Nie ma już w gronie ekip „bałtyckiej” III ligi drużyny bez porażki. Jako ostatnia status ten straciła Cartusia Kartuzy. Biało-niebiesko-czarni bez kontuzjowanych Zagórskiego i Kitowskiego w składzie ulegli przed własną publicznością Gryfowi Słupsk 1:3, tracąc nie tylko pozycję lidera, ale i miejsce w czołowej „trójce”.
Już pierwsze minuty spotkania pokazały, że brak Zagórskiego na boisku będzie miał ogromny wpływ na poczynania kartuzian. Nasz lider nabawił się w poprzedniej kolejce urazu wiązadeł krzyżowych i według wstępnych prognoz od piłki odpoczywać będzie co najmniej do końca tej rundy. Pogubieni podopieczni Adama Adamusa na samym początku pozwolili gościom przeprowadzić aż dwie bardzo groźne sytuacje. Najpierw popis umiejętności dał jednak Czyżniewski, a chwilę później uderzenie Kryszyłowicza nieznacznie minęło słupek miejscowych.
„Nasi” odnaleźli się dopiero po upływie kwadransa, gdy z 16 metrów sprytnym strzałem z „fałsza” Piechotę próbował pokonać Rubin. Niestety minimalnie się pomylił. Akcja ta dodała im jednak pewności siebie i praktycznie do końca tej części meczu to Cartusia posiadała nieznaczną przewagę. Trzykrotnie na bramkę rywali strzelał Mitura, ale wynik nie uległ zmianie. W 32 minucie niewiele brakowało, a kartuskich napastników wyręczyliby słupscy obrońcy. Dośrodkowanie Stencela przyjezdni defensorzy wybili tak niefortunnie, że o mało nie umieścili futbolówki we własnej bramce. W 41 minucie przeciętnie grający Gryf wyszedł na prowadzenie. Bombą zza pola karnego popisał się Paweł Waleszczyk i do przerwy mimo wszystko dość niespodziewanie przegrywaliśmy 0:1
Drugą połowę mocnym akcentem rozpoczęła Cartusia. Już po jednym z pierwszych natarć niewiele zabrakło, a padłaby bramka wyrównująca. Główka Konkola odbiła się jednak od słupka i wyszła w pole. Sześć minut później równie groźnym strzałem z prawej strony odpowiedział Gibczyński, ale dobrze ustawiony Czyżniewski nie dał się zaskoczyć.
W kolejnych minutach gra wyraźnie siadła. Widząc bezradność swoich zawodników Adamus dokonuje aż trzech zmian. Za Macha i Bubienkę na murawie pojawiają się Domjan i Banaszak, a chwilę później Konkola zastępuje Gruchała. Na efekt trzeba było czekać zaledwie 180 sekund, choć z pewnością nie na taką zmianę liczył kartuski sztab szkoleniowy. W 68 minucie indywidualną akcją popisał się Dawidowski. Strzelił jednak zbyt słabo i Piechota błyskawicznie uruchamia kontrę swojego zespołu. Trzy podania w obrębie „naszego” pola karnego huknięciem z 18 metrów zamyka Kryszałowicz, podwyższając rezultat na 0:2.
Minutę później były reprezentant Polski, a obecnie grający dyrektor sportowy słupskiego klubu idealnie obsłużył jeszcze Kozłowskiego, ale ten pomylił się w sytuacji sam na sam z Czyżniewskim. Na 8 minut przed końcem tyle szczęścia już nie mieliśmy. Sędzia nie zauważył przynajmniej metrowego spalonego i dwójkową akcję Gryfa swoim drugim trafieniem w meczu zakończył Waleszczyk. Cartusia odpowiedziała co prawda zaraz po wznowieniu celnym wolejem Mitury, ale na więcej nie było już naszych piłkarzy stać. W 88 minuty próbował jeszcze Rubin, ale egzekwując rzut wolny pośredni z 15 metrów (za zbyt długie przetrzymywanie piłki przez Piechotę) trafił prosto w mur.
Biało-niebiesko-czarni przegrali pierwszy mecz w sezonie i spadli na czwarte miejsce w tabeli. Bez Zagórskiego, na którym opiera się praktycznie cała siła ofensywna kartuskiego zespołu, o kolejne punkty może już być znacznie trudniej niż w pierwszych kolejkach tegorocznych rozgrywek.
Komentarze