Reklama

Wszyscy święci balują w niebie… i to jak

03/02/2006 17:31
Był wrześniowy wieczór, kiedy śp. Józef Koss ostatni raz w swoim życiu wyszedł na spacer. Zamierzał zrobić zakupy w pobliskim sklepie. Niestety , nie było mu to dane, gdyż jego życiową podróż przerwał nagle młody i strasznie nieodpowiedzialny kierowca. Prędkość , z jaką poruszał się ów pirat była zbyt duża, aby panu Józefowi udało się przeżyć. Tragedia jakich w tym kraju wiele każdego dnia. O tym , że wypadek zdarzył się w pobliżu kartuskiego Szpitala rozpisywały się już wszelkie gazety, a nawet jedna z komercyjnych stacji telewizyjnych zwróciła na ten fakt swoją „Uwagę”.

W poniedziałek miał się rozpocząć proces przed obliczem kartuskiej Temidy. Miał, ale się jednak nie rozpoczął. Młody kierowca wniósł o przydzielenie mu obrońcy z urzędu i jak wiadomo, ma do tego pełne prawo. Dziwić może jedynie fakt, że dopiero w ostatnim momencie zdecydował się on na taki krok. Jednak oprócz zdziwienia czepiać się nie ma czego. Wdowa po ofierze, pani Krystyna Koss, występuje w tej sprawie jako oskarżyciel posiłkowy i to także żadne novum. Chce osobiście przyglądać się sprawie i do końca bronić dobrego imienia męża. Tym bardziej, że ktoś próbuje z ofiary zrobić współwinnego tragedii. Nie znałem osobiście pana Józefa, ale pytając członków rodziny i jego znajomych, opinię ma on bardzo porządną. W pamięci żywych pozostał on dobrym człowiekiem.

Podczas rozprawy, ojciec sprawcy wypadku wręczył mi dwa, jakże ważne dokumenty. Dokumenty, które wzajemnie się wykluczają. Na jednym z nich, z datą 07.10.2005 jest wyraźnie napisane, że kierujący i pieszy byli trzeźwi. I to podobno jest faktem niezaprzeczalnym, gdyż rodzina i znajomi zmarłego daliby się poćwiartować, że Józef Koss wychodząc do sklepu pijany nie był. Fakt, że po powrocie z pracy tego dnia, i zjedzeniu obiadu wypił jedno piwo nie może nawet tego faktu podważać. Dokument policyjny tylko to potwierdza. Dobrze zbudowany mężczyzna (a takim był śp. pan Józef, po wypiciu jednego piwa może mieć we krwi ok. 0,2 promila alkoholu, czyli jest to wynik na granicy trzeźwości).

Jedno wypite piwo po dobrym obiedzie nie zaszumi w głowie raczej nikomu. Tak więc notatka policyjna o trzeźwości sprawcy i ofiary nie powinna być podważalną. O tym, że pan Józef pijany nie był zaświadczają świadkowie tamtego zdarzenia i pielęgniarki kartuskiego Szpitala. Chwilę przed wyjściem z domu wypełniał on nawet dokumenty, które następnego dnia miał przedstawić w zakładzie, a dotyczyły one wypłaty zasiłku rodzinnego. Niby wszystko do tej pory układa się w logiczną całość…

Jednak już 11 października (cztery dni od daty pierwszej notatki) Zakład Medycyny Sądowej w Gdańsku wystawił dokument, z którego wynika, że pan Józef był jednak pijany, i to nieźle. 1,7 czy też 1,9 promila etanolu we krwi to już „dobry” wynik. Tyle się ma po wypiciu butelki wódki, a nie piwa. Po wypiciu takiej ilości człowiek raczej do trzeźwych nie należy. Skąd taka zmiana? Nie wiem, mogę jedynie snuć domysły.

Znajomy lekarz powiedział mi, że robi się to w bardzo prosty sposób. Zwyczajnie podmienia się próbki i z trzeźwego można zrobić pijanego, jak i odwrotnie. Wystarczy być w dobrych układach z tymi, którzy taką próbkę zawożą do analizy. Nikogo nie podejrzewam personalnie bo czynić mi tego nie wolno, ale czy aby ktoś tu się komuś przysłużył? Na pewno nie zmarłemu, bo ten już się nawet nie obroni. Ojciec sprawcy wypadku nie omieszkał mnie po rozprawie zbesztać, jako tego co to pozjadał wszelkie rozumy. Nazwał mnie nawet alfą i omegą, z czego jestem tym bardziej dumny. Kazał mi się opierać na wynikach ekspertyz, co też czynię. Chyba sam nie był świadomy co też mi wręczył.

Przecież to w dokumencie podpisanym przez policjantów i prokuratora napisano, że kierujący i ofiara byli trzeźwi. Nie mam powodów, aby w to wątpić… Co będzie dalej się działo w tym zakresie nie wiem, ale podejrzewam, że może czekać pana Józefa nawet i ekshumacja, bo tylko wówczas będzie można wykazać, kto napisał prawdę, a kto nie. Wychodzi na to, że pan Józef zaraz po swojej śmierci tak się zasmucił, że otworzył butelkę wódki i wypił ją całą. Przepraszam, ale pomimo, że ktoś odbierze to jako czarny humor, to ja i tak inaczej tego nie potrafię sobie wytłumaczyć. Wszyscy święci podobno balują w niebie, ale czy pan Józef zaczął balować chwilę po śmierci?

Sprawa została przeze mnie skierowana tam, gdzie powinna. Czekam z niecierpliwością na jej finał. Ja w cuda nie wierzyłem, ale od tego zdarzenia nie mam chyba wyjścia...


JanuSzczepański
[email protected]

PS

Tego dnia, zaraz po rozprawie i ja stałem się ofiarą wypadku samochodowego. Na szczęście jednak kolega, który był kierowcą jechał jak należy. Strach pomyśleć co by było, gdyby pędził jak ów młody kierowca tamtego wrześniowego wieczoru. Pewnie już bym nic nie napisał i także zacząłbym balowanie. Jak to w niebie.


J.Sz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2006-02-10 06:09:07

    spokojnie, bez emocji - przecież prędzej czy później to musiało nastąpić, ale mam to dokładnie gdzieś 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Guest - niezalogowany 2006-02-09 22:28:29

    za dużo Pan wie Panie Szczepański i to cały ich problem, ale spokojnie ja też coś niecoś o nich wiem - kim są oni? to takie kartuskie GTW

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    szpieg - niezalogowany 2006-02-09 20:44:58

    niestety nie, w oryginale było "Spieprzaj dziadu",ja lekko zmodyfikowałem 8)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości