Sąd w całości oddalił wniosek Jerzego Żurawicza przeciwko dziennikarzowi Piotrowi Cackowskiemu. Burmistrz Żukowa domagał się w nim m.in. publikacji przeprosin i sprostowania w sprawie trzech materiałów zamieszczonych na blogu dziennikarza. Jak wskazał sędzia, artykuły te nie były materiałami wyborczymi, a tym samym proces nie powinien odbywać się trybie wyborczym.
Gospodarz Żukowa utrzymywał w złożonym wniosku do sądu, że artykuły zawierają nieprawdę i zażądał od dziennikarza publikacji przeprosin i sprostowań zarówno na jego blogu i w innych mediach oraz wpłaty 20.000 zł na Domowe Hospicjum w Kartuzach.
Jak uznał Sąd Okręgowy w Gdańsku, wniosek nie zasługiwał na uwzględnienie w tzw. trybie wyborczym.
- Sąd oparł się na stanie faktycznym przedstawionej dokumentacji, przy czym jej prawdziwość i faktyczność nie była kwestionowana. W pilnym trybie wyborczym nie sposób odnieść się szczegółowo do analizy ekonomicznej, która została sporządzona na zlecenie gminy Żukowo i sporządzona dopiero na początku 2014 roku, nie miała waloru opinii biegłego, który dysponując wiadomościami specjalnymi, mógłby rozstrzygnąć, czy zawarte w projekcie rozwiązania techniczne, były lepsze od wcześniejszego projektu - uzasadniała sędzia Dorota Majerska - Janowska.
Sąd nie dał wiary Jerzemu Żurawiczowi, który twierdził, że nie mówił, że szkoła będzie kosztowała 16 mln zł. Co innego wynikało bowiem z podpisanego przez niego oświadczenia.
- Podobnie sąd nie dał też wiary Jerzemu Żurawiczowi, że w pierwszym projekcie nie miało powstać gimnazjum, choćby z oświadczenia z 2011 roku w opinii technicznej, projekt opracowany przez architekta obejmował również budynek gimnazjum z pionem administracyjnym, zaś w obecnie realizowanym projekcie nie ma mowy o budowanym gimnazjum, a jedynie o szkole podstawowej, boiskach i hali sportowej - kontynuowała sędzia.
Zdaniem sądu, pozostałe materiały przedstawione w sprawie nie miały żadnego istotnego znaczenia do rozpatrzenia sprawy w pilnym trybie wyborczym. Warunkiem dochodzenia roszczeń w trybie wyborczym uproszonym jest bowiem nierozpowszechnianie nieprawdziwym materiałów wyborczych. We wskazanych publikacjach Piotr Cackowski nie odwoływał się do wyborów, a jedyne odniesienia zawierały się w sformułowaniach "16 listopada trzeba o tym pamiętać" i "zweryfikowany zostanie 16 listopada".
W żadnym z tych artykułów nie stwierdzono, że Jerzy Żurawicz startuje wyborach i jest kandydatem na burmistrza, nie odwoływano się do jego programy wyborczego, nie nawoływanego do określonego głosowania, opublikowane artykuły nie pochodziły też od komitetów wyborczych.
Jak pokreśliła sędzia, Piotr Cackowski był dziennikarzem, a nie politykiem. Nie można jego blogu, czy też artykułów uznać za formę agitacji wyborczej.
- Od naruszenia reguł kampanii wyborczej trzeba odróżnić prawo dziennikarza do krytyki służącej napiętnowaniu przejawów nieprawidłowości życia publicznego, nie będących formą agitacji wyborczej - podsumowała sędzia Dorota Majerska-Janowska.
Wyrok jest nieprawomocny. Jak zapowiada Jerzy Żurawicz, odwoła się od orzeczenia do sądu apelacyjnego.
- W postanowieniu Sąd Okręgowy stwierdził, że sprawa ta nadaje się do postępowania i rozstrzygnięcia co do zarzutów w trybie zwykłym, a nie wyborczym. Ponieważ jednak uważam, że jako kandydujący jestem osobą pokrzywdzoną w tej sprawie, postanawiam odwołać się do Sądu Apelacyjnego, który rozstrzygnie czy artykuły Piotra Cackowskiego stanowią negatywną agitację wyborczą skierowaną przeciwko mnie - komentuje burmistrz Żukowa.
Anna Lehmann współpraca: Bartosz Kitowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
I bardzo dobrze niech Pan burmistrz się wytłumaczy z swoich interesów