Nie udało się podtrzymać piłkarzom z Przodkowa zwycięskiej passy we własnej hali. Po trzech kolejnych wygranych w roli gospodarza, nasz jedynak w I lidze futsalu doznał pierwszej porażki. Srogie cięgi sprawili nam kopacze z Gliwic, zwyciężając niezaprzeczalnie 6:1.
Faworytem spotkania, mimo miana "twierdzy" jaką w pierwszych meczach tego sezonu wypracowało sobie Przodkowo, byli zawodnicy gości. Potknięcia zanotowali tylko w dwóch pierwszych kolejkach rozgrywek, notując porażkę i remis. Od tamtej pory wygrywają już jednak wszystko, dzięki czemu zajmują trzecią pozycję w tabeli z zaledwie trzema punktami straty do lidera.
Spotkanie na Kaszubach zaczęło się dla nich wręcz doskonale. Już w 2 minucie szybką kontrę zespołu Tango celnym strzałem zakończył Szczurek. Wobec biernej postawy miejscowych goście zdawali się posiadać przewagę także w kolejnych minutach. Mając sporo swobody w ofensywie stworzyli sobie jeszcze kilka groźnych sytuacji. W 10 minucie tylko szczęściu zawdzięczamy to, że rywale nie podwyższyli z najbliższej odległości na 2:0, a w 12 minucie dobrym refleksem popisał się Wiśniewski.
Gospodarze mieli natomiast spore kłopoty ze stworzeniem sobie jakichkolwiek okazji. Gra tego najwyraźniej im się nie kleiła. Strzałów z półdystansu próbowali Letniowski i Depta, a efektownymi nożycami popisał się Cirkowski, ale żadna z tych sytuacji nie mogła zagrozić bramce Skorupskiego.
Co gorsza w samej końcówce straciliśmy kolejne dwie bramki. Najpierw znakomicie w polu karnym zachował się Łągiewka, ze stoickim spokojem kładąc jednym zwodem jednego z obrońców, następnie wyczekując Wiśniewskiego lekką podcinką umieścił piłkę tuż przy długim słupku naszej bramki. Dwie minuty później na 3:0 podwyższył natomiast... Wiszniewski, wbijając "samobója".
Drugą odsłonę Auto Complex rozpoczął od zdecydowanych ataków, wierząc jeszcze w odwrócenie losów tego pojedynku. Jak na zawołanie z każdej niemal pozycji strzelał Klimowicz, ale był przy tym bardzo nieskuteczny. Cały zespół nie mógł zresztą znaleźć sposobu na umieszczenie piłki w siatce rywali. Gola nie przyniosła nawet kontra wyprowadzona trójką naszych na jednego obrońcę gości.
Po pięciu minutach obudziła się także ekipa z Gliwic i ...od razu strzeliła bramkę. Dewucki poszedł na przełaj i huknął zza pola karnego w samo okienko bramki Wiśniewskiego. Niestety arbiter nie zauważył, że przyjmując piłkę chwilę wcześniej pomagał sobie ręką.
W odpowiedzi wzorową kontrę przeprowadzili przodkowianie, ale Letniowski z metra przeniósł piłkę nad poprzeczką. Podobnie zresztą jak kilka chwil później Kolka i Depta. Bramka Tanga wydawała się tego dnia wręcz zaklęta. W międzyczasie po woleju Cygnarowskiego uratował nas z kolei słupek.
W 36 minucie wyczerpujemy limit fauli i po przewinieniu Depty Dewucki staje przed szansę podwyższenie prowadzenia z przedłużonego karnego. Myli się jednak nie trafiając nawet w światło bramki. Wiśniewski momentalnie posyła długą piłkę do przodu, a Depta wbija upragnionego gola.
Chwilę później Wiśniewski ratuje się w sytuacji sam na sam faulem, choć już za polem karnym, po czym fantastycznie broni bezpośredni strzał Maksyma. Gospodarze stawiają wszystko na jedną kartę i wycofują bramkarza, ale jedyne co zdołali zrobić to strzał Czerwińskiego, który po nodze bramkarza odbija się jeszcze od poprzeczki. Rywale natomiast w ostatnich dwóch minutach trafiają dwukrotnie, z chirurgiczną precyzją wykańczając szybkie kontrataki.
Auto Complex Przodkowo - Tango Gaf Nova Gliwice 1:6 (0:3)
Depta (36.) - Szczurek (2.), Łągiewka (16.), samobójcza (18.), Dewucki (26., 40.), Woźniak (39.)
Komentarze