Reklama

Żywy mamut i kocie łby - zabytki Żukowa

12/04/2012 15:27
Władze gminy Żukowo zachęcają do zapoznania się z kolejnymi skarbami historii miasta. Zegar kolebnikowy i średniowieczny trakt - to tylko niektóre cuda spuścizny norbertanek. Jak mówi Sylwia Kubryńska, specjalista do spraw promocji i PR przy tamtejszym magistracie, w 800-letnim Żukowie historia wciąż jest żywa.

2012 to rok jubileuszowy dla Żukowa. Mija 800 lat od czasu przybycia norbertanek w to miejsce, co jest przyjęte za początek dziejów miasta. Z okazji jubileuszu kościół wraz z kompleksem ponorbertańskim przechodzi gruntowną renowację. Na skutek prac przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (miejsca dawnego klasztoru norbertanek) odsłonięta została prawdopodobnie najstarsza ulica w Żukowie. Pracownicy znaleźli pod asfaltem traktu wiodącego do kościoła zabytkowe kocie łby. Ich wiek jest trudny do oszacowania, jednak - jak przypuszcza ksiądz Ireneusz Bradtke - z pewnością pamięta czasy świetności klasztoru.

Ten trakt będzie wkomponowany w planowany żukowski "deptak" - uliczkę spacerową łączącą świątynię ponorbertańską od ulicy Klasztornej z kościołem św. Jana. Uliczka ma być oświetlona stylizowanymi lampami, wyposażona w ławeczki parkowe. Znajdzie się na niej kamień upamiętniający sadzenie drzewek na 800-lecie Żukowa, które miało miejsce 4 kwietnia 2012.

Tuż przed Świętami Wielkanocnymi do kościoła wrócił unikatowy, pierwszy w Polsce zegar kolebnikowy z XVII wieku. Zegar trafił do renowacji, a potem w depozyt do Muzeum Zegarów Wieżowych. Można go było przez lata oglądać w muzeum na wieży Kościoła św. Katarzyny w Gdańsku. Na początku kwietnia 2012 zegar wrócił na swoje miejsce, do Żukowa.

Zegary kolebnikowe mierzyły czas przez blisko pół tysiąclecia. Z racji nierównych zębatek tych mechanizmów, precyzja chodu tych zegarów była niedoskonała, codziennie trzeba je było korygować z zegarami słonecznymi. Używane były do chwili wynalezienia w 1657 r. zegara wahadłowego przez Holendra Christiana Huygensa. Popularność zegarów kolebnikowych zaczęła słabnąć, a mechanizmy przerabiano na wahadłowe. Zegary kolebnikowe są więc dziś wielkim rarytasem muzealnym, na całym świecie zachowały się bardzo nieliczne oryginały. Najczęściej takie zegary były odkrywane przez przypadek. Tak stało się w przypadku zegara żukowskiego. Ponieważ zakon norbertanek był objęty ścisłą klauzurą, dostęp do zegara był ograniczony. Nikt o tym skarbie po prostu nie wiedział.

W 1999 roku został odkryty przez Grzegorza Szychlińskiego, kustosza Muzeum Zegarów Wieżowych. Wraz ze współpracownikami: Tadeuszem Stojałowskim i Piotrem Rokitą, dokonali konserwatorskiego cudu i zegar, którego Grzegorz Szychliński nazwał "żywym mamutem" znów zaczął chodzić. Wypożyczony dla Muzeum Zegarów Wieżowych z żukowskiej parafii przebywał tam przez kilkanaście lat. Teraz, w przededniu 800-lecia miasta "mamut" wrócił na swoje miejsce.

- Skąd siostry zdobyły ten skarb? - zastanawiał się ksiądz Ireneusz Bradtke podczas rozmowy o zegarze i historii Żukowa. - Być może otrzymały go w darze? Z pewnością taki prezent musiał kosztować fortunę w tamtych czasach. Dziś jest bezcenny.

Sylwia Kubryńska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości