Krótko trwała radość najlepszego kartuskiego zapaśnika z powołania do reprezentacji Polski na kwietniowe Mistrzostwa Europy w Azerbejdżanie. Zamiast walczyć o kolejny medal, Edward Barsegian obejrzy czempionat co najwyżej w telewizji.
Trudne chwile przeżywa w tej chwili aktualny jeszcze wicemistrz Europy w zapasach z Wilna. Znajdujący się w znakomitej formie „Edo”, jedna z największych nadziei medalowych reprezentacji Polski na Mistrzostwa w Baku, zgodnie z decyzją Polskiego Związku Zapasów zostaje w domu. „Przewinieniem” zawodnika Cartusii Kartuzy okazało się jego ormiańskie pochodzenie. Czempionat zorganizuje bowiem Azerbejdżan, od lat pozostający z Armenią w stanie ostrego konfliktu. Obie nacje delikatnie rzecz ujmując nie darzą się sympatią i istniała zasadna obawa nie tylko o zdrowie, co nawet życie zawodników. Gdy organizatorzy stwierdzili, że nie są w stanie zagwarantować im bezpieczeństwa, mogła zapaść tylko jedna decyzja. Ani reprezentacja Armenii, ani zapaśnicy ormiańskiego pochodzenia występujący w barwach innych krajów do Baku nie przyjadą. Jednym z pokrzywdzonych w ten sposób sportowców jest właśnie Barsegian. Szkoda tym większa, że dyspozycja Edwarda od początku sezonu stawiała go w gronie jednego z faworytów.
- Wielka szkoda, że tak się stało. Tym bardziej, że nastąpiło to z powodów niezależnych od nas. Uciekł nam bardzo ważny start. Myślę, że Edward jest w czołowej piątce – ósemce świata w tej kategorii wagowej i przy dobrej dyspozycji dnia powalczyłby o kolejny medal – nie kryje zawodu Andrzej Pryczkowski, trener zawodnika. - Poza tym skomplikowało to nam też inną sprawę. „Edo” skarży się na kontuzję nogi, która wymaga operacji. Przesunęliśmy ją jednak na później właśnie z uwagi na Mistrzostwa Europy. Gdybyśmy wiedzieli to wcześniej, dziś dochodziłby już po zabiegu do siebie – dodaje.
Bartek Gruba
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze