Burmistrz kontra kupcy
Według projektu nowej uchwały, która rozpatrywana będzie na posiedzeniu Rady Miejskiej 21 kwietnia, w sezonie letnim wydłużą się godziny otwarcia sklepów i zakładów gastronomicznych w centrum Kartuz. Np. godziny otwarcia restauracji i barów to 10.00 - 20.00 przez cały tydzień oraz dla placówek handlu poza spożywczego 10.00 - 18.00 od poniedziałku do piątku i 10.00 - 14.00 w soboty. Należy dodać, że są to godziny minimalne i każdy właściciel może je wydłużyć. Czym podyktowane są te zmiany? Przede wszystkich dobrem miasta i wygodą mieszkańców. Otwarte sklepy mają ściągnąć także tłumy turystów, którzy ożywią nasze miasto w godzinach popołudniowych. Jak czytamy w uzasadnieniu do uchwały: "W okresie wakacji miasto przypomina obecnie mało budujący obraz pustyni handlowej.(...) Mimo organizacji licznych imprez i festynów handel nie wykorzystuje okazji zatrzymania turystów na miejscu." Przez uchwałę przemawia także troska o przedsiębiorców, ponieważ "zastosowanie uchwały w praktyce umożliwi (...) zwiększenie obrotów w najprostszy możliwy sposób". Niestety handlowcy nie zgadzają się z nowym pomysłem burmistrza. Dlaczego?
* Jak za komuny... czyli "kulą w płot"!
"Jeśli chodzi o sklepy spożywcze i delikatesowe na Rynku, to uważam, że jest ich za dużo. Dowodem są zwolnienia ekspedientek. Klient ma co kilka metrów sklep, gdzie może dokonać zakupów. Jak zamkną jeden, to drugi obok jest otwarty. Po południu nie ma wielu klientów. To ma być dla turystów? Patrząc na sprawę Rynku, to wzorem innych małych miast powinno być tak, że na tym placu np. od godz. 14.00 do 17.00 co sobotę powinny odbywać się kameralne koncerty np. rockowe, gitarowe lub też imprezy z kawałami kaszubskimi, konkursami dla mieszkańców i turystów. Po godzinie 17.00 odbywałyby się na Miasteczku Ruchu Drogowego koncerty, gdzie można byłoby potańczyć i spotkać się ze znajomymi. To by przyciągnęło turystów, a nie sklepy otwarte do 18.00. To jest bezsens i kolejne uderzenie "kulą w płot" pana burmistrza, kolejne dręczenie kupców i wywoływanie zastępczych tematów, podczas, gdy nie ma sukcesów w Urzędzie Gminy. Nie ma remontów chodników, dróg i żadnych inwestycji, oprócz zadłużonej gminy przez kredyt na basen. Każdy głupi potrafi tak zrobić. Pan burmistrz chce nam nakazać, do której mamy mieć otwarte i jest to powrót do tzw. "sterowania ręcznego". Jeżeli się nie dostosujemy do uchwały, to będziemy musieli zapłacić 2.500 zł kary. Tak było za wczesnej komuny. M.G. Gołuński niech wtedy ustali także, do której ma przyjmować prywatny dentysta, szewc, hydraulik, stolarz, ślusarz itd., bo przecież każdy zawód jest sobie równy, a u nas jest podobno demokracja. Jeżeli ta nowa uchwała zostanie wprowadzona w życie, to będziemy się domagać, aby inni także się do niej dostosowali. My się na to nie godzimy. Jesteśmy narzędziem do tego, aby spełnić jego obietnice przedwyborcze i zmniejszyć bezrobocie. Takich mądrych to my mamy tutaj pełno w Kartuzach. Burmistrz niech sam przedłuży funkcjonowanie Urzędu Gminy i zatrudni bezrobotnych. Niektórzy też nie mogą załatwić tam swoich spraw, bo już około 15.30 nikogo nie ma. My sobie "żyły wypruwamy", żeby wszystko funkcjonowało, żeby wszystko jakoś opłacić. Nie dość tego, to zjawia się ktoś, kto chce to zakłócić, popsuć. Ta jedna godzina powoduje, że musimy zatrudnić dodatkową osobę. Burmistrz uparł się, że będzie przy Rynku gmerał i że nie da nam spokoju. Nikt nie pomyśli o tym, że ekspedientki z mniejszych miejscowości nie mają już około 19.00 autobusu np. do Ostrzyc. Kto do nas przyjedzie z Gdańska, skoro tam na miejscu, ma większy wybór?!" - powiedział Krzysztof Drewniak, właściciel kwiaciarni "Goździk" przy Rynku.
* Chory pomysł
"Dla mnie to jest totalna głupota, bo my wiemy najlepiej, do której możemy mieć otwarte i na co nas stać przy takim handlu jak jest teraz. Ludzie nie mają pieniędzy. Gdyby obroty w sklepie były większe to mielibyśmy otwarte nawet do 22.00. Pomysł burmistrza jest chory i niej jest rozwiązaniem sytuacji. Nie stać mnie na pracownika. Mam pracować 12 godzin, bo tego sobie życzy burmistrz? - powiedziała Barbara Kryszewska ze sklepu kosmetycznego "Pimpus".
*Co na to burmistrz?
"Trzeba spojrzeć na to z innego punktu widzenia. Rozumiem, że są tacy, którzy chcą kończyć pracę o godz. 17.00. Ja reprezentuję całe miasto, tych, którzy kupują i tych, którzy sprzedają. To kupujących jest więcej i to oni przynoszą zyski sklepikarzom i miastu. Od wielu lat mówi się o tym, że w Kartuzach o 17.00 zamiera życie i nie ma po co tu przyjeżdżać, bo sklepy są zamknięte, oprócz spożywczych. Większość ludzi kończy pracę o 16.00, a niektórzy przyjeżdżają do miasta około 17.00. W tym momencie nie ma szans dokonać zakupów w innych sklepach niż spożywcze. Myślę, że handlowcy nie powinni mieć pretensji, że obroty im spadają, bo ludzie wolą jechać do supermarketów itp. w okolicach Trójmiasta, które są otwarte do godz. 22.00. Nasi handlowcy nie chcą chyba dbać o swój interes. Sklepy mogą być rano otwarte o godzinę później. Chciałbym, żeby odbyło się to na razie na zasadzie próby. Spróbujmy wydłużyć ten czas" - stwierdził burmistrz M.G. Gołuński.
*Co na to mieszkańcy?
Mieszkańcy oraz turyści cieszą się z wydłużonych godzin, ponieważ nie będą musieli wyjeżdżać z miasta, żeby zrobić zakupy po godzinach pracy.
Bogumiła z Żukowa:
Uważam, że to świetny pomysł, ponieważ nie będę musiała wyjeżdżać do hipermarketu, aby zrobić zakupy. Teraz kończę pracę o 18.00 i większość sklepów jest już nieczynna. Popieram tą ustawę.
Uczennica I LO w Kartuzach:
Często rozmawiamy na forum rodziny o tym, że Kartuzy po południu właściwie wymierają. Nic się nie dzieje, więc dobrze byłoby gdyby ta uchwała weszła w życie. Może to ożywiłoby nasze miasto.
Gertruda z Kartuz:
Jestem emerytką dlatego mogę pójść do sklepu w każdej chwili. W zasadzie jest mi to obojętne.
Rodzina z Berlina:
Mimo, że jesteśmy mieszkańcami Niemiec, cieszy nas ten pomysł, bo od czasu do czasu przyjeżdżamy na Kaszuby i też musimy zrobić zakupy. Uważamy, że to korzyść także dla sprzedających, ponieważ dłuższe godziny handlu oznaczają dla nich więcej utargu. Poza tym może ożywi to nieco centrum w godzinach wieczornych.
Kinga z Kartuz:
Szczerze mówiąc sklepy spożywcze mnie nie interesują, bo zakupy robi mąż. Natomiast cieszę się, że uchwała dotyczy również sklepów przemysłowych.
Teresa z okolic Kartuz:
To chyba lepiej, bo wielu ludzi pracuje do 17-tej. W Trójmieście już dawno sklepy otwarte są dłużej i tam każdy zdąży zrobić zakupy. Ale gorzej będą miały sprzedawczynie, bo większość czasu będą musiały stać za ladą.
Agnieszka z Kartuz:
Jestem za uchwałą. Wiele razy rozmawiałam z córką na temat godzin otwarcia placówek handlowych. Musi ona dojeżdżać do pracy i w tej chwili, po powrocie do domu do sklepu już nie zdąży pójść.
/A.E.G./
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze