W meczu na szczycie "bałtyckiej" III ligi liderująca tabeli Bytovia Bytów rozbiła zajmującą trzecią lokatę w stawce Cartusię Kartuzy aż 4:1. Wynik końcowy nie odzwierciedla jednak wydarzeń na boisku, a biało-niebiesko-czarni pokazali się na trudnym terenie rywala z bardzo dobrej strony, dwie bramki tracąc dopiero w samej końcówce spotkania.
Faworytem meczu byli gospodarze, którzy w tym sezonie punkty przed własną publicznością stracili tylko raz. W pierwszej części sezonu wywieźli natomiast z Kartuz komplet punktów, zwyciężając 2:0. Sobotnią potyczkę lepiej rozpoczęli tymczasem podopieczni Macieja Kalkowskiego. Sam Rusinek dwukrotnie stanął przed szansą bramkową, ale najpierw trafił w słupek, a potem przegrał pojedynek "sam na sam" z Oszmańcem.
Miejscowi w pierwszej połowie poważnie zagrozili naszej bramce tylko raz, ale uczynili to na tyle skutecznie, że Wojciech Pięta wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Kilka minut później bliski wyrównania był Kwasny, którego efektowną przewrotkę w niebywały wręcz sposób zdołał odbić bramkarz Bytovii.
Wysiłki zmierzające do odrobienia strat powiodły się jednak już na początku drugiej połowy, gdy po indywidualnej akcji droge do bramki znalazł wreszcie Rusinek. Radość kartuzian nie trwała jedak długo, bo już trzy minuty później precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Pietrzyk i wynik znów trzeba było gonić.
Bytovia została w tym fragmencie meczu zepchnięta do głębokiej defensywy, niejednokrotnie broniąc się wybijaniem piłki przed siebie, tylko po to, by móc na chwilę złapać oddech i poustawiać ponownie szyki obronne. Starania Cartusii przyniosły nawet efekt w postaci drugiego gola, autorstwa Domjana, ale sędzia trafienia nie uznał, dopatrując się spalonego. Minutę później ten sam zawodnik na off-sidzie już z całą pewnością nie był, ale stojąc metr od bramki przestrzelił po znakomitym zagraniu Kwasnego.
Na domiar złego niewykorzystane okazje okrutnie się zemściły w samej końcówce. Najpierw nasza defensywa dała się oszukać po dwójkowej akcji Pięty z Ciemniewskim, a cztery minuty później sprytnym strzałem z ostrego kąta dobił nas jeszcze Adivanio Nascimento.
Komentarze