Reklama

Bunt w kartuskiej Radzie - sesja przerwana!

23/06/2010 15:53
Choć napięcie w szeregach kartuskiej Rady Miejskiej w ostatnich miesiącach stale narastało, takiego obrotu spraw nikt nie przewidział. Ostatnia sesja rajców musiała zostać przerwana, po tym jak większość z nich wyszła z sali tuż po przyjęciu porządku obrad.

Zaczęło się dość niepozornie, bo od uwagi Mieczysława Gołuńskiego, któremu nie spodobało się, że sesję zwołano w trybie nadzwyczajnym, podczas gdy w programie obrad znalazło się aż 18 uchwał. Poddał też w wątpliwość konieczność zaopiniowania projektu uchwały Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego zmieniającej uchwałę w sprawie likwidacji Regionalnego Zespołu Opieki Paliatywnej – Dom Sue Ryder w Bydgoszczy. To tak naprawdę było jednak tylko niewinne wprowadzenie.

Prawdziwa dyskusja rozgorzała dopiero po słowach radnego Andrzeja Pryczkowskiego, który złożył wniosek o wprowadzenie do porządku obrad punktu umożliwiającego rajcom składanie interpelacji i wolnych wniosków.

- Dziwię się, że zwykła, robocza sesja okazuje się tak dużym problemem. Jeśli rzeczywiście niektórzy radni nie będą dziś mogli z tego powodu zasnąć to przystanę na wprowadzenie interpelacji, ale jako ostatniego punktu dzisiejszych obrad, tak byśmy mogli skupić się na pracy – stwierdziła burmistrz Mirosława Lehman.

To oburzyło jednak radnego Wesołowskiego, który zauważył, że to nie interpelacje są najważniejszych punktem obrad, a podejmowane uchwały. Przekonywał też, że w czasie niedawnej sesji każdy miał możliwość zadania nurtujących go pytań, a początek tej sesji wyznaczono na godz. 14 między innymi dlatego, że zakładano iż skończy się ona stosunkowo szybko. Złożył więc wniosek o pozostawienie porządku obrad bez zmian.

No i zaczęło się. Przez kolejne kilkanaście minut dyskutowano m.in. o tym, który z wniosków powinien być przegłosowany w pierwszej kolejności i o tym, czy dalej idącym wnioskiem jest ten dotyczący umieszczenia interpelacji na początku, czy też na końcu obrad. Przez długi czas kartuscy samorządowcy nie mogli dojść w tej kwestii do porozumienia. Nie mniej ciekawie było gdy doszło do głosowania. Za wprowadzeniem interpelacji opowiedziało się ośmioro z nich, tyle samo było przeciw. Decydujący głos należał więc do przewodniczącego Pobłockiego, który… wstrzymał się od głosu, przesądzając tym samym o odrzuceniu wniosku.

Z rozstrzygnięciem takim nie mógł się pogodzić m.in. radny Gołuński, sugerując że wobec takiego obrotu spraw jego dalszy udział w sesji jest pozbawiony sensu.

- Mam wiele pytań, na które oczekuję odpowiedzi. Jestem radnym i nie zgodzę się na odbieranie mi możliwości wypełniania moich obowiązków – oznajmił były burmistrz, odrzucając jednocześnie propozycję omówienia wszystkich pilnych spraw radnych po sesji.

W podobnym tonie wypowiedzieli się również wiceprzewodniczący Pryczkowski i Dunst. Pierwszy z nich zaznaczał, że odbiera się w ten sposób rajcom prawo uczestnictwa w demokratycznych obradach, co jest niezgodne z ideą samorządności.

- Najwyraźniej niektórzy z nas nie dorośli jeszcze do tego by uczestniczyć w demokracji – powiedział.

Drugi poszedł o krok dalej stawiając szefowej magistratu warunek.
- Albo zgodzi się pani na interpelacje w czasie sesji albo na znak protestu opuścimy salę - zagroził.

- To nie jest żaden zamach na demokrację. Rozumiem że mamy rok wyborczy i co niektórzy chcieliby się pokazać, ale dlaczego jest to tak ważne, aby omawiać to koniecznie na sesji – odpierała ataki Mirosława Lehman.

W sukurs przyszedł jej też natychmiast Marcin Łopaciński, gminny radca prawny.

- Ważne, żebyśmy byli świadomi co się tu tak naprawdę stało. Uważam, że żądanie wiceprzewodniczącego Dunsta jest zupełnie oderwane od rzeczywistości, bo to przecież radni podjęli decyzję, aby programu sesji nie zmieniać. Pani burmistrz nie miała z tym nic wspólnego – stwierdził.

Przeciągająca się dyskusja sprawiła, że pierwszym rajcom zaczęły puszczać nerwy. Salę w pierwszej kolejności opuścili Jan Kiedrowski, Andrzej Pryczkowski i Alicja Jaworowska.

Sytuację próbował jeszcze ratować Krystian Miłosz wnioskując o kolejne głosowanie. Argumentował to tym, że poprzednie dotyczyło interpelacji na początku sesji, natomiast kolejne wiązałoby się z umieszczeniem tego punktu w końcowej fazie porządku obrad. O dziwo radca prawny stwierdził, że jest to pewne rozwiązanie, choć kilka chwil wcześniej przy podobnej propozycji Józefy Byczkowskiej oznajmił, że wykluczone jest dwukrotne głosowanie nad tym samym wnioskiem.

Ostatecznie radni jednak zagłosowali nad interpelacjami raz jeszcze, ale już bez radnej Olszewskiej, która nie kryjąc irytacji także spakowała się i wyszła. Jakby mało było w całej tej sytuacji komizmu, także ten wniosek został odrzucony. I to m.in. przez rajców najgłośniej domagających się problematycznych interpelacji!

Chwilę później w atmosferze dezorientacji przyjęto jeszcze ostatecznie porządek obrad (bez interpelacji), ale to był ostatni akcent tej sesji. Od stołu odeszli m.in. Józefa Byczkowska, Edmund Dunst, Mieczysław Gołuński i Zygmunt Konkol. Pozostało przy nim zaledwie dziewięć osób. To oznaczało, że na sali nie ma kworum, a co za tym idzie, obrady nie mogą być kontynuowane.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    nadia-comaneci - niezalogowany 2010-06-23 19:17:41

    Rozpoczęła się na dobre kampania wyborcza. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby na następnej sesji odwołano przewodniczącego Pobłockiego. Człowiek ewidentnie się mota i nie wie do końca, której Pani służyć. Zostawią go pewnie na stanowisku, jeśli dołączy do grupy Gołuńskiego i Pryczkowskiego, bo ma chłop przecież wielkie ambicje. Na razie tylko wstrzymuje się od głosu, aby żadnej stronie nie narazić się. Jednak wkrótce będzie musiał wybrać. Właściwie już wybrał, broniąc Pryczkowskiego przed utratą mandatu radnego. Do końca kadencji w radzie będzie więć rządziła grupa Gołuńskiego. Jeszcze założą własną gazetę na czas wyborów, aby skutecznie dobić do celu. Stanowiska też już pewnie podzielone - z jednym wiceburmistrzem Dunstem, a drugim Pryczkowskim. Ach, ta kartuska polityka! Inna rzecz, że burmistrz Lehman nie potrafi swoich sukcesów dobrze przekazać społeczeństwu. Brakuje jej dobrego PR-u, patrząc jak fatalnie redagowany jest "Goniec Kartuski". Jak tak dalej pójdzie, to jej dokonania zawłaszczy sobie opozycja.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości