Na ośmiu kolejnych meczach bez porażki zakończyła się znakomita seria piłkarzy trzecioligowej Cartusi Kartuzy. Po sześciu wygranych i dwóch remisach przyszła pora na porażkę. Ekipą, której udało się zatrzymać rozpędzonych kopaczy z Kartuz okazał się Dąb Dębno, który zwyciężył wczoraj „u nas” 3:2.
Przypominając sobie ostatnie wyniki Cartusi, na spotkanie to można było wybrać się w ciemno z poczuciem pewności, że bramek padnie przynajmniej kilka. Tak też się stało, chociaż widowisko zachwycić raczej nie mogło. Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami od zdecydowanych ataków gospodarzy. Już w trzeciej minucie Zagórski sprytnie ograł w polu karnym dwóch obrońców, ale do piłki szybciej dopadł bramkarz rywali. Minutę później futbolówka znalazła już jednak drogę do bramki. Z prawej strony w pole karne mocno dośrodkował Mach i opadającą już piłkę efektownym szczupakiem wbił do bramki Paweł Rubin.
10 minut później bliski szczęścia ponownie był Zagórski, ale jego techniczny strzał z narożnika pola karnego o centymetry minął lewy słupek. Goście odpowiedzieli po raz pierwszy dopiero w 16 minucie. Kąśliwy strzał po ziemi z 18 metrów świetnie sparował na bok Czyżniewski. Po tej sytuacji mecz wyraźnie „siadł”, a piłkarze żadnej z drużyn długo nie mogli stworzyć sobie żadnej klarownej okazji. Gorąco zrobiło się dopiero w 40 minucie, kiedy groźną kontrę przyjezdnych znów kapitalną interwencją powstrzymał Czyżniewski. Po pierwszej połowie było 1:0 dla Cartusi, ale w poczynaniach naszych piłkarzy wyraźnie widać było już trudy wcześniejszych spotkań.
Drugą odsłonę energiczniej rozpoczął Dąb. W 47 minucie wysokim pressingiem zmusił naszą defensywę do błędu. Niewiele brakowało, a padłby gol samobójczy. Na szczęście piłka minęła prawy słupek i skończyło się tylko na rzucie rożnym.
Przewaga gości rosła jednak z każdą minutą, co musiało się w końcu skończyć bramką wyrównującą. A ta padła w 63 minucie w niemal identycznych okolicznościach, co ta z pierwszej połowy. Wrzutkę w pole karne z prawego skrzydła strzałem głową, choć już nie tak efektownym, zakończył napastnik z Dębna i było po 1.
Trener Adamus zareagował dwiema zmianami. Za Dawidowskiego wszedł Gruchała, a za grającego wyjątkowo słaby mecz Kordyla, Więckiewicz. Na niewiele to się jednak zdało, bo w 75 minucie przyjezdni wyszli na prowadzenie. Tym razem katastrofalnie we własnym polu karnym zachował się Karasiński, który na piątym metrze dał się uprzedzić rywalowi. Czyżniewski był bez szans. Popularny „Stocznia” szybko się jednak zrehabilitował, bo już dwie minuty później pobiegł do przodu za akcją i po podaniu Zagórskiego głową przelobował golkipera Dąbu. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do bramki. Na tablicy wyników 2:2. Niestety Cartusi nie było najwyraźniej dane zdobyć w tym meczu nawet punktu.
W 82 minucie wyborną akcją popisali się goście. Piłka bita z rzutu rożnego spadła tuż za pole karne wprost na nogę zawodnika gości, a ten pięknym strzałem z pierwszej piłki posłał futbolówkę kozłem tuż przy słupku. Przyznać trzeba, że gol był wyjątkowej urody. Co ważniejsze, nie tylko mógł się podobać, ale i odebrał biało-niebiesko-czarnym nadzieję na korzystny rezultat.
Tym razem szczęście w końcówce Cartusi nie dopisało i w tabeli zostaje na szóstym miejscu. Do końca sezonu pozostały już tylko trzy kolejki. W najbliższy weekend gramy na wyjeździe z Zatoką Puck, potem u siebie z Orkanem Rumia i na sam finał – Astra w Ustroniu Morskim.
Komentarze