Matko, jaki zapach! Już na ulicy unosił się ten charakterystyczny słodki zapach świeżo pieczonych pączków. Ciągnął za nos wprost do budynku naprzeciwko kościoła w Sierakowicach, gdzie swoją kuchnię ma Koło Gospodyń Wiejskich Sercem Podszyte. Ta kuchnia to ich prawdziwe królestwo. To tutaj spotykają się przynajmniej raz w miesiącu aby wspólnie spędzić czas przygotowując pyszności czy omówić sprawy organizacyjne - organizację festynów, konkursy, warsztaty dla dzieci.
- To miejsce użyczył nam proboszcz Tadeusz Knut. I to jest super sprawa, bo mamy tutaj wszystkie nasze rzeczy, wiemy co gdzie jest. Wpadamy i działamy – opowiada Agnieszka Bronk – liderka KGW.
Dzisiaj w kuchni działają cztery członkinie: Urszula Miotk, Barbara Wróbel, Halina Chrzanowska i prezeska Agnieszka Bronk. Mówią, że dla nich Koło to najlepsze lekarstwo na depresję. Dzisiaj też panuje radość – dziewczyny są mistrzyniami humoru i każdą sytuację kryzysową rozbrajają śmiechem. Koło pozwala im dzielić się talentami i doświadczeniem. Nie inaczej jest dzisiaj. Pani Halinka zna przepis na pamięć i dzisiejsze gotowanie w całości opiera się na jej doświadczeniu.
Przepis na pyszne pączki/pùrcle Pani Halinki z KGW Sercem Podszyte:
80 g masła
70 g cukru
50 g drożdży
200 g mleka
5-6 żółtek
pół kg mąki
odrobinę soli
skórka cytryny zmieszana z cukrem
do tego spirytus - 2 łyżki (do oleju też dodamy spirytus - ten trik sprawi, że pączki nie wchłoną oleju)
Wyrabiamy ciasto i pozostawiamy na około 1 godzinę aby wyrosło. Następnie formujemy kuleczki (możemy wykrajać szklanką). Nadzienie z domowych konfitur możemy dodać już na etapie formowania kulek. Pozostawiamy na kolejną godzinę aby dalej rosły. Jeśli chcemy mieć rzadsze nadzienie (w naszym przypadku domowej roboty ajerkoniak) dodajmy je później, po wypieczeniu – naszprycujemy pączki za pomocą strzykawki.
Dziewczyny z KGW mają swój trik. Pączki smażą w misce emaliowanej, ponieważ jest szeroka. Tak pączki piekły nasze babcie. Ważna jest odpowiednia temperatura oleju. Przy 180 stopniach wyrosną piękne i się nie będą przypalały.
- Wyobrażasz sobie, że moja babcia wszystko gotowała na wyczucie? Nie miała żadnych zeszytów z przepisami – wspomina Agnieszka.
Zapytana, kto ją nauczył gotować, uśmiecha się i mówi:
- Sama się nauczyłam gotować. Metodą prób i błędów. Gdzieś tam podglądałam moją babcię ale jakoś nigdy przepisów nie brałam. Jej też zawsze ciężko było powiedzieć bo gotowała na oko. Moja babcia gotowała fenomenalnie i ten smak nigdy nie wyjdzie już taki jak u niej. Wyciągnęłam od niej takie smaki dzieciństwa… Takiej zupy owocowej jak u niej to ja już nigdy później nie jadłam. Takie proporcje, takie kluseczki mięciutkie… No ale może mi się ten smak jeszcze uda odtworzyć dla mojej rodziny - opowiada Agnieszka.
Reklama
Pierwsze pączki są już gotowe. Stygną na stole obok. Wyszły piękne, takie jak należy, z białą obwódką. Za oknem widok na kościół. Czas przygotować polewę.
Robi się głośno, kiedy Agnieszka mieli cukier na puder w nowoczesnym młynku. 30 sekund, obroty 10.
- Jest bardzo dużo kół, które nie popierają używania sprzętu elektrycznego w kuchni. My mamy inny pogląd na ten temat. Jeśli technika poszła tak bardzo do przodu i można sobie pomóc, to po co się męczyć.
Nad świeżo zmielonym cukrem pudrem unosi się słodki pyłek. Za chwilę stanie się składnikiem polewy.
- Dodamy śmietanę 18-stkę, wrzącą wodę i odrobinę cytryny – żeby nie zemdliło od słodkości – tłumaczy Agnieszka i dynamicznie miesza słodką miksturę.
W kuchni panuje energia twórcza, żywiołowa. Dziewczyny z pasją pichcą, smakują, wspólnie zastanawiają się, czy coś dodać. Gotują całym sercem.
- My jako dzieci żeśmy cały tydzień te pączki jedli. Była na stole wielka miska, i jak wszystkie zjedliśmy to mama piekła nowe. Na końcu one już były takie twarde – wspominała pani Halinka.
Reklama
Kiedyś nie mówiło się Tłusty Czwartek, tylko to były Zôpùstë . Trwały od niedzieli do wtorku. Jadło się pùrcle, legùminã, chrustë...
- Babcia mojej koleżanki zawsze mówiła wszystkim dzieciom: pieczemy pączki. Ale pączki lubią ciszę. Nie można biegać ani hałasować… I jak piekła pączki to miała święty spokój, tak bardzo dzieci na nie czekały, że aż były grzeczne – z uśmiechem opowiada Agnieszka.
Pączki już oblane polewą, wciąż jeszcze ciepłe, kuszą aby spróbować. Czas na degustację. Wyszły pączki jak poezja. Śmietankowe, pulchne, aromatyczne…
A ile Wy dzisiaj zjedliście?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze