Gdy ruszali z akcją pomocy dla osób dotkniętych tragedią wojny w Ukrainie, nie mieli pojęcia, że rozrośnie się do takich rozmiarów. Punkt zbiórki Stowarzyszenia Otwarte Kaszuby, szybko przekształcił się w Centrum Wsparcia Uchodźców. Dziś otacza opieką ponad 2.130 osób, a potrzebujących wciąż przybywa. Centrum prowadzone przez pełnych zaangażowania wolontariuszy o wielkich sercach działa na wielu polach - oferuje pomoc żywieniową, psychologiczną i prawną. Kieruje też transporty na tereny objętej wojną Ukrainy.
Wszystko zaczęło się od wiecu solidarności z Ukrainą, który Stowarzyszenie Otwarte Kaszuby zorganizowało w Kartuzach trzy dni po ataku Rosji. Wydarzenie zapoczątkowało zbiórkę darów dla uciekających przed wojną sąsiadów.
- Wszystko powstało z odruchu serca. Zaczęło się od wiecu i zbiórki. Nie mieliśmy pojęcia, jak się to rozwinie. Wiele osób przynosiło dary już na wiec, a w poniedziałek otworzyliśmy punkt w siedzibie naszego stowarzyszenia w ulach przy dworcu. Już godzinę po otwarciu punktu zabrakło miejsca na dary. Byliśmy zaskoczeni skalą pomocy i ogromnym zaangażowaniem mieszkańców Kartuz i całego powiatu, ale szybko okazało się też, jak dramatycznie ta pomoc jest potrzebna. Mimo, że mieszkańcy kilka razy w tygodniu zapełniają nasze półki z żywnością i ta pomoc jest niesamowita, to one równie szybko pustoszeją, bo potrzeby są olbrzymie. Wszystkie pozostałe elementy naszej działalności wykształciły się z potrzeb, zgłaszanych przez samych obywateli Ukrainy. Staraliśmy problemy na bieżąco rozwiązywać. Teraz współpracujemy z wieloma organizacjami, a wszystko zrodziło się, z potrzeby ludzi, którzy z jedną siatką uciekali przed tragedią wojny - opowiada Krzysztof Rek, prezes Stowarzyszenia Otwarte Kaszuby.Reklama
Krótko po otwarciu, punkt zbiórki przekształcono w Centrum Wsparcia Uchodźców. Stowarzyszenie otrzymało od gminy dodatkowy lokal, a od jednego z kartuskich przedsiębiorców - miejsce na magazyny w budynku po dawnych dworcu P.A. Gryf. Od poniedziałku do soboty przed siedzibą centrum ustawiają się kolejki potrzebujących. Dotąd pomocą objęto już około 2.130 osób. Wydano prawie 5.000 ton paczek o wartości ponad 58.000 złotych.
Każdy, kto przychodzi do punktu po raz pierwszy, wypełnia specjalny formularz, w którym m.in. podaje adres mailowy oraz numer telefonu.
Jeżeli ktoś nie ma adresu e-mail, zakładamy go i później za pośrednictwem poczty kontaktujemy się i monitorujemy sytuację danej rodziny. Pomagamy naszym podopiecznym w wypełnieniu formalności, wniosków o numery PESEL. Na pierwszej wizycie ustalamy termin kolejnej i w ten sposób przekazujemy kolejne wsparcie - opowiada Aleksandra Cieszyńska, kierownik centrum wsparcia uchodźców.
Jak podkreślają członkowie stowarzyszenia, w siedzibie centrum każdego dnia, praca wre jak w prawdziwym ulu.
Każdego dnia naszą siedzibę odwiedzają setki osób. Bywają bardzo trudne momenty, bo zdarza się, że osoby przychodzące po pomoc, opowiadają swoje historie, płaczą. Wtedy pierwszym odruchem jest po prostu taką osobę przytulić, porozmawiać, ale pracy jest tu mnóstwo, cały czas coś się dzieje. Ogromnym wsparciem jest dla nas pani Ania Wołczecka, nauczycielka ze szkoły muzycznej, która bardzo dużo czasu poświęca na rozmowy i poznała mnóstwo bolesnych historii - mówi Aleksandra.
Zdarzają się sytuacje dramatyczne.
- Pewnego dnia, gdy przyszliśmy do pracy przed wejściem czekała matka z trzema synami. Przyszli tu po pomoc prosto z dworca, bo nie mieli dokąd pójść. Jeden z chłopców zasypiał na stojąco. W drugim z naszych uli, przygotowaliśmy im posłanie, by mogli choć chwilę odpocząć. Kupiliśmy im obiady, nie mieli nawet siły jeść - relacjonuje kierownik.
Ogromnym wsparciem dla centrum są wolontariusze. W obsłudze punktu pomagają zarówno obywatele Ukrainy, którzy chcą odwdzięczyć się za otrzymaną pomoc, jak i młodzież z okolicznych szkół średnich. Ogromną pomoc niesie młodzież z I Liceum Ogólnokształcącego im. Hieronima Derdowskiego w Kartuzach oraz z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. J. Wybickiego w Somoninie. Wolontariusze pomagają przy segregacji i przekazywaniu darów potrzebującym oraz w przygotowywaniu transportów. W działalność tę zaangażowało się blisko 80 uczniów somonińskiego ZSP. Młodzież pełni dyżury w punkcie codziennie w godzinach jego otwarcia. Młodzież na pracę w centrum poświęca nawet wolne soboty.
- To wspaniali młodzi ludzie. Cudowni! Bardzo angażują się w to, co robią i pomagają z ogromną chęcią. Mamy fantastyczną młodzież - zaznacza Barbara Kramp, członkini Stowarzyszenia, która również każdego dnia pojawia się w centrum, by pomagać.
Centrum Wsparcia Uchodźców udziela też porad prawnych, współpracuje z psychologiem ukraińskim, prowadzi kursy nauki języka polskiego.
Punkt, znajdujący się w tzw. ulach wraz z magazynem w budynku dawnego dworca, czynny jest od poniedziałku do piątku w godz. 10-17, a w soboty w godz. 10-14. Centrum we współpracy z wolontariuszami każdego dnia niesie pomoc najbardziej potrzebującym. Największe zapotrzebowanie jest obecnie na żywność i jej niestety w centrum nieustannie brakuje.
Jesteśmy ogromnie wdzięczni wszystkim za dotychczasową pomoc, niestety żywność jest potrzebna cały czas, bo nasze półki pustoszeją tak szybko, jak się zapełniają. Będziemy wdzięczni za dalsze wsparcie - apeluje Aleksandra Cieszyńska.
Centrum Wsparcia Uchodźców zajmuje się też transportami na Ukrainę. Dotąd wysłano takich osiem. Ostatni dotarł na miejsce w niedzielę. W akcji uczestniczył Krzysztof Rek. Jego poruszającej relacji poświęcimy kolejny artykuł.
W sobotę z wizytą roboczą centrum odwiedził Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego. Towarzyszył mu burmistrz Kartuz, Mieczysław Gołuński. Członkowie Stowarzyszenia opowiedzieli gościom o tym, jak na co dzień wygląda ich praca, z jakimi problemami się borykają i jakiej pomocy potrzebują jeszcze obywatele Ukrainy. Marszałek z uwagą wysłuchał wszystkich relacji i obiecał, w miarę możliwości, pomóc.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze