Zaledwie trzech minut zabrakło piłkarzom Cartusii do odniesienia drugiego ligowego zwycięstwa w rundzie wiosennej. Jeszcze w 87 minucie kartuscy piłkarze prowadzili zasłużenie 1:0, ale jeden z nielicznych wypadów gości z Trzebiatowa pod nasze pole karne dał im bramkę wyrównującą i cenny punkt.
Mecz od pierwszych minut układał się pod dyktando wyżej notowanych gospodarzy. Choć Cartusia formą na wiosnę nie błyszczy, rywale spisują się jeszcze gorzej, przegrywając pięć z siedmiu rozegranych dotąd spotkań rundy rewanżowej. Przedostatnie miejsce w tabeli i coraz wyraźniejsze widmo spadku kazały w roli faworyta stawiać mimo wszystko ekipę niebiesko-biało-czarnych.
Spotkanie zresztą lepiej ułożyć się dla miejscowych nie mogło. Zaledwie po kwadransie gry, powalony w polu karnym został Kwasny, a jedenastkę na gola zamienił Rusinek. Szybko zdobyta bramka pozwoliła nieco zdjąć presję z kartuskich piłkarzy, którzy co chwila konstruowali akcje na połowie rywali. Taktyka Regi przypominała wręcz momentami obronę Częstochowy. Gdy tylko piłka trafiła w ich posiadanie, wybijali ją natychmiast "na uwolnienie", by móc w spokoju poukładać na nowo szybki obronne.
Gospodarze przeważali w sposób zdecydowany, ale piłka za nic nie chciała wpaść do siatki po raz drugi. Okazji ku temu jednak nie brakowało. Szczególnie w ostatnich dziesięciu minutach pierwszej połowy, kiedy to przy odrobinie szczęścia rezultat mógł zmienić się na naszą korzyść jeszcze kilkakrotnie. Saczewski lobując kładącego się w sytuacji "sam na sam" bramkarza zahaczył o jego rękę. Rusinek w podobnej sytuacji najpierw przegrał pojedynek biegowy z golkiperem rywali, a zaraz potem był co prawda szybszy, ale lobował bardzo niecelnie.
Gorąco pod bramką Regi było też w 45 minucie. Po dwójkowej akcji Rubina z Węsiorą, w pole karne wzdłuż linii końcowej wpadł ten drugi, minął jeszcze bramkarza i zagrał piłkę wzdłuż pustej już w tym momencie bramki, ale żadnemu z naszych piłkarzy nie udało się jej sięgnąć.
Druga połowa nie przyniosła zmiany obrazu gry. Cartusia nadal nacierała, nie pozwalając rywalom praktycznie na żadną aktywność ofensywną. Podobnie jak i w pierwszej połowie, ogromny problem stanowiło jednak wykończenie stwarzanych sytuacji. Często na skrzydłach pokazywał się Banaszak lub Rusinek, ale nic z tych akcji nie wynikało. Ostatnie podania trafiały w nogi obrońców, ręce bramkarza lub były nieprecyzyjne.
Z ciekawszych prób na uwagę zasługuje strzał Banaszaka z 52 minuty, dobrze sparowany do boku przez bramkarza Regi oraz mocny, choć zablokowany wolej wpuszczonego chwilę wcześniej Dawidowskiego z 73 minuty. Ten sam zawodnik próbował szczęścia także pięć minut później, gdy z prawej flanki dośrodkowywał Rusinek, Kwasny minimalnie minął się z piłką, a poprawka Węsiory była tak niecelna, że wyszła niemal na aut. Piłkę przejął jednak wówczas właśnie Dawidowski, mijając obrońcę zszedł w narożnik pola karnego i uderzył na krótki słupek. Bramkarz rywali był jednak dobrze ustawiony i poradził sobie z tym strzałem.
W 81 minucie w sytuacji "sam na sam" znalazł się ponownie Rusinek, ale wynik i tym razem nie uległ zmianie. Podobnie jak pięć minut później, gdy po rogu, uderzając z pierwszej piłki zza pola karnego nieznacznie przeniósł on futbolówkę nad poprzeczką.
Gdy wydawało się już, że Trzebiatowianom jakimś cudem uda się przegrać "tylko" 1:0, sprawdziło się stare piłkarskie porzekadło, mówiące o tym, że niewykorzystane okazje lubią się mścić. Niestety Cartusia doświadczyła tego w wyjątkowo bolesny sposób. Choć nie przeważała, co wręcz dominowała przez blisko 90 minut meczu, przez większość tego czasu prowadząc, kompletu punktów nie zdołała wywalczyć. W 87 minucie rywale wykonywali rzut wolny z środkowej strefy boiska. Posłana aż pod pole karne piłka "zatańczyła" gdzieś między zawodnikami i z najbliższej odległości wbita została do bramki bezrobotnego niemal w tym meczu Tułowieckiego.
Cartusia rzuciła się jeszcze do desperackich ataków i w doliczonym już czasie gry powinna zostać nagrodzona drugim rzutem karnym. Przy jednym z dośrodkowań w zapaśniczym niemal stylu powalony został walczący o pozycję Gruchała, ale arbiter faulu się nie dopatrzył. Sam poszkodowany decyzją sędziego był tak sfrustrowany, że dość ekspresyjnie dał temu wyraz, za co ujrzał najpierw żółtą, a kilkanaście sekund później czerwoną kartkę.
Mecz, którego Cartusia nie miała prawa nie wygrać, zakończył się ostatecznie rozczarowującym remisem 1:1.
Komentarze