Piłkarze Cartusii 1923 Kartuzy zdołali przerwać serię trzech kolejnych zwycięstw w lidze Błękitnych Stargard Szczeciński. Choć gospodarze dwukrotnie musieli gonić wynik, a rywale mieli zdecydowanie więcej okazji bramkowych, mecz zakończył się remisem 2:2. Obie bramki dla niebiesko-biało-czarnych zdobył... Kacper Tułowiecki, pewnie egzekwując rzuty karne.
Spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęli podopieczni Jerzego Jastrzębowskiego, którzy już w pierwszym kwadransie stworzyli sobie dwie dogodne okazje do wyjścia na prowadzenie. Najpierw po uderzeniu z narożnika pola karnego poprzeczkę bramki rywali obił Kowalkowski, a chwilę później sytuacji "sam na sam" nie wykorzystał Formela.
Goście nie pozostali dłużni i w 28 minucie mogliśmy mówić o sporym szczęściu. Szybko rozegrana akcja pod naszym polem karnym kończy się wyłożeniem piłki na szóstym metrze nadbiegającemu napastnikowi, ale ten trafia w jednego z obrońców, asekurującego na linii bramkowej Tułowieckiego.
To było pierwsze i ostatnie ostrzeżenie dla gospodarzy, bo już w kolejnej swojej akcji Błękitni znaleźli sposób na umieszczenie piłki w siatce. Po stracie Dawidowskiego przyjezdni szybko wychodzą z kontrą, w wyniku której w sytuacji "sam na sam" znajduje się Magnuski. Napastnik ze Stargardu mija jeszcze Tułowieckiego i umieszcza futbolówkę w pustej bramce.
Do przerwy goście prowadzą więc 1:0. Na domiar złego to oni zdecydowanie lepiej rozpoczynają drugą połowę. Pomiędzy 53, a 55 minutą bliscy byli bowiem podwyższenia prowadzenia. Najpierw ratuje nas jednak słupek, a zaraz potem poprzeczka. Cartusia gra niezwykle bojaźliwie, nie będąc w stanie stworzyć jakiegokolwiek zagrożenia w polu karnym drużyny przeciwnej.
Sytuacja zmienia się w 62 minucie, gdy w jedną z nielicznych akcji ofensywnych włączył się Piotr Karasiński, wpadł w pole karne i został podcięty, a arbiter bez wahania wskazał na 11 metr. Do karnego podszedł nasz...bramkarz i doprowadził do remisu.
Odrobione straty tchnęły w miejscowych nowe siły, dzięki czemu o wiele lepiej prezentowali się na boisku, próbując pójść za ciosem i zadać wiceliderowi kolejny cios. Z walki o pełną pulę punktów nie zrezygnowali jednak także goście i w 78 minucie bliscy byli osiągnięcia celu. Po składnej akcji z ośmiu metrów mocno pod poprzeczkę uderzył jeden z piłkarzy Błękitnych, ale Tułowiecki w ekwilibrystyczny sposób jakimś cudem przeniósł piłkę nad poprzeczką.
Niestety rewelacyjna interwencja Tułowieckiego nie ustrzegła nas przed utratą gola. Cztery minuty później nerwowo wybijający piłkę Wiech, skiksował i trafił prosto w jednego z kolegów z obrony, a odbita od niego piłka spadła z kolei prosto pod nogę świetnie ustawionego Magnuskiego. Silne i precyzyjne uderzenie przy słupku sprawiło, że to goście znów prowadzili 2:1.
Radość rywali nie trwa jednak zbyt długo. Trzy minuty później, po szybkiej akcji Dawidowskiego kolejnym faulem w polu karnym ratują się Błękitni i sędzia raz jeszcze wskazuje na jedenasty metr. Odpowiedzialność bierze na siebie podobnie jak za pierwszym razem Tułowiecki i znów doprowadza do remisu.
Emocji nie zabrakło jednak także w kolejnych minutach. Podrażniony zespół gości rzucił się wręcz do ataków i 89 minucie dopiął nawet swego. Magnuski po raz trzeci w tym meczu umieścił piłkę w bramce, ale na szczęście w chwili podania znajdował się na pozycji spalonej. W 90 minucie za dyskusję z sędzią drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał jeszcze Andrychowski, ale punkt udało się dowieść do ostatniego gwizdka.
Komentarze