Reklama

Ze Zdunowic do Iraku

30/09/2004 11:13
Co czuje matka żołnierza, który służy w Iraku, gdy codziennie słyszy i ogląda krwawe obrazy? Co myśli, gdy słyszy o atakach na żołnierzy koalicji, o zamachach terrorystycznych?

- Póki nie zadzwoni, jestem bardzo niespokojna, denerwuję się. Gdy się odezwie, jest już dobrze - mówi Irena Sawicka.
Jej 22-letni syn Piotr już drugi raz pojechał do Iraku. Był w pierwszej zmianie międzynarodowego kontyngentu, jest tam teraz.

Sawiccy mieszkają w Zdunowicach, siedem kilometrów od Sulęczyna. To piękne okolice - wokół lasy, ich skromny dom stoi nad malowniczym jeziorem.
Ojciec Piotra, Tadeusz, jest emerytowanym pracownikiem leśnym. Pani Irena zajmuje się wychowaniem gromadki dzieci.

- Ja bym tam nie pojechał za żadne skarby. Nic mu jednak nie mówiłem, bo pamiętam jaki byłem w jego wieku. Jak ojciec mówił tak, to ja robiłem odwrotnie - zauważa T. Sawicki.

Piotr po ukończeniu Zespołu Szkół Drzewnych przez rok trochę pracował, a potem z poboru poszedł do wojska. Najpierw służył sześć miesięcy w Grupie koło Grudziądza, a potem został przeniesiony do jednostki w Szczecinie. Wtedy podpisał kontrakt na nadterminową służbę w wojsku.

- Chciał tam pojechać. Za pierwszym razem powodowała nim raczej ciekawość świata, chęć przygody. Teraz, na trzecią zmianę, pojechał chyba dla pieniędzy. Tu ciężko o pracę - uważa I. Sawicka.

Po powrocie z pierwszej zmiany Piotr służył w wojsku w Elblągu, a ostatnio w Braniewie.

- 29 lipca w nocy syn zadzwonił. „Mamo, jadę - chyba się przed odlotem nie zobaczymy” - wspomina tamten telefon pani Irena.

Do Iraku odleciał z grupą żołnierzy 3 sierpnia br.
- Dzwoni do domu co najmniej raz na dwa dni, często codziennie. Gdy pytam, czy wszystko w porządku, uspokaja. „Niech mama się nie martwi” - mówi. Dzisiaj rozmawiał z babcią. Powiedział, że chciałby już do domu. Jak dobrze pójdzie, wróci na Gwiazdkę, jak nie, to na koniec stycznia. Ja wiem, że on wszystkiego w rozmowie telefonicznej nie może powiedzieć. Jak chcemy trochę swobodniej porozmawiać, to mówimy po kaszubsku - mówi.

Piotr, gdy był w domu, trochę opowiadał o swej pierwszej służbie w Iraku. Bardzo przeżył napad terrorystów na żołnierzy bułgarskich, Był wtedy na patrolu 3 km od miejsca, gdzie się to zdarzyło. Wyruszyli tam natychmiast. Nie zapomni tego widoku. Zabici, ranni, porozrzucane części ciał. Uczestniczył w akcji ratowniczej. Innym razem ranny został kolega z jego kompanii.

Są jednak i miłe wspomnienia, jak choćby wigilia w bazie Babilon.
Teraz Piotr Sawicki, jak mówi matka, pełni służbę, jako kierowca wysokiego oficera. W konwojach nie jeździ. Codziennie też z kolegami przeprawia się pontonem na drugą stronę Eufratu, gdzie pełnią służbę wartowniczą - pilnują magazynów. Czas wolny spędza często na siłowni. Czasem są wyjazdy do wioski po zaopatrzenie.

Matki muszą wiedzieć, jak odżywiają się ich dzieci, czy nie dzieje im się krzywda.
- Na początku, gdy Piotr był pierwszy raz w Iraku, serwowano im amerykańskie wyżywienie - puszki, chleb tostowy. Nie smakowało mu. Potem poprawiło się - kuchnia zaczęła przygotowywać nasze, polskie jedzenie. Na stole jest kurczak, schabowy, często indyk. Syn nie znosi kaszy i makaronu, a często je podają.

Czasem tęskni za ziemniakami. Mają dużo owoców, słodyczy. Poza tym sklep w bazie jest dobrze zaopatrzony - przekazuje wieści od syna I. Sawicka.
Gdy Piotr wróci z Iraku, mamy nadzieję, niejedno nam jeszcze opowie.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości