Władze gminy Żukowo zachęcają do zapoznania się z kolejnymi skarbami historii miasta. Zegar kolebnikowy i średniowieczny trakt - to tylko niektóre cuda spuścizny norbertanek. Jak mówi Sylwia Kubryńska, specjalista do spraw promocji i PR przy tamtejszym magistracie, w 800-letnim Żukowie historia wciąż jest żywa.
2012 to rok jubileuszowy dla Żukowa. Mija 800 lat od czasu przybycia norbertanek w to miejsce, co jest przyjęte za początek dziejów miasta. Z okazji jubileuszu kościół wraz z kompleksem ponorbertańskim przechodzi gruntowną renowację. Na skutek prac przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (miejsca dawnego klasztoru norbertanek) odsłonięta została prawdopodobnie najstarsza ulica w Żukowie. Pracownicy znaleźli pod asfaltem traktu wiodącego do kościoła zabytkowe kocie łby. Ich wiek jest trudny do oszacowania, jednak - jak przypuszcza ksiądz Ireneusz Bradtke - z pewnością pamięta czasy świetności klasztoru.
Ten trakt będzie wkomponowany w planowany żukowski "deptak" - uliczkę spacerową łączącą świątynię ponorbertańską od ulicy Klasztornej z kościołem św. Jana. Uliczka ma być oświetlona stylizowanymi lampami, wyposażona w ławeczki parkowe. Znajdzie się na niej kamień upamiętniający sadzenie drzewek na 800-lecie Żukowa, które miało miejsce 4 kwietnia 2012.
Tuż przed Świętami Wielkanocnymi do kościoła wrócił unikatowy, pierwszy w Polsce zegar kolebnikowy z XVII wieku. Zegar trafił do renowacji, a potem w depozyt do Muzeum Zegarów Wieżowych. Można go było przez lata oglądać w muzeum na wieży Kościoła św. Katarzyny w Gdańsku. Na początku kwietnia 2012 zegar wrócił na swoje miejsce, do Żukowa.
Zegary kolebnikowe mierzyły czas przez blisko pół tysiąclecia. Z racji nierównych zębatek tych mechanizmów, precyzja chodu tych zegarów była niedoskonała, codziennie trzeba je było korygować z zegarami słonecznymi. Używane były do chwili wynalezienia w 1657 r. zegara wahadłowego przez Holendra Christiana Huygensa. Popularność zegarów kolebnikowych zaczęła słabnąć, a mechanizmy przerabiano na wahadłowe. Zegary kolebnikowe są więc dziś wielkim rarytasem muzealnym, na całym świecie zachowały się bardzo nieliczne oryginały. Najczęściej takie zegary były odkrywane przez przypadek. Tak stało się w przypadku zegara żukowskiego. Ponieważ zakon norbertanek był objęty ścisłą klauzurą, dostęp do zegara był ograniczony. Nikt o tym skarbie po prostu nie wiedział.
W 1999 roku został odkryty przez Grzegorza Szychlińskiego, kustosza Muzeum Zegarów Wieżowych. Wraz ze współpracownikami: Tadeuszem Stojałowskim i Piotrem Rokitą, dokonali konserwatorskiego cudu i zegar, którego Grzegorz Szychliński nazwał "żywym mamutem" znów zaczął chodzić. Wypożyczony dla Muzeum Zegarów Wieżowych z żukowskiej parafii przebywał tam przez kilkanaście lat. Teraz, w przededniu 800-lecia miasta "mamut" wrócił na swoje miejsce.
- Skąd siostry zdobyły ten skarb? - zastanawiał się ksiądz Ireneusz Bradtke podczas rozmowy o zegarze i historii Żukowa. - Być może otrzymały go w darze? Z pewnością taki prezent musiał kosztować fortunę w tamtych czasach. Dziś jest bezcenny.
Sylwia Kubryńska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze