W Lasach Mirachowskich znajdował się Bunkier Organizacji Wojskowej Gryf Pomorski „Ptasia Wola", w którym w czasie II wojny światowej ukrywali się partyzanci z okolicznych wiosek. Do głównego wejścia prowadził wąski tunel.
Kto nie przeżył ostatniej wojny na Pomorzu, nie zrozumie niezwykłej sytuacji, w jakiej znalazły się w roku 1939 Kaszuby. Uznawane były wraz z całym Pomorzem za dzielnicę Niemiec. Ceną tego były, od pierwszych dni setki, a nawet tysiące ofiar rozstrzeliwanych w lasach, katowanych w więzieniach gestapo, zamęczanych w obozach.
Ta bezwzględna przemoc spowodowała, że już od pierwszych dni okupacji na Kaszubach działał szereg organizacji konspiracyjnych. Jednym z nich był "Gryf Kaszubski", który powstał w grudniu 1939 roku. Wchłaniał on szereg grup, rozrastając się szybko, dlatego też 1 lipca 1941 roku przekształcił się w "Gryf Pomorski". "Gryfem Pomorskim" kierowała Rada Naczelna, której honorowym prezesem na Kaszubach był pułkownik Józef Wrycza (pseudonim Rawicz), zaś rzeczywistym prezesem był Józef Dambek (pseudonimy: Lech, Jur, Kil, Falski).
W Lasach Mirachowskich znajdował się Bunkier Organizacji Wojskowej Gryf Pomorski "Ptasia Wola", w którym ukrywali się partyzanci z okolicznych wiosek. Schron ten zbudowali leśniczy Jankowski i Kosomczak.
Szerokość, jak również wysokość bunkra wynosi po 2,5 metra. Ściany zbudowano z grubych desek (85 cm), które wspierane były mocnymi stemplami. Również sufit wyłożono stemplami, a na nie położono deski. Natomiast na deskach ułożono równo darniny i dopiero na nie wysypano piach o grubości 80 cm.
Do głównego wejścia prowadził wąski tunel, który dla bezpieczeństwa partyzantów został utworzony na wzór lisiej nory. Wszystkie prace wykonywane były nocą, aby nie wzbudzić podejrzeń.
W czasie II wojny światowej w bunkrze „Ptasia Wola" ukrywało się najpierw osiemnastu, później już tylko pięciu partyzantów. Obecnie żyje już tylko jeden. Jest nim pan Augustyn Kowalecki mieszkający obecnie w Kartuzach. Dzięki swej uprzejmości dostarczył nam bardzo istotnych informacji dotyczących bunkra.
Kiedy pan Kowalecki skończył 18 lat miał, tak jak wszyscy zgermanizowani młodzi Kaszubi, pójść do niemieckiej armii. Jednak zrobił inaczej. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy i wraz z innymi partyzantami uciekł do Puszczy Mirachowskiej, gdzie ukrył się w owym bunkrze. Obowiązywały tam rygorystyczne zasady, które wprowadził najstarszy z partyzantów Leon Król. Pilnował partyzantki, aby nie robiła rozbojów, ponieważ nie chodziło mu o walkę, ale o przetrwanie. Jedyną ich bronią był niezawodny różaniec oraz broń "zajęcza", czyli tzw. ucieczka, która jak mówili, nie była „stateczna, ale skuteczna". W nocy czuwano, natomiast w dzień spano. Aby zaspokoić swoje potrzeby fizjologiczne, partyzanci udawali się do miejsc oddalonych spory kawałek od bunkra. Dla bezpieczeństwa zawsze szło ich dwóch i właśnie z 24 na 25 września 1943 roku, pan Augustyn wraz z kolegą wyszedł z ukrycia w tym celu. Podczas ich nieobecności, sześćdziesięciu gestapowskich żołnierzy napadło na bunkier i zamordowało partyzantów. Polegli to: Jan Gruba, Jan Labuda, Klemens Studziński i Jan Oss.
Według opowiadań pana Augustyna Niemcy przyszli od strony jeziora Lubygość i zaatakowali niespodziewanie. Do tej pory zastanawia się, jak udało mu się przeżyć. Można to nazwać cudem.
Pan Kowalecki uciekł z lasu do pobliskiej wioski - Stryszej Budy. Tam udał się do znajomej rodziny i ukrywał się przez pewien czas. Kiedy sprawa odkrycia bunkra w Lasach Mrachowskich przycichła, Augustyn Kowalecki postanowił z pomocą znajomych zbudować w gęstych lasach nowy bunkier. Znajdował się on nieopodal Sianowa. W bunkrze tym ukrywał się z innymi partyzantami już do końca wojny.
Teraźniejszy stan bunkra jest całkiem inny, niż za czasów hitlerowskich. Bunkier został odbudowany, a pobliskie miejsce uprzątnięte. Obecnie około 14 metrów od bunkra znajduje się krzyż upamiętniający ofiary zabitych.
Dużo pisano o "Gryfie Pomorskim" i jego ludziach. Wiele wycierpieli - nie tylko od obcych, ale i od swoich, po zakończeniu wojny. Do dziś niektórzy nie potrafią uwolnić się od strachu i niepokoju o los własny oraz bliskich. Trzeba nam zrozumieć tę postawę i uszanować ich wolę milczenia. Naszym obowiązkiem jest oddać wyraz pamięci, uznania i szacunku dla tych ludzi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze