ogrom strat dopiero teraz, gdy woda opadła, widać w całej okazałości. Rozpadające się domy, pęknięte ściany, albo zupełny ich brak. W sąsiadującej z Gorzycami wsi wywieziono dwa tiry padniętych zwierząt - konie, krowy, psy, kury, a nawet szczury i myszy.

Najtragiczniejsze jest to, że wiele z tych dzieci, które przyjechały do Żukowa, nie ma do czego wrócić. Fala powodzi zabrała ze sobą cały dobytek ich rodzin. Po wieczornych rozmowach telefonicznych z domem, w nocy popłakują w poduszkę.

Wśród nich jest kilkunastu małych bohaterów, którzy brali udział w akcji powodziowej. Jedną z nich jest 11-letnia Anita Chara. Dziewczynka pomagała przez kilka dni i nocy. Potrafiła jednorazowo wytrzymać trzynaście godzin z małą przerwą na odpoczynek.

- Ja tylko na wałach wiązałam worki z piaskiem - stwierdziła skromnie Anita. - To przecież nic wielkiego.

Z tego co zwiedziła największe wrażenie zrobił na niej dom do góry nogami w Szymbarku. Podobała się jej wizyta w Chmielnie, gdzie uczyła się kaszubskich nut, gry na burczybasie i diabelskich skrzypcach. Niezapominana będzie tez dla niej podróż statkiem.

- Chcieliśmy naszym gościom pokazać to, co jest najpiękniejsze na Kaszubach - stwierdził Jerzy Pontus, który opiekował się grupą z ramienia Swed-Polexi. - Był więc CEPR w Szymbarku, ogród botaniczny w Gołubiu i Szuwarek w Chmielnie.

Ponadto dzieci zwiedziły Bazylikę Mariacką, a wiceadmirał Maciej Węglowski zaprosił powodzian do zwiedzenia Marynarki Wojennej na Oksywiu. Pojechali też na Hel, by zobaczyć fokarium, a w Gdyni oceanarium. Na zakończenie pobytu pojadą do Malborka.

- Chcieliśmy bardzo serdecznie podziękować za wszystko co dla nas zrobiono - powiedziała Urszula Kudelska. - Jesteśmy mile zaskoczeni przyjęciem jakie nam zgotowano. Wdzięczni jesteśmy za gościnność i życzliwość, która płynie do nas ze wszystkich stron. - W waszym ciekawym regionie jesteśmy pierwszy raz.

Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości