Reklama

Cartusia - Orkan 1:1

W sobotnim meczu zamykającym pierwszą część sezonu "bałtyckiej" III ligi Cartusia 1923 Kartuzy zremisowała na własnym boisku z wiceliderem, Orkanem Rumia 1:1. Obie ekipy kończyły zawody w 10-tkę, a gola na wagę punktu zdobył w drugiej połowie Borkowski.

Faworytem spotkania był Orkan, który przez większość rundy jesiennej zasiadał na fotelu lidera. Stracił go tydzień wcześniej, za sprawa remisu z innym pretendentem do awansu - Gryfem Wejherowo. Mecz z Cartusią miał być próbą odzyskania pierwszego miejsca w stawce. Niebiesko-biało-czarni, po raz ostatni przegrali natomiast 17 września z Chemikiem Police i za wszelką cenę chcieli tę dobrą passę przedłużyć.

Zdecydowanie lepiej do realizacji planu przystąpili goście. To oni szybko przejęli inicjatywę, którą jeszcze przed upływem 10 minut gry przypieczętowali golem. Niefrasobliwość naszej defensywy i znakomite podanie z głębi pola Siemaszki wykorzystał Szweda, nie dając w sytuacji "sam na sam" najmniejszych szans Tułowieckiemu.

Zaraz potem mocnym uderzeniem z dystansu naszego bramkarza próbował zaskoczyć jeszcze Kazubowski, ale w kolejnych minutach Orkan wyraźnie zwolnił, próbując kontrolować wydarzenia na boisku i czekać na okazję do kontry. Grę częściej prowadzili podopieczni Jerzego Jastrzębowskiego, ale dobrze ułożony blok defensywny rumian nie dawał się zaskoczyć. Co więcej, w 40 minucie za uderzenie rywala bez piłki z boiska wyrzucony został prezentujący w ostatnich tygodniach kapitalną formę Domjan i szanse na dobry wynik w tym meczu zdawały się być już wyłącznie iluzoryczne.

Druga połowa długo nie przynosiła zmiany oblicza rywalizacji. Orkan pozwalał gospodarzom prowadzić grę, nastawiając się na przejęcie piłki i szybką kontrę, która rozstrzygnęła by ostatecznie losy tej potyczki. Bliscy szczęścia byli m.in. w 55 i 61 minucie. Najpierw Kazubowski przestrzelił w dogodnej sytuacji nad poprzeczką, zaś potem główkę Klawikowskiego z trudem odbił Tułowiecki.

Cartusia nie pozostawał jednak obojętna i też coraz śmielej atakowała. Co więcej, w 75 minucie trener Jarzębowski podjął ryzyko i mimo gry w osłabieniu wzmocnił ofensywę, wprowadzając na murawę Papinę i Borkowskiego. Efekt przyniosło to już cztery minuty później, gdy składną, dobrą akcję miejscowych, zakończoną strzałem zza pola karnego ręką powstrzymał stojący już w 16-tce Wasielewski. Sędzia co prawda ukarał winowajcę drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką, ale zamiast rzutu karnego, przyznał kartuzianom rzut wolny z samej linii pola karnego.

To był kluczowy moment tego meczu. Przy piłce stanęli Dawidowski i Borkowski. Pierwszy przeskoczył nad piłką, a drugi uderzył z całych sił przy murze. Futbolówka otarła się jeszcze o jednego z obrońców i po rykoszecie zatrzepotała w siatce bramki Kamila Biecke.

Gospodarze poszli za ciosem i w ostatnich minutach bliscy byli zdobycia drugiego gola. Najpierw w dwóch dogodnych sytuacjach rywale ratowali się faulami, zaś w 90 minucie Karasiński przegrał walkę o piłkę z leżącym już na murawie bramkarzem Orkana. Wynik ostatecznie nie uległ już zmianie i Cartusia zakończyła pierwszą część sezonu cennym mimo wszystko remisem z jednym z pretendentów do awansu.

Cartusia 1923 Kartuzy - Orkan Rumia 1:1 (0:1)
Borkowski 79 - Szweda 8

CARTUSIA: Tułowiecki - Nurek, Karasiński, Gładczuk (75" Borkowski), Rubin - Hejden (75" Papina), Domjan, Puczyński, Dawidowski - Rusinek, Kwasny

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości