Reklama

Cartusia rozpoczyna kolejny sezon w III lidze

W niedzielne popołudnie walkę o ligowe punkty zainaugurują piłkarze Cartusii 1923 Kartuzy. Niebiesko-biało-czarni przystąpią do rozgrywek jako siódma ekipa ostatniego sezonu "bałtyckiej" III ligi. O klubie, zmianach kadrowych, problemach ze stadionem oraz oczekiwaniach przed sezonem 2011/2012 rozmawiamy z prezesem Zdzisławem Niklasem.

Podsumowanie sezonu

Poprzednie rozgrywki podopieczni Macieja Kalkowskiego zakończyli na siódmym miejscu w tabeli. Przy ogólnej ocenie całego sezonu była to pozycja całkiem niezła. Zważywszy jednak na fakt, że rundę jesienną zakończyliśmy jako trzecia siła w stawce, fotel wicelidera tracąc dopiero w ostatnim przez zimową przerwą meczu, można czuć pewien niedosyt.

- Cóż, rzeczywiście pogubiliśmy wiosną sporo punktów w głupi sposób, ale ostatecznie zajęliśmy bezpieczne miejsce. Przy odrobinie szczęścia mogło być jeszcze lepiej, bo do trzeciego miejsca dzieliło nas zaledwie pięć punktów. To chyba świadczy o tym, że "bałtycka" III liga jest bardzo wyrównana i wszystko może się tu wydarzyć. Weźmy tu choćby przykład Bytovii. Gdyby nie rezygnacja z gry Piasta Choszczno, zespół ten w III lidze nawet by nie zagrał, a tymczasem zasłużenie wywalczył awans - mówi Zdzisław Niklas.

Pomocna nie była też z pewnością nękająca kartuski zespół plaga kontuzji, osłabiająca możliwości Cartusii i wymuszająca modyfikacje kadrowe oraz taktyczne już w trakcie trwania rozgrywek.

- Arek Kordyl zerwał wiązadło krzyżowe w kolanie, w lutym w sparingu Heiden skręcił kostkę, a Piotr Zagorski jesienią nie grał wcale, zaś wiosną wrócił na zaledwie kilka spotkań, po czym podkręcił kolano. Do tego dochodzi Patryk Więckiewicz, wybijający się jeszcze kilka lat temu junior, który w wyniku nadmiernej eksploatacji nabawił się urazu stawu skokowego. W tej chwili jest już po operacji, przechodzi rehabilitację i mamy nadzieje, że wkrótce będzie do naszej dyspozycji. Nie można też zapomnieć o Kempińskim, który także pauzował praktycznie całą wiosnę - wylicza prezes Niklas.

Plusy

Wśród największych pozytywów niebiesko-biało-czarnych stojący na czele zarządu klubu Zdzisław Niklas wymienia przede wszystkim młodość, ale jednocześnie i doświadczenie, niewielką ilość zmian kadrowych, a także dobry, jeśli nie bardzo dobry kontakt na linii trener-zawodnicy.

- Po pierwsze kolejny już rok gramy w praktycznie niezmienionym składzie. Nigdy nie robimy w kadrze trzęsienia ziemi, dzięki czemu zgrywamy się, a trzon zespołu uzupełniamy zazwyczaj o dwa, trzy wzmocnienia. Druga kwestia to średnia wiekowa naszego zespołu. Wciąż jesteśmy drużyną młodą, choć tacy zawodnicy jak Kordyl czy Rubin, a więc ludzie w tej chwili 23-letni, mają już w nogach siedem lat doświadczenia na poziomie III ligi. Trzecia sprawa to chemia pomiędzy trenerem, a zawodnikami. Piłkarze akceptują styl pracy pana Kalkowskiego, a to przekłada się na przeszło 90-procentową frekwencję na treningach. Takiego wyniku nie mieliśmy już naprawdę od bardzo dawna. Ciekawe, urozmaicone zajęcia najwyraźniej do nich przemawiają i widać, że znaleźli wspólny język - potwierdza nasz rozmówca.

Minusy

Patrząc i oceniając grę podopiecznych Macieja Kalkowskiego, a wcześniej i Adama Adamusa nie da się nie zauważyć pewnej prawidłowości. Przez ostatnie dwa sezony forma piłkarzy przypominała sinusoidę. Jesienią młodzież z Kartuz zaskakiwała całe piłkarskie Pomorze, należąc do czołówki całej III-ligowej stawki. Niestety wiosną po tak znakomitej dyspozycji nie pozostawał nawet ślad, a gra pozostawiała wiele do życzenia.

- Można było odnieść wrażenie, że cały czas tracimy do rywali pół sekundy i pół kroku. Nie wiem skąd to się brało. Zastanawialiśmy się nad tym i analizowaliśmy to wielokrotnie w klubie. Mamy pewne wnioski i zobaczymy co z tego wyjdzie. Wierzę jednak, że w tym sezonie to się już nie powtórzy, a formę piłkarzy uda się ustabilizować w okresie przygotowawczym - zauważa Zdzisław Niklas.

Zmiany kadrowe

Podobnie jak miało to miejsce w kilku minionych latach, na ławce zespołu nie należy spodziewać się rewolucji. Kartuzy jeszcze w poprzednim sezonie opuścił Grzendzicki. Po zakończeniu rozgrywek dołączyli do niego także Wlazło i Saczewski. Niepewna jest też przyszłość Wojciecha Kitowskiego, któremu obowiązki służbowe nie pozwolą najprawdopodobniej uczestniczyć w rundzie jesiennej, choć formalnie nadal pozostaje on piłkarzem Cartusii.

W niebiesko-biało-czarnych barwach zobaczyć będzie też można kilku nowych graczy. Trykoty kartuskiego zespołu przyodzieją w tym sezonie grający na skrzydle Jędrzej Chyła oraz mierzący 192 cm wzrostu środkowy obrońca Łukasz Gładczuk. Klub zdecydował się też wykupić wypożyczonego dotąd z Lechii Gdańsk Łukasza Puczyńskiego. O sile letnich wzmocnień Cartusii decydować ma jednak kto inny.

- Mówiąc o wzmocnieniach, chciałbym podkreślić bardzo ważną rzecz. Do gry wraca większość kontuzjowanych do tej pory graczy, o których wspominałem wcześniej. Przypomnę, że to Arkadiusz Kordyl i Piotr Zagórski, a więc niezwykle ważni dla nas piłkarze. Są też zdolni juniorzy, jak Hejden i Więckiewicz. To także należy traktować jako poważne wzmocnienie - wymienia prezes klubu.

Poza tym, z wypożyczenia do Sierakowic wrócił Mateusz Cyman, w dalszym ciągu z pierwszym zespołem trenują też Sidor, Nurek i Papina, a od niedawna również Jakub Kajeta, Seweryn Wroński, Szymon Nikiel i Adam Wroński.

- Ponad połowa zawodników w naszej szerokiej kadrze to nasi wychowankowie. To są efekty pracy, na którą postawiliśmy cztery lata temu. Najpierw stawiamy na graczy z naszego regionu. Na zewnątrz sięgamy tylko wtedy, gdy nie możemy znaleźć na miejscu. Tu wielkie ukłony należą się trenerom Meissnerowi, Lipińskiemu czy Kwiatkowskiemu - podkreśla.

Oczekiwania

Czego można się zatem spodziewać po kartuskim zespole w nadchodzącym sezonie? Teoretycznie w mocniejszym składzie i z nastawieniem na równiejszą formę, bogatsi o doświadczenia poprzednich rozgrywek, piłkarze z Kartuz mogliby się nawet pokusić o walkę o najwyższe cele. Władze klubu studzą jednak zapędy, raz jeszcze podkreślając, że z awansem wiążą się też znacznie większe wymagania.

- Chcemy grać jak najlepiej i na pewno będziemy walczyć o punkty w każdym meczu. Różnica pomiędzy III, a II ligą jest jednak wyraźna, o czym świadczy choćby fakt, ze spośród ośmiu ekip, które awansowały do II ligi w ubiegłym sezonie, trzy musiały zrezygnować. To są zupełnie inne pieniądze, inne wymagania techniczne dla stadionów. Powiem tak. Za dwa lata świętować będziemy 90-lecie powstania pierwszego zespołu piłkarskiego o nazwie "Cartusia". My chcemy te tradycje pielęgnować i nie ukrywam, że bardzo fajnie byłoby awansować do II ligi, mieć piękny, nowy obiekt i silnego sponsora. Życie pokaże, co w ciągu tych dwóch najbliższych lat się wydarzy.

Bartek Gruba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Kartuzy.info




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości