Tomek Plicht w lipcu wyruszył w samotną podróż rowerem z Ostrzyc do bram Azji. Po 75 dniach w trasie powrócił na Kaszuby. Choć metę przekroczył już w piątek, to w środę przyjaciele i samorządowcy powitali go hucznie w Koszałkowie. Był więc uroczysty wjazd, oklaski i opowieści z pokonanych 8.000 km po Europie.
Tomasz Plicht - zapalony podróżnik, miłośnik autostopu, roweru i pieszych wypraw. Pochodzi z Ostrzyc. Jest absolwentem ILO w Kartuzach. Wirtuoz gry na harmonijce i gitarze. Jego ulubiony sport to koszykówka. Jest członkiem OSP Ostrzyce i założycielem koła HDK przy tejże jednostce. Prowadzi klub RowerOWCE.
Na swoim koncie miał już dwie piesze pielgrzymki do Częstochowy oraz sześć większych autostopowych wypraw m.in. do Rzymu, Mołdawii, czy Serbii. W tym roku samotnie postanowił przejechać rowerem 8.000 km, zwiedzić 20 europejskich krajów i zaliczyć kąpiel w czterech morzach Czarnym, Egejskim, Adriatyckim i Marmara.
Na tę wyprawę życia przeznaczył 80 dni, choć metę przekroczył już po 75 dniach. Jak przyznał nie było łatwo, zmagał się z ukształtowaniem terenu, warunkami atmosferycznymi i samym rowerem, z którym zdarzały się jakieś problemy. Cel jednak osiągnął i jak mówi bez namysłu - było warto.
- 20 lat ma się raz w życiu. Gdybym teraz tego nie zrobił, to pewnie później nie byłoby już okazji. Warto było. Wspomnienia z podróży zostaną do końca życia - mówi Tomek Plicht.
Najmilej wspomina podróż po Polsce i Ukrainie.
- Bardzo dobrze przemierzało mi się Polskę. Ludzi, których spotykałem byli wspaniali. Poza Polską kraj, który jest bliski mojemu serca to Ukraina, na której miałem okazję już wcześniej bywać - opowiada Tomek.
Wydanych środków podczas podróży jeszcze dokładnie nie zliczył, ale jest pewien, że założonego budżetu, nie przekroczył. Dni spędzał na rowerze, czy zwiedzając okolice. Noce zaś w altankach, na placach zabawach, czy przy wejściach do szkół.
Choć nie liczył na pomoc finansową innych, po drodze spotykał ludzi, którzy dosłownie "wciskali" mu pieniądze do ręki.
- Mówiłem, że nie potrzebuję pieniędzy, ale i tak je dostawałem. Ludzie obstawali jednak i tak przy swoim i mówili, że na pewno mi się przydadzą i wciskali mi do ręki - wyjaśnia.
Do domu powrócił w piątek. Po przejechaniu 8.000 km rower mu się jednak nie znudził. W sobotni poranek wyruszył do Sierakowic, by wspólnie z kolegami z grupy RowerOwce wziąć udział w Rajdzie na Orientację z Kompasem. Drużynowo stanęli na trzecim stopniu podium.
W środę hucznie powitano go w Koszałkowie, gdzie zgromadzili się samorządowcy, przyjaciele i koledzy z pracy. Nie zabrakło też strażaków z Szymbarku i Ostrzyc, gdzie jest ochotnikiem.
Samotna podróż po Europie była dla niego niesamowitą przygodą, jednak jak podkreśla jego największym marzeniem jest zostać zawodowym strażakiem.
Póki co nie udało mu się dostać do Szkoły Aspirantów PSP w Poznaniu. Będzie ponownie próbował za rok. Ten czas spędzi studiując filologię kaszubską i pewnie jeżdżąc rowerem.
Anna Lehmann
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze