Reklama

Zwierzenia ćwierć Kaszuba. Potrzebna maść do farbowania podniebienia!

22/09/2006 14:35
Chcę mieć czarne podniebienie! Czy ktoś ma jakiś środek? Próbowałem z pastą do butów, ale to nie jest dobry pomysł. Uparłem się żeby zostać Kaszubem, względnie Kaszebą i co się okazuje? Normalne sposoby są do niczego.

Zacznijmy od języka, który chciałem opanować. Włączam lektorat w telewizji, czyli gdańską "trójkę" z panem Gienkiem. Jest fajnie, pełen relaks, słucham i notuję. Przychodzi sąsiad - z dziada pradziada orze kawałek pola obok mojego kawałka, co go zasiedliłem ku zdziwieniu miejscowych - nie dość, że miastowy, to w dodatku Poloch, nawiedzony jakiś.

Kontakt próbuję nawiązać, a on że tej "Rodnej Zemi" nie ogląda, bo nic nie rozumie jak gadają. O co mu chodzi? To ja, kiedy go słucham w oryginale, myślę, że mi specjalnie na złość robi i nie chce, żebym pojął cokolwiek więcej niż "jo".

Nic tylko sięgnąć do elementarza, a tam... ptaszki, wstążki, daszki. Na pomoc sąsiedzką przestałem liczyć, bo jak wyjechałem z tą książką, od razu zeszło na politykę, czyli na bezpieczniejsze tematy.

Powoli zacząłem pojmować, że z tym kaszubskim to nie tak łatwo. Niby jest, ale zupełnie jak serial "Zagubieni", znaczy tylko w telewizji, bo w życiu - raczej nie wydarza się naprawdę. Później okazało się, jak bardzo niesprawiedliwy byłem w swoich sądach. Wyszło, że zapisy tajemniczego języka, którym na ekranie posługują się roześmiani członkowie kapel ludowych oraz niektórzy samorządowcy, można spotkać również gdzie indziej.

Oprócz telewizji i elementarza, odkryłem rozmaite media drukowane, w tym piękny miesięcznik Pomerania. Ten ostatni, zauważyłem, adresowany jest do Kaszubów i kupuje się go w kiosku. Jednak zazwyczaj spoczywa tam w pokoju za szybą, aż do następnego wydania i pojawienia się kartonu z napisem "zwroty".

Niewiele więcej dała mi obserwacja pewnych konkursów, na których dziewczęta ubrane w kolorowe sukieneczki z wianeczkami oraz chłopcy w białych spodniach i butach do jazdy konnej recytowali wiersze i inne utwory po kaszebsku. Pożądanie, by poznać sekrety mojej mowy ojczystej in spe, popchnęło mnie do kontaktów trzeciego stopnia z dziećmi i nauczycielami obecnymi na tych imprezach. Niestety, obie grupy, w większości swoich reprezentantów, wyraziły pogląd, iż w domu mówią zupełnie inaczej niż na konkursie, czyli po polsku, względnie po swojemu, czyli jak?

Porzuciłem bezowocne wysiłki w pojęciu czegoś, co przerosło moje możliwości intelektualne. Zapragnąłem podnieść poziom swojej świadomości etnicznej inaczej. Po drodze doznałem silnego zwątpienia, czy w ogóle warto, zwłaszcza gdy usłyszałem, że Kaszubą to się trzeba urodzić.

Ale... nie ma tak lekko...

Otóż jedno z moich pacholąt, będąc w zerówce, zostało przez panią ze szkoły wytypowane do recytowania wierszyków na eliminacjach Rodny Mowe. Ze zgrozą patrzyłem, jak córunia, obkuwszy się na blachę historii Szadego Władka, kasuje po drodze koleżeństwo z korzeniami i pewnie zdąża do finału.

Trzymałem się z dala od łazienki, gdzie żona prasowała sukienkę z fartuszkiem, przed ostatnim bojem w Chmielnie. Kiedy prowadziłem rozanielone maleństwo za rękę z dyplomem wyróżnienia dyndającym bezwładnie w drugiej dłoni, usłyszałem pytanie "tatusiu, czy my też jesteśmy Kaszubami?"

Tak więc sięgnąłem po muzykę, która, według dostępnych mi informacji, wyraża najgłębsze pokłady ekspresji, charakter i ducha danej grupy etnicznej. Przyswoiłem sobie "Kaszebsci jezora", piękny walczyk na trzy, którego z równą kontentacją słuchać mogą wiedeńczycy i mieszkańcy górzystego Tyrolu. Opanowałem kilka chwytów na gitarę i harmonijkę ustną, żeby lepiej zasymilować się z lokalną społecznością warszawskich turystów, zasłuchaną w kaszubskie abecadło, pod letnią sceną w Chmielnie.

Moje niejasne przeczucia, że coś jednak nie gra, potwierdziła lokalna prasa. Napisali bowiem niedawno, że Kaszubi wcale nie chcą słuchać kaszubskich pieśni! Mało tego, mają za złe swojemu włodarzowi, który własną piersią wdziera się na rynki wydawnicze z pismami promocyjnymi w języku ojców, że nie zajmuje się tym, co do niego należy, czyli rządzeniem gminą.

O tym, że nie zostanę również działaczem kaszubskim, zadecydowałem zaledwie parę dni temu. Trafiło, że musiałem pojechać do kościoła z dziećmi akurat w dzień, kiedy swoje półwiecze obchodziło szacowne ZK-P. Dwie dziewoje przed wejściem słuchając rzewnych śpiewów dochodzących ze środka wymieniły taki oto dialog:

Idziemy popatrzeć? - pyta jedna drugą. - No, ale będzie beka!

Nie mam chwilowo motywacji, by odnajdywać swoją tożsamość na sposób tradycyjny. Jestem zdecydowany na eksperyment. No więc jak z tą maścią na podniebienie?

Jan

Ten i inne, zajmujące teksty można przeczytać w najnowszym numerze miesięcznika Pomerania

zajrzyj
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    miss yogi - niezalogowany 2006-10-01 21:49:41

    Niby Kaszuby a temat tak jakoś bez większego echa. Proszę redaktora o wrócenie do tego tematu kiedyś.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mufka1 - niezalogowany 2006-09-25 11:53:51

    A moja córka mimo,że nie jest kaszubką bo i ja nią nie jestem zapisała się na uniwerku na lektorat j. kaszubskiego i będzie miała wpis w indeksie. Przypięła też sobie znaczek z gryfem i paraduje sobie tak z nim niby kaszubka.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    kuntakinte - niezalogowany 2006-09-23 13:53:34

    A ja jestem Kaszubem z zasiedlenia mieszkam tu 22 lata to soś liznołem Kaszubskiego moj tati jest Ukraincem mama Niemka a ja Kaszub niezły mix co :D

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości