Reklama

Żukowo. Sierra Papa Tango Zulu India start!

Od tych nieco tajemniczo wyglądających wyrazów pilot Alojzy Falk rozpoczyna start z lotniska w Pruszczu Gdańskim. W taki sposób przy pomocy międzynarodowego alfabetu fonetycznego wymeldował z radiostacji swój statek powietrzny SP-TZI. Przełącza częstotliwość i pieczę nad jego lotem przejmuje wieża w Gdańsku.

Kiedy otrzymuję propozycję przelotu nad Żukowem, decyduję się bez wahania. Zobaczyć swoje miasto z lotu ptaka, to wyjątkowa okazja. Emocje są tak duże, że nawet czwartkowy ponad 30 stopniowy upał, nie robi wrażenia. Martwię się tylko o jakość zdjęć, bo robionych przez szybę. W trakcie lotu pojawiają się kolejne kłopoty. Przez cały czas towarzyszy nam lekka mgła, a przez chwilę nawet drobny deszcz. Swojej roli nie spełnił też dyktafon. Pytania do pilota i jego odpowiedzi całkowicie zagłuszył warkot silnika. No cóż, pozostało jedynie zawierzyć swojej pamięci.

Alojzy Falk zgłasza wieży w Gdańsku, że Cessna 172 po starcie z Pruszcza Gdańskiego wykona tzw. low pass (przelot nisko nad pasem startowym) w Rębiechowie, potem poleci do Żukowa. Tam wykona dwa, trzy kręgi i wróci do jednostki macierzystej. Otrzymuje na to zgodę wraz z informacją jakie ma zachować parametry wysokościowe. Pilot będąc w powietrzu, nie jest sam. Cały czas utrzymuje kontakt z ziemią.

Jest kwadrans przed godziną 15. Na niebie widać słabo kłębiaste chmury, a wiatr wieje z południa. Dowiaduję się, że zarówno start jak i lądowanie zawsze odbywa się pod wiatr.

Pilot sprawdza stan techniczny, przygotowanie wszystkich przyrządów, które są w kokpicie, czyli przegląda check listę. Możemy ruszać. Kołujemy. Nabieramy prędkości i wreszcie odrywamy się od ziemi. Pod nami wyraźnie widać Jezioro Kolbudzkie. Tuż przed godziną 15 samolot osiąga prędkość ponad 200 km na godzinę. Maksymalną wysokość jaką osiągnęliśmy podczas lotu to ponad 600 metrów nad ziemią.

Przez moment widzimy elektrownię i zabudowania w Leźnie. Zbliżamy się do lotniska w Rębiechowie. Pilot wykonuje efektowny lot nad pasem, po czym szybko nabieramy prędkości. Za chwilę pokaże się pod nami ulica Kartuska w Gdańsku. Udało się też, chociaż z dalekiej perspektywy, zobaczyć wieżę telewizyjną w Chwaszczynie.

Zbliża się najważniejsza dla mnie część podróży - lot nad Żukowem. Jest! Na początek dwie najbardziej charakterystyczne budowle - kościół Miłosierdzia Bożego i pw. WNMP. Bez trudu można zlokalizować miejscowy urząd, oba ronda, sam i dom towarowy, osiedle Wybickiego, ul. Gdańską i Gdyńską, a nawet cmentarz okolony drzewami i nowy deptak na ul. Klasztornej.

Po ponad półgodzinnym locie wracamy do miejsca startu. Z oddali widać nieco zamglony pas startowy w Pruszczu Gdańskim. Nie muszę pytać, czy dotknęliśmy już ziemi. Czuję niewielki wstrząs, jak to przy lądowaniu. Z pasa zjeżdżamy na trawę i kierujemy się w stronę hangaru, przy którym kończy się powietrzna eskapada.

- Moja pasja zaczęła się w latach młodzieńczych, gdy odbywałem pod koniec lat 70. służbę w Wojskach Obrony Powietrznej Kraju na stanowisku planszecisty - wyznał Alojzy Falk. - Chciałem zostać pilotem. Niestety, nie było wówczas możliwości uzyskania licencji. Lotnikiem nie zostałem, ale pasja do latania przetrwała. Dopiero dwa lata temu przeszedłem podstawowe szkolenie i uzyskałem licencję pilota PPLA. Mam uprawnienia na wszystkie samoloty, które mają ładowność do 5,5 tony i mogą lądować na pasach startowych betonowych, utwardzonych, nieutwardzonych i trawiastych.

Samodzielny lot bez nadzoru instruktora Alojzy Falk odbył w maju br. Jak wyznał było to dla niego wspaniałe przeżycie. Teraz już wie na pewno, że na realizację pasji nigdy nie jest za późno.

Longina Templin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości