Kolejne trzy punkty mogą zapisać na swoim koncie piłkarze Cartusii 1923 Kartuzy. W meczu dziewiątej kolejki "bałtyckiej" III ligi wykorzystali oni atut własnego boiska zwyciężając Gryf Słupsk 1:0 (0:0). Jedyną bramkę w meczu zdobył w 81 minucie gry Marek Steinborn.
W pierwszych minutach spotkania dość niespodziewaną przewagę osiągnęli goście, którzy dwukrotnie poważnie zagrozili bramce strzeżonej przez Tułowieckiego. Nasz podstawowy bramkarz - Maciej Czyżniewski ponownie nabawił się kontuzji, tym razem ręki i po raz kolejny będzie musiał pauzować.
Miejscowi długo nie mogli się otrząsnąć, ale przetrwali 20-minutowy napór Gryfa i w końcu sami odpowiedzieli większą aktywnością w ofensywie. Ładnie piłkę ze środka rozegrał Kwasny, uruchamiając na lewej stronie Kempińskiego. Ten zwodem zszedł do środka i już będąc w polu karnym gości uderzył pod poprzeczkę. Przytomnie między słupkami zachował się jednak Krymowski, sprawując piłkę na rzut rożny.
W 28 minucie Cartusia znów bliska była szczęścia. Tym razem za rozegranie wziął się mający raczej słabszy dzień Zagórski. Piłkę znów na lewej flance dostał Kempiński, który miękko wrzucił na długi słupek. Kozłem piłkę uderzył nadbiegający Gruchała, ale ponownie instynktownie obronną ręką wybrnął z tej sytuacji Krymowski.
W ostatnim kwadransie niebiesko-biało-czarni próbowali otworzyć wynik spotkania jeszcze dwukrotnie. Najpierw lepiej ustawionego Steinborna nie zauważył Kwasny i w efekcie posłał piłkę obok słupka, a tuż przed przerwą dla odmiany zbyt altruistycznie zachował się Gruchała, który skutecznie lobował Krymskiego, ale piłkę zamiast do bramki próbował jeszcze zgrać na 3 metr, gdzie niestety żadnego z naszych piłkarzy akurat nie było.
Druga połowa była już znacznie ciekawsza i szybsza, przede wszystkim w wykonaniu kartuzian. Na boisku pojawił się od początku Borkowski, który zastąpił Gruchałę. W 49 minucie powinien paść upragniony gol. Nasi kopacze dwukrotnie strzelali z najbliższej odległości. Wolej Kitowskiego został jednak zablokowany, a dobitka Domjana do pustej praktycznie bramki poszybowała nad poprzeczką. W kolejnych 10 minutach Cartusia zmieniła nieco sposób ataku i zamiast skrzydeł, Zagórski zaczął wybierać częściej piłki prostopadłe. Ani Rubin, ani Karasiński nie potrafili jednak zrobić z nich pożytku.
Przewaga gospodarzy w tym fragmencie była niepodważalna, a piłkarze ze Słupska ograniczali się wyłącznie do przeszkadzania nam w coraz to groźniejszych akcjach ofensywnych. W 64 minucie szczęścia spróbował nawet sam Zagórski, w dogodnej sytuacji z 15 m uderzają w sam środek bramki. Podobnie zresztą jak dziesięć minut później z dystansu o połowę mniejszego uczynił to Karasiński. W międzyczasie była też próba Borkowskiego po krótko rozegranym rzucie rożnym i nieuznany gol Steinborna ze spalonego. Wszytko na próżno.
W 80 minucie miejscowym kibicom na chwilę musiało zrobić się wyjątkowo gorąco. Z niegroźną z pozoru kontrą wyszli słupszczanie. Jeden z pomocników zdecydował się na strzał z 30 bodaj metrów. Tułowiecki zbagatelizował to uderzenie niemal całkowicie, tymczasem piłka odbiła się od naszej poprzeczki i wyszła w pole. Ledwo co wszyscy zdążyli odetchnąć z ulgą, a akcja błyskawicznie przeniosła się na drugą połowę boiska. Wprowadzony na murawę kilka chwil wcześniej Banaszak pognał lewą stroną do samej niemal linii i lekko zacentrował. Obrońcy Gryfa wyraźnie w tej sytuacji zaspali z czego skwapliwie skorzystał niezawodny ostatnio Steinborn. Doszedł do piłki jako pierwszy, dostawił w zasadzie tylko nogę i futbolówka wtoczyła się do bramki rywali.
Trzy minuty później przyjezdni mieli znakomitą okazję do wyrównania. Za późno z bramki wyszedł Tułowiecki, czego o mały włos nie wykorzystał rezerwowy Mariusz Guraj. Na nasze szczęście uderzona przez niego piłka minęła zarówno naszego golkipera, jak i strzeżoną przez niego bramkę.
Cartusia zwyciężyła pogrążonego w kryzysie Gryfa Słupsk i umocniła się jeszcze w czołówce tabeli III ligi. Gryf z kolei, którego w sobotnim meczu po raz pierwszy prowadził nowy trener - Tadeusz Wanat jr, wciąż okupuje lokatę ostatnią.
Komentarze