Reklama

Kiełpino. Kilkaset osób na Biegu Arasmusa - uczcili 775-lecie wsi

Kilkuset biegaczy stanęło na starcie Biegu Arasmusa - wielkiej sportowej imprezie, która towarzyszyła obchodom 775-lecia Kiełpina. Uczestniczyli w nimzarówno profesjonaliści, jak i amatorzy. Zwycięzcą biegu głównego został pochodzący z Kenii Dominic Mailu Musyim, najszybszą kobieta zaś okazała się Dominika Nowakowska.

Przygotowania do pierwszej edycji Biegu Arasmusa - imprezy towarzyszącej obchodom 775-lecia Kiełpina - trwały kilka dni. W wielkim sportowym wydarzeniu iwzięło udział łącznie ponad 830 zawodników. W biegu głównym 475 z nich pokonało pięciokilometrowy dystans, w biegu dziecięcym udział wzięło 220 małych sportowców, w biegu rodzinnym 190, a w marszu nordic walking 45. Najmłodszy uczestnik imprezy miał zaledwie kilka miesięcy, a najstarszy zaś 69 lat.

- Dziękujemy, że byliście z nami! Wspaniały debiut kiełpińskiej imprezy już za nami - piszą organizatorzy wydarzenia.

Pierwsza dziesiątka biegu głównego:
1. Dominic Maylu Musyimi - Eldoret (Kenia) - 0:14:30
2. Marek Kowalski - Żukowo - 0:14:37
3. Łukasz Kujawski - Żukowo - 0:14:48
4. Mateusz Niemczyk - Starogard Gdański - 0:15:19
5. Robert Sadowski - Tczew - 0:15:51
6. Damian Sławiński - Gdynia - 0:15:59
7. Damian Wnuk - Wielki Klincz - 0:16:06
8. Wojciech Serkowski - Dzierżążno - 0:16:32
9. Aleksander Burzyński - Słupsk - 0:17:01
10. Dominika Nowakowska - Kiełpino - 0:17:03

Kompletna lista dostępna jest pod tym adresem.

MSz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Japco - niezalogowany 2016-09-26 23:07:29

    Pojawił się pewien hejt na bliźniaczym portalu odnośnie zwycięzcy - obywatela Kenii. De facto I Bieg Arasmusa może stanowić pewien przełom. Czy ktoś kojarzy, aby w powiecie kartuskim wygrał Afrykańczyk? A propos hejtu i naszej zaściankowości :P Dawno, dawno temu, dokładniej około 20 lat temu, sytuacja wyglądała tak, że do Polski przyjeżdżało sporo zawodników ze Wschodu. Wtedy na biegach można było nawet wygrać samochód. A, jeśli ktoś o tym nie wie, samochody dawniej kosztowały niemal tyle, ile mieszkania... Np. kiedyś Siergiej Kotov wygrał Maraton Solidarności w Trójmieście - i dostał Deawoo Tico. Wcześniej do wygrania były chyba polonezy :) Polacy w tamtych czasach często jeździli na Zachód. "Obskakiwali" mniejsze imprezy, aby zgarnąć tam nagrody. Na te lepsze raczej się nie pchali... Pchanie się na te najlepiej opłacane imprezy nie jest już takie proste. Tam mogą być przeprowadzane badania antydopingowe. Czemu na mniejszych imprezach się tego nie robi? W tamtych czasach słyszałem, że takie badania kosztowały około 1,5 tys. zł. Takie koszty zazwyczaj przewyższały wysokość nagród. Poza tym badania są ukierunkowane - w końcu bada się pewną konkretną substancję, parametr. Przez to niewiele da się wyłapać. Obecnie wszędzie tam, gdzie można "coś więcej" wygrać, przyjeżdżają zawodnicy z Afryki i po prostu zgarniają nagrody. Oczywiście czasem zdarza się, że biali znajdą się przed czarnymi, bo w końcu sam kolor skóry nie decyduje o wyniku. Decydują warunki klimatyczne, w jakich żyją. Np. w Afryce można mieszkać na płaskowyżu położonym na dwóch tysiącach metrów. Tak jakby Polak zamieszkał w najwyższych naszych górach i przez wiele lat nawet nie schodził do doliny... Często Afrykańczyk ma po prostu całkiem inną wydolność, która wynika wyłącznie z tego, w jakim miejscu mieszka... Nie chciałbym, aby ktoś odniósł wrażenie, że podejrzewam kogokolwiek o stosowanie dopingu. Po prostu chcę zauważyć, że ta cała walka z dopingiem jest pewnego rodzaju szopką, którą się stosuje wyłącznie na zawodach o najwyższym poziomie... Światek biegowy kiedyś był raczej mały. Stosunkowo mały. Np. niemal nie spotykałem na biegach osób z naszego powiatu... Biegało się w kółko z tymi samymi osobami, przez co krajowa czołówka także się znała. To sprawiało, że istniała taka zasada, iż wielu zawodników, którzy byli nastawieni na zdobywanie nagród, dowiadywało się, kto planuje w danym biegu wystartować. A że znali się nie tylko z widzenia, ale także każdy znał możliwości rywala, można było już przed biegiem ustalić przypuszczalną klasyfikację końcową. Oczywiście po ustaleniu szansy na zdobycie nagrody zawodnik decydował o przyjeździe na zawody lub z biegu rezygnował, i szukał innych zawodów - z niższymi nagrodami, ale większymi szansami na ich zdobycie. Zauważyłem, że na Biegu Arasmusa zastosowano losowanie nagród wśród uczestników. Bardzo dobre rozwiązanie. Ukłon w stronę "otoczki" (tła dla "ścigantów"), bez której bieg uliczny ma całkiem inny charakter - mniej zabawowy, a bardziej wyścigowy... Powtórzę - bardzo dobre rozwiązanie. W końcu chodzi przede wszystkim o popularyzację biegów, ich masowość, stworzenie świetnej imprezy biegowej, zaś teatr kilku aktorów, o dowolnym kolorze skóry, zawsze można sobie obejrzeć w TV. Tutaj mieliśmy dobre warunki dla "otoczki", ale także dobre warunki dla "ścigantów" sprawiły, że osiągnięto bardzo dobre wyniki :) Kiedyś na maratonie w Lęborku nagrody trafiały do 25 pierwszych zawodników. To też było całkiem dobre rozwiązanie. Ostra rywalizacja była nie tylko w ścisłej czołówce, ale także wśród kolejnych zawodników. Nigdy chyba nie sprawdzałem, jaka była wysokość tych nagród. Przypuszczam, że większość była symboliczna, ale w końcu bardziej chodziło o rywalizację i zabawę, niż o nagrody - przynajmniej mi. Nie byłem w Kiełpinie, ale wydaje mi się, że trafiły nam się pierwsze zawody na tak wysokim poziomie. Nie chodzi tylko o Kenijczyka. Chodzi o frekwencję i atestowaną trasę. Poza tym wyjątkowo dużo uczestników pochodziło z okolicy. Sądzę, że za rok będzie trzeba pomyśleć o tym, aby nie było limitu 400 zawodników w biegu głównym. Przy tak krótkim dystansie już teraz jest spore zagęszczenie. Gdy jedni są już w połowie, inni mogą dopiero startować... Dystansu nie można zmieniać. On się sprawdził. Przy dłuższym mogłoby się okazać, że część mieszkańców powiatu kartuskiego musiałaby zrezygnować ze startu... Czyżby trzeba było przed biegiem zrobić podział na grupy, w zależności od możliwości danego biegacza, i puszczanie grup w odstępach czasowych - niemal jak (chyba) na maratonie w Berlinie? :) Gratulacje dla Organizatorów i Uczestników! Japco

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości