Reklama

Burzliwe spotkanie w Brodnicy Górnej ws. budowy kurnika

Krzyki i przepychanki - tak w wielkim skrócie można opisać atmosferę, która towarzyszyła czwartkowemu spotkaniu w Brodnicy Górnej, gdzie dyskutowano na temat planów budowy kurnika w tejże miejscowości. Przeciwnicy powstania inwestycji przekrzykiwali się, nie przebierając w słowa, głównie z rolnikami, którym nie przeszkadza budowa kurnika. Obecnie inwestor oczekuje na decyzję o warunkach zabudowy. Czy powstaniu inwestycji można jeszcze zapobiec?

Przypomnijmy, że chodzi o istniejącą hodowlę lisów i norek, która miałaby przeobrazić się w fermę drobiu. Taki jest plan inwestora. Mieszkańcy Brodnicy Górnej mówią jednak zdecydowane "nie" budowie kurnika w ich miejscowości. Swój protest wyrazili na sierpniowej sesji Rady Miejskiej w Kartuzach. Wówczas też burmistrz Kartuz obiecał mieszkańcom oddzielne spotkanie poświęcone właśnie tej tematyce. Odbyło się ono w czwartkowy wieczór w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej w Brodnicy Górnej. Przebiegało w bardzo burzliwej i nerwowej atmosferze. Przeciwnicy inwestycji przekrzykiwali się z rolnikami, którym nie przeszkadza budowa kurnika. A ta póki co jest nieuchroniona.

- Jest wydana prawomocna decyzja środowiskowa, zgodnie ze wszystkimi przepisami była ona upowszechniana w zakresie składania wniosków, odwołań. Ta procedura została zakończona. W tej chwili w biegu jest procedura o wydaniu decyzji o warunkach zabudowy. Toczy się od stycznia tego roku i de facto jest już gotowy projekt decyzji. Na wniosek gminy inwestycja została zmniejszona o 1/3 i inwestor na to zgodził - mówił dr Daniel Załuski.

- Czy można zastopować tę inwestycję? Proszę pamiętać, że w momencie, kiedy była sporządzana decyzja środowiskowa nikt nie złożył żadnych wniosków ani uwag. Tak samo jest z decyzją o warunkach zabudowy. Teoretycznie można zastopować decyzję o warunkach zabudowy, z tymże rząd polski wymyślił tak przepisy, że takiej decyzji nie da się zastopować. Wydanie decyzji można wstrzymać na dziewięć miesięcy i w tym czasie sporządzić plan zagospodarowania przestrzennego. Niestety, nie da się tego wykonać w ciągu dziewięciu miesięcy. De facto w tej chwili możecie państwo odwołać od decyzji o warunkach zabudowy do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a potem do sądu. Jest to jedyny tryb, który może poskutkować wstrzymaniem inwestycji (...) To spotkanie ma dotyczyć tego, aby wypracować kompromis, by inwestycja była jak najmniej uciążliwa, bo inwestycja tak czy tak powstanie - dodawał.

Takie stwierdzenie wywołało oburzenie wśród mieszkańców, którzy wdali się między sobą w przepychanki słowne.

- Mieszkam od urodzenia w Brodnicy. Mam ośrodek agroturystyczny, który przejęła teraz córka. Na pewno nikt nie przyjedzie tu wypoczywać wśród smrodu, a budowa kurnika ma być bezpośrednio przy mojej zabudowie. Nie pozwolę na to. Włożyłam w swój ośrodek sporo pracy i nie pozwolę go zniszczyć. Nie mam nic przeciwko, aby postawił sobie kurnik, ale nie w tym miejscu. Znamy się od dzieciństwa. To był porządny chłopak, a teraz nie wiem co sobie wymyślił. Nie pozwolimy na powstanie kurnika - krzyczała Ewa Kowalska.

- Mieszkam tutaj od urodzenia. Widzę tutaj dużo twarzy, które nie są z tej miejscowości. To gospodarstwo powstało jakieś sto lat temu i nikomu nie przeszkadzało. Wszyscy dookoła byli rolnikami. Też pochodzę z rodziny rolniczej. Raptownie znaleźli się tu tacy, co dorwali trochę pieniędzy i nakupowali działeczki i teraz chcą wygryźć mieszkających tu od lat rolników. Ten gospodarz pracował na tej ziemi tyle lat, a ktoś przyjechał, postawił sobie domek, i teraz to rolnik ma uciekać ze wsi. Odnośnie piekarni. Powstała ona później niż ferma lisów (...) Dlaczego panie, które tak krzyczą, nazywacie się kołem gospodyń wiejskich, skoro gospodarzy macie gdzieś - mówił z kolei inny mieszkaniec, pan Mieczysław.

- Czego ma dotyczyć to spotkanie, bo będziemy się kłócić, a jutro jeden na drugiego będzie z siekierą latał. Ustalmy, jakie mamy możliwości. Co możemy zrobić - reagował jeden z mieszkańców.

- Przyszliśmy tu po to, aby porozmawiać o tym, co można zrobić. W takim harmidrze się nie da. Jesteśmy we wsi rolniczej, nie turystycznej. Brodnica Górna jest wsią rolniczą. Macie jedną z większych liczb rolników w miejscowości niż w innych sołectwach naszej gminy. Mieszkają tu rolnicy, którzy od lat uprawiają tu ziemię. To mieszkania wchodzą w rolnictwo niż odwrotnie - podkreślał burmistrz Kartuz Mieczysław Grzegorz Gołuński.

- Pod petycją przeciw budowie kurnika podpisało się 326 osób. Jak będzie trzeba, to tych podpisów będzie więcej. Ten kurnik jest nam w Brodnicy niepotrzebny. Mówi pan, że jesteśmy wsią rolniczą. Jak było budowane Centrum Sportów Wodnych i Promocji Regionu na Złotej Górze to mówił pan, że jest to stricte wieś turystyczna - ripostował radny Ryszard Duszyński.

- Panie burmistrzu, teraz mógł pan zorganizować spotkanie. Dlaczego nie zrobił pan tego wówczas, jak inwestor złożył wniosek o wydanie decyzji środowiskowej. Ma pan doświadczenie z sytuacji w Prokowie. Wie pan, że taka inwestycja budzi opór społeczeństwa. Gdyby wykazał się pan dobrą wolą, nie byłoby nas tutaj dzisiaj. Nie chodzi o to, aby zamykać gospodarstwa rolnikom. Może warto zastanowić się jednak, aby iść w kierunku gospodarstw ekologicznych - dodawał Mariusz Treder, przewodniczący Rady Miejskiej w Kartuzach.

- Tu ziemia jest szóstej klasy. Tu żadne warzywa, pomidory nie będą rosły na taką skalę, by można było je hodować i z tego żyć. To nie jest ziemia urodzajna. Nie nadaje się na uprawę warzyw - odpowiadał mu syn inwestora, Paweł Król.

Jak informował też, są oni gotowi do kompromisów odnośnie planowanej przez siebie inwestycji.

- Ojciec fermę lisów prowadzi od 27 lat. Pensjonat powstał już, kiedy ferma istniała. Jeżeli ojciec nie otrzyma pozwolenia na budowę kurnika, to dalej będzie prowadził fermę lisów i też w większej skali, bo żeby się opłacało, będzie trzeba mieć ich więcej. Dla mnie osobiście ferma lisów śmierdzi bardziej niż kurnik. Jesteśmy w stanie się z panią porozumieć. Możemy odgrodzić kurnik tak, aby goście pani pensjonatu go nie widzieli. Jeżeli będzie miała pani jakieś przyjęcie, to w tym dniu też nie będziemy czyścić obornika, aby pani robić na złość. Jesteśmy w stanie się dogadać - wyjaśniał Paweł Król.

Jeden z mieszkańców odniósł się do uchwały, którą przyjęli podczas ostatniej sesji kartuscy radni, a mianowicie uchwały intencyjnej w sprawie podjęcia działań zmierzających do uniemożliwienia powstania na terenie Brodnicy Górnej przemysłowej fermy drobiu.

- To była uchwała ku temu, aby zablokować lokalizację potężnych ferm drobiu w waszym sołectwie. Panie Król, rozumiemy, że jest pan rolnikiem i chce pan prowadzić produkcję. Dzisiaj to ma być jeden kurnik, ale później będzie drugi, kolejny i kolejny. Miejmy tę świadomość. Tą uchwałą zobowiązaliśmy pana burmistrza, aby podjął działania, by ta ferma nie powstała. Pan burmistrz ma możliwość wnoszenia projektów uchwał, ma do tego ludzi, aby przygotować projekt uchwały, która zainicjuje powstanie planu zagospodarowania przestrzennego w danym fragmencie sołectwa Brodnica Górna. I niech pan nie mówi, że nie da się przygotować i uchwalić planu zagospodarowania przestrzennego w ciągu 12 miesięcy - tłumaczył Mariusz Treder.

- Owszem da się przygotować w ciągu 12 miesięcy plan, natomiast w dziewięć miesięcy nie da rady, jeśli wniosek został złożony na przełomie lutego i marca. Mamy koniec sierpnia. Nie da rady w ciągu dziewięciu miesięcy. W 12 miesięcy można zablokować decyzję celu publicznego, decyzję zwykłą w dziewięć miesięcy, to jest decyzja zwykła - mówił dr Daniel Załuski.

- Jeżeli będą ustalone warunki zabudowy i ktoś odwoła się od tej decyzji, to będzie czas na przygotowanie planu zagospodarowania przestrzennego - drążył szef kartuskich radnych.

- I tu ma pan rację, bo jeśli sprawa pójdzie do sądu, a w międzyczasie będzie tworzony plan zagospodarowania przestrzennego to rzeczywiście zablokuje to powstanie inwestycji. Należy jednak pamiętać, że wówczas rolnik będzie mógł domagać się odszkodowania od gminy. Druga sprawa, jaki ma być zasięg planu. Nie będziemy przecież robić planu na jedną działkę - kontynuował Daniel Załuski.

- Ale u nas w gminie robi się plany na jedną działkę, to dlaczego nie tu - kontrargumentowali radni.

Spotkanie zakończyło się bez żadnego konsensusu. Burmistrz zaproponował kilka spotkań z mieszkańcami w mniejszym gronie, aby wnieśli swoje uwagi do planu zagospodarowania przestrzennego, który ewentualnie miałby powstać dla tego fragmentu Brodnicy Górnej.

Dodajmy, że o trwającej procedurze w kierunku wydania decyzji środowiskowej dla przedmiotowej inwestycji wiedziała sołtys Brodnicy Górnej, która miała o niej poinformować mieszkańców. Ograniczyła się jedynie do poinformowania kilku osób.

- To pani sołtys zawiodła. Skoro pani wiedziała o tych planach. to mogła pani poinformować nas, mieszkańców. To pani wina - grzmiał jeden z mieszkańców.

Do sprawy będziemy wracać.

AL
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    taka prawda - niezalogowany 2019-09-04 11:21:20

    kurzy nawóz jest wyjatkowo aromatyczny, krowi, świński to francuska perfuma przy nim ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ojcowizna - niezalogowany 2019-09-04 11:20:26

    nie trzeba było sprzedawać ziemi na działki. Rolnicy sami sobie sprowadzili na kark domkowiczów i tyle. Skoro tak kochacie matkę ziemię to jej nie sprzedawajcie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    a - niezalogowany 2019-09-03 14:42:25

    Co za narod

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości