Przeżyła wojnę, prace przymusowe, widziała śmierć swojej siostry i egzekucje. Helena Bela z Kartuz w marcu tego roku obchodziła swoje 100 urodziny. Kiedy wybuchła II Wojna Światowa miała 14 lat. W rozmowie z Arturem Sochą dzieli się swoimi przeżyciami z okresu II Wojny Światowej.
Helena Bela z Kartuz w marcu tego roku obchodziła swoje 100 urodziny. Kiedy wybuchła II Wojna Światowa miała 14 lat. W czasie okupacji musiała zgłosić się do prac przymusowych i z dworca w Kartuzach wraz z innymi mieszkańcami miasta wyjechała do pracy do Gdańska. Tam była bita po twarzy przez żonę Niemca, u którego pracowała. Uciekla do Kartuz, a następnie pracowała w domu towarowym Johannesa Schmidta.
Siostra Pani Heleny Wiktoria, do której wszyscy mówili "Durka", pracowała w Gdańsku Oruni, jednak nikt nie znał dokładnego adresu. Kiedy miała 20 lat, wycieńczona i chora na gruźlicę przyjechała z prac przymusowych z Gdańska i zmarła 27 grudnia 1943 roku, zaledwie 10 dni przed swoimi urodzinami. Ojciec pracował w tym czasie jako kolejarz w Niemczech i mógł wrócić do domu dopiero, kiedy otrzymał wiadomość o śmierci Durki.
- Kiedy zmarła moja siostra Wiktoria, ojciec przyjechał z prac przymusowych z Niemiec do domu i płakał - wspomina.
Helena Bela wspomina również egzekucje na kartuskim Rynku, dokonaną w marcu 1945 roku przez esesmanów, oraz drugą w okolicy ul. Kościerskiej gdzie wówczas mieszkała. Doskonale pamięta zakrwawione trzy pale w okolicy kościoła na kartuskim Rynku, do których zostali przywiązani Helena i Antoni Kiedrowscy oraz Agnieszka Borzestowska. Ciała pozostawiono na wiele dni opatrzone napisem "Myśmy okradli uciekinierów". Pani Helena Bela dodaje, że mówiono wówczas w Kartuzach, że w jednej z rozstrzelanych kobiet kochał się esesman, który w związku z brakiem odwzajemnionych uczuć miał zeznać, że ukradli mu pierzynę, a za rzekomą kradzież otrzymali najsurowszy wyrok. Egzekucję miał nadzorować ówczesny Starosta Kartuz Herbert Busch.
Pani Helena Bela podczas oglądania fotografii wykonanych w czasie okupacji wspomina rodzinę, przyjaciół. Doskonale pamięta Pana Brzeskiego, który przy ul. Parkowej prowadził sklep kolonialny, a piękna kamienica została spalona przez Rosjan w 1945 roku.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze